12.01.2026
Ty jesteś moim Synem umiłowanym (por. Łk 3, 22)


Umiłowani w Chrystusie Panu, bracia i siostry!

Ewangelia ukazuje nam dzisiaj Jezusa przychodzącego nad brzeg Jordanu. Syn Boży, przychodzi, „by zająć się naszym życiem i naszą ludzką biedą, by uwolnić nas od grzechu, śmierci i szatana” (Bp Szymon Stułkowski).

„Jezus rozpoczyna swoją działalność publiczną wchodząc do rzeki Jordan, aby otrzymać od Jana chrzest pokuty i nawrócenia. W ten sposób ma miejsce coś, co w naszych oczach może się zdawać paradoksalne – mówi papież Benedykt XVI.  Czy Jezus potrzebuje pokuty i nawrócenia? Z pewnością nie. A jednak to Ten, który jest bez grzechu, staje między grzesznikami, żeby się ochrzcić, aby dokonać tego gestu pokuty. Święty Boży łączy się z tymi, którzy uznają siebie za potrzebujących przebaczenia i proszą Boga o dar nawrócenia, to znaczy łaskę powrotu do Niego całym sercem, aby należeć do Niego całkowicie. Jezus chce stanąć po stronie grzeszników, stając się z nimi solidarnym, wyrażając bliskość Boga. Jezus ukazuje swoją solidarność z nami, z naszym wysiłkiem nawrócenia, aby porzucić nasz egoizm, oderwać się od naszych grzechów, żeby nam powiedzieć, że jeśli przyjmiemy Go w naszym życiu, On może nas podnieść i doprowadzić ku wyżynom Boga Ojca.” (13 stycznia 2013 r.).

„To, co Jezus dziś czyni, jest zapowiedzią całej Jego publicznej działalności. Odtąd będzie już zawsze „wchodził” w każdą grzeszną sytuację człowieka, by go z niej uratować i będzie „chodził” za grzesznym człowiekiem. Będzie poszukiwał zagubionej owcy, wypatrywał powrotu marnotrawnego syna i przebywał z celnikami i grzesznikami, głosząc im Dobrą Nowinę. Całkowicie „zanurzy” się w los pogubionych ludzi, by kiedyś wszyscy mogli się zanurzyć w Miłosierdziu Bożym. (…)

Jezus, przychodząc nad Jordan do Jana, przychodzi do każdego z nas. Przychodzi, bo wie, że My Go potrzebujemy. Bez Jego przyjścia, bez Jego „zanurzenia” się w nasz świat, w naszą grzeszność, pozostałoby nam tylko jedno – „zanurzenie” w grzechu, z którego nigdy o własnych siłach nie bylibyśmy w stanie się wydostać.

„To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14) – mówi dzisiaj Jan Chrzciciel do Jezusa. To prawda, że to my o wiele bardziej potrzebujemy Boga, niż On nas. Bóg bez nas „obejść” się może. My bez Niego – nie. Bez Niego „nic” – oprócz grzechu – byśmy nie uczynili…

To nie my Bogu „łaskę” czynimy, że przychodzimy do Niego, że się spowiadamy, że uczestniczymy we Mszy Świętej, że klękamy do modlitwy i staramy się żyć według Jego przykazań. To ON nam łaskę czyni, że stał się dla nas Mesjaszem, że „zanurzył” się w nasze grzechy, że poniósł je na drzewo krzyża i obmył nas krwią swoją, że został z nami w sakramentach świętych, że dał nam Kościół, w którym pragnie się z nami spotykać. To wszystko jest Jego łaską dla nas uczynioną. Każda Eucharystia jest Jego łaską, każda Komunia Święta jest Jego łaską, każda spowiedź święta jest Jego łaską, każdy chrzest święty jest Jego łaską… każdy udzielony nam sakrament i każde błogosławieństwo jest zawsze Jego łaską.

To czego Jezus pragnie, to byśmy przyszli do Niego, zawierzyli Mu swoje życie i zechcieli „zanurzyć” się w Jego łasce” (o. Stanisław Janiga CSsR), w uzdrawiającej i życiodajnej wodzie Jego miłosierdzia.

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Bardzo często scena Chrztu Pańskiego obecna jest na starochrześcijańskich baptysteriach i chrzcielnicach znajdujących się w naszych kościołach. Chrzest Chrystusa jest bowiem zapowiedzią naszego chrztu i każdy, kto go przyjmie zostanie zanurzony w tajemnicę paschalną Chrystusa, w misterium Jego zbawczej męki, śmierci i zmartwychwstania, po to, aby umarł w nas stary człowiek i narodził się człowiek nowy. Ta paschalna droga chrześcijanina, zapoczątkowana na chrzcie świętym, jest darem i wezwaniem do pójścia za Jezusem „przez krzyż do zmartwychwstania”, do coraz głębszej zażyłości z Nim, by móc wyznać za św. Pawła: „teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (por. Ga 2. 20).

Jak wyjaśnia bł. ks. Michał Sopoćko:

„Chrzest nawrócenia, którego udzielał prorok nad Jordanem tym którzy wchodząc w nurt rzeki wyznawali swoje grzechy, był zapowiedzią i przygotowaniem do sakramentu chrztu świętego, który ustanowił Chrystus Pan. Dopiero Zbawiciel otworzył nam drogę do nieba i tam zgotował nam miejsce. Dopiero Zbawiciel z miłosierdzia swego ustanawia chrzest, przez który na nowo odradzamy się wewnętrznie, stajemy się dziećmi Boga, który przemawia do nas, jak i do Jezusa w czasie chrztu: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie (Mt 3, 17)”.

A zatem Chrzest Pana Jezusa w Jordanie był zapowiedzią chrztu sakramentalnego każdego z nas, przez który staliśmy się przybranymi dziećmi Bożymi oraz żywą świątynią Ducha Świętego (por. KKK 537). Przyjmując chrzest zobowiązaliśmy się do codziennego umierania dla grzechu po to, by żyć na wieki dla Boga. Nie ma innej drogi.

Trzeba,  aby umarł w nas stary, grzeszny człowiek, a zmartwychwstał człowiek nowy, wolny, złączony węzłem żywej wiary i gorącej miłości ze swoim Zbawicielem.

Św. Jan Paweł II uczy: „Być chrześcijaninem znaczy uczestniczyć osobiście w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Takiego uczestnictwa dostępujemy na mocy sakramentalnego chrztu, na którym buduje się — niczym na niewzruszonym fundamencie — cała chrześcijańska egzystencja każdego z nas”.

Papież Franciszek zachęca do głębokiej refleksji nad tym wielkim darem i pyta każdego z nas: „Czy pamiętam datę mojego chrztu?”. Jeżeli jej nie pamiętasz, to gdy wrócisz do domu, zapytaj o nią, żebyś już jej nie zapomniał, bo to są nowe urodziny, gdyż przez chrzest narodziłeś się do życia łaski”.

Papież Benedykt XVI uczy, że wszyscy, którzy „otrzymują chrzest rodzą się na nowo jako dzieci Boże, jako uczestnicy synowskiej relacji Jezusa z Ojcem, zdolni, by zwracać się do Boga nazywając Go z pełną ufnością: „Abba, Ojcze!”.

Dlatego bł. Ks. Sopoćko, pięknie powie:

Chrzest św. był dla mnie pocałunkiem, przez który Bóg przyjął mnie za przybrane dziecko swoje (…) Odtąd mam prawo nazywać Boga Ojcem”.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, trzeba nam dzisiaj głębiej uświadomić sobie wielkość otrzymanego daru i naszą odpowiedzialność za godność dziecka Bożego, otrzymaną na chrzcie świętym.

Król Francji Ludwik IX za najważniejsze miejsce w swoim życiu uważał kościół, w którym został ochrzczony. Nie katedrę, gdzie został ukoronowany na króla Francji, ale chrzcielnicę w rodzinnej miejscowości, gdzie otrzymał godność dziecka Bożego.

Wychowawczyni francuskiej księżniczki Marii Ludwiki skarciła kiedyś swoją wychowankę. Księżniczka zapytała niegrzecznie: „Czyż ja nie jestem córką króla?” Wychowawczyni szybko odpowiedziała: „A ja? Czy nie jestem córką twojego i mojego Boga?”

Drodzy Bracia i Siostry!

Od momentu przyjęcia sakramentu chrztu świętego każdy z nas jest synem lub córką naszego Boga. Bóg uczynił nas Swymi dziećmi. Ta wielka godność, którą zostaliśmy obdarzeni, zobowiązuje nas do godnego życia.

Poznaj swoją godność, chrześcijaninie! – woła do nas św. Leon Wielki. Pomnij, jakiej to Głowy i jakiego Ciała jesteś członkiem. Pamiętaj, że zostałeś wydarty mocom ciemności i przeniesiony do światła i królestwa Bożego.

Przez chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie w niewolę szatana, bo Twoją ceną jest Krew Chrystusa.

Pewien starożytny tekst, przypisywany św. Hipolitowi, stwierdza: «Bo kto z wiarą zstępuje do wód odrodzenia, wyrzeka się diabła, a oddaje się Chrystusowi; odrzuca wroga, a wyznaje Chrystusa Boga; porzuca stan niewolniczy i przyjmuje usynowienie» (Kazanie na Objawienie Pańskie, 10: PG 10, 862).

„33-letni Dawid z Zabrza pytał kiedyś swoich rodziców, dlaczego go nie ochrzcili. „A po co ci to w życiu potrzebne?” – usłyszał tylko. – Właściwie zawsze w Boga wierzyłem, ale nikt mi nie potrafił przybliżyć, kim On jest, co znaczy ta Jego miłość – tłumaczy. Dziwnie się czuł, kiedy wchodził do kościoła, gdzie wszyscy szli do Komunii, a on nie miał prawa. Zastanawiał się, dlaczego niby chrzest jest tak ważny, co ludzie takiego w nim widzą. – W moim wieku pytanie o to znajomych jest jednak dosyć niezręczne – mówi. O tym, że nie jest ochrzczony, powiedział swojej dziewczynie, Łucji, która dzisiaj jest już jego narzeczoną. Była zaskoczona. Choć nie planowali jeszcze ślubu, zaproponowała: a może przygotujesz się do chrztu, tak po prostu dla siebie? Dla siebie? To jest myśl. Dawid wybrał się na spotkanie kandydatów do chrztu w parafii Chrystusa Króla w Gliwicach. Uważa, że poznanie Łucji było dla niego błogosławieństwem. – Bez niej sprawę chrztu pewnie wiecznie odkładałbym na później. Albo podszedłbym do chrztu tylko po to, żeby zdobyć papierek – mówi. – Wszystko jest w rękach Boga. On nam daje możliwość wyboru drogi do szczęścia, tylko człowiek tego często nie dostrzega. Mamy tendencję do wybierania własnych skrótów – mówi.

Rok temu, przed chrztem w gliwickiej katedrze, Dawid przeżył dziwny stan lęku. Nic podobnego go w życiu nie spotkało. Nie umiał skupić myśli, drżał, pociły mu się ręce, chwilami walczył z sobą, żeby nie wyjść. Czas zdawał się stać w miejscu. „Dawid, tylko mi nie zemdlej” – szeptał mu jego ojciec chrzestny. Może w niewidzianej przez nas rzeczywistości toczyła się walka o jego duszę? – Do moich wewnętrznych cudów mogę zaliczyć fakt, że w chwili, kiedy ksiądz oblał mnie wodą święconą, wszystko to przeszło mi jak ręką odjął. (…)

Łucja mówi czasem Dawidowi, że chrzest i przygotowanie do niego bardzo go zmieniły, wyciszyły”.

Bracia i Siostry! „Trzeba nam sobie dziś na nowo uświadomić to, co dokonało się w momencie naszego chrztu. Trzeba dziś podziękować Bogu za to, że możemy go nazywać Ojcem. Przypomnijmy sobie po raz kolejny treść naszych przyrzeczeń chrzcielnych, by móc z radością wypełniać je w naszym życiu. Wróćmy dziś w duchu do tego dnia, kiedy przyjęliśmy sakrament chrztu św. Dano nam wówczas białą szatę – znak otrzymanej łaski, świętości i niewinności, oraz płonącą świecę – znak żywej wiary. Staliśmy się niewinni i święci, ale nie po to byśmy byli nimi na chwilę, może do Pierwszej Komunii św., ale przez całe życie i przez całą wieczność” (ks. Sławomir Machowski).

Chrzest jest dla nas zobowiązującym darem. Mówi nam o tym św. Paweł w liście do Tytusa: „Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić lud wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków” (Tt 2, 11 – 14).

To prawda, że jako synowie Ewy, musimy nieustannie zmagać się ze słabością naszej ludzkiej natury i niekiedy sami oddalamy się od miłości Ojca. Ale, Jego Ojcowska miłość nigdy nie oddala się od nas i jest większa od naszej nędzy.

Jeżeli, jako dzieci Adama obciążone skłonnością do grzechu, zabrudzimy lub utracimy chrzcielną szatę łaski uświęcającej, to pamiętajmy, że programem naprawczym jest sakrament pokuty.

„Dzięki «lekarstwu spowiedzi», doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz, lecz spotyka się z Miłością, która przebacza i przemienia” – uczy papież Benedykt XVI.

„Ten, który przez grzech stał się niewolnikiem piekła, przez spowiedź wydobywa się z przepaści jego i powraca znowu do życia łaski, staje się znowu przybranym dzieckiem Boga” – uczy bł. ks. Michał Sopoćko.

Drodzy bracia i siostry! Z ufnością zbliżmy się do naszego Niebieskiego Lekarza, który w osobie kapłana czeka na nas przy kratkach konfesjonału, otwórzmy Mu nasze serca, aby doświadczyć mocy Jego przebaczającej i uzdrawiającej miłości.

Dobrze przeżyta spowiedź sprawia, że wnętrze człowieka powraca do stanu, jakie miało w momencie chrztu świętego. Łaska spowiedzi oczyszcza, wyzwala, leczy, przywraca wolność i piękno dziecka Bożego.

Jezus staje dzisiaj w tłumie skruszonych grzeszników na brzegu Jordanu, aby przyjąć z rąk Jana chrzest nawrócenia. „Jezus staje wśród grzeszników, by ukazać im miłosierne oblicze Ojca” (św. Jan Paweł II). Odwieczny Syn Boży uniżył się i stał się prawdziwie Emmanuelem – Bogiem z nami. Syn Człowieczy z miłością patrzy na braci, niewinny Baranek, obiecany Mesjasz i wytęskniony Zbawiciel, przychodzi „na spotkanie każdej osoby, niosąc dobroć i czułość Boga!” (pap. Franciszek).

Z ufnością zbliżmy się do Niego, abyśmy mogli doświadczyć obmycia wodą Jego miłosierdzia i otrzymać Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze!

„Anna idzie zamyślona ulicą. Wprawdzie trzyma za rękę Krzysia, a ten opowiada coś bez przerwy, ale nie może skupić się na tym, co mówi syn. Jej mąż, którego kochała i któremu ślubowała, jest alkoholikiem...

Krzyś przygotowuje się do Pierwszej Spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą, sama także pójdzie się wyspowiadać, ale jej mąż już długo tego nie robił i nic na zmianę nie wskazuje…

Anna wstępuje po drodze z Krzysiem do kościoła. Gdy klęczą przed tabernakulum, chłopiec szturcha matkę w ramię i mówi cichutko:

– Mamusiu, ja się będę modlił, żeby tatuś poszedł z nami do spowiedzi, dobrze?

– Dobrze, synku – kiwa głowa Anna i dodaje:

– Ja też tak zrobię, wiesz?

I staje się coś dziwnego. Wracają do domu tymi samymi ulicami, wchodzą do tego samego mieszkania, ale Anna czuje, że coś się zmieniło. Nie jest już tą samą Anną – zrezygnowaną, smutną, nijaką. Czuje, że pierwszy raz od wielu lat ma w sercu nadzieję.

Kilka dni przed spowiedzią, wieczorem, znajduje dogodny moment. Siada obok męża i mówi mu:

– Wiesz, w sobotę Krzyś ma pierwszą spowiedź. Chciałby bardzo przeżyć ją razem z nami, powiedział mi o tym. Jerzy milczy. Anna nie nalega…

W sobotę mąż Anny musi iść do pracy. Anna stara się nie myśleć o rozmowie sprzed kilku dni. Spokojnie przygotowuje synka do sakramentu – ostatni rachunek sumienia, ostatnie powtórzenie formuły spowiedzi. Przybywają do mrocznego kościoła. W prezbiterium na stopniu przed ołtarzem stoi krzyż, obok kwiaty i mnóstwo zapalonych świec. Anna modli się za swoje dziecko – by było zawsze dobrym człowiekiem i by pokochało ten sakrament Bożego miłosierdzia. Gdy chłopiec klęczy przed kapłanem, ona przeżywa szczególny moment radości. Po chwili Krzyś wraca i trzyma w ręku mały obrazek Pana Jezusa. Anna z uśmiechem pokazuje mu najbliższą ławkę i prosi, by na niej chwile klęcząc pomodlił się.

Klęka sama przy konfesjonale, unosi rękę, by uczynić znak Krzyża świętego i w tym momencie słyszy nieco stłumiony, radosny okrzyk swojego dziecka: – Tato!

Stara się nie myśleć o niczym prócz spowiedzi. Ale to nie jest takie proste...

Gdy odchodzi od konfesjonału, widzi dwie pochylone głowy – dużą i małą. Klęka obok męża. Spogląda na palące się koło krzyża świece i wie tylko jedno: że nawet jeśli Jerzy nie ma zamiaru się wyspowiadać, to jego przyjście tutaj już jest cudem. Przymyka oczy, a po chwili na policzku czuje pocałunek i słyszy wolno wypowiadane słowa:

– Aniu, umówiłem się z księdzem na wieczór; przecież nie mogę zablokować kolejki na kilka godzin, prawda?

Bóg dokonał przemiany nie tylko w życiu Jerzego. Zmienił życie Anny, a przede wszystkim jej modlitwę. Zobaczyła, że może ona przynosić błogosławione owoce, bo uwierzyła Miłości i zaufała…”.

Jak podkreśla papież Benedykt XVI:

„Miłość Boga Ojca nigdy nie ustaje… Wiara daje nam tę pewność, która staje się bezpieczną skałą w budowaniu naszego życia: możemy stawić czoła wszystkim chwilom trudności i zagrożenia, doświadczenia ciemności kryzysu i czasu bólu, wspierani ufnością, że Bóg nigdy nie zostawi nas samymi, że zawsze jest blisko, aby nas zbawić i doprowadzić do życia wiecznego.

Tak więc ojcostwo Boga jest nieskończoną miłością, tkliwością pochylającą się nad nami, słabymi dziećmi, potrzebującymi wszystkiego” (30 stycznia 2013 r.).

Pewna ciężko chora młoda kobieta napisała: Dziękuję Ci, Boże, za to, że w chwili, kiedy najbardziej rozpaczałam i zwątpiłam w Twoje istnienie i dobroć, Ty byłeś przy mnie podtrzymując i pocieszając mnie w smutku i uratowałeś od strasznego czynu samobójstwa. Bez Twej pomocy nie mogłabym dalej żyć w takim stanie. Jakże cudowną rzeczą jest żyć w obecności Boga i odczuwać Jego ojcowską miłość”.

Pięknie przypomina nam o tym niezwykłe Orędzie Boga Ojca przekazane w roku 1932 za pośrednictwem siostry Eugenii Elżbiety Ravasio (1907 - 1990) ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Apostołów.

O tej miłości Ojciec Niebieski mówi nam w słowach: „Znam wasze potrzeby, pragnienia i to wszystko, co jest w was, ale jak bardzo byłbym szczęśliwy i wdzięczny, gdybym zobaczył, że przychodzicie do Mnie i powierzacie Mi swoje potrzeby, jak to czyni pełne ufności dziecko wobec swego ojca. Jakże mógłbym odmówić wam jakiejkolwiek rzeczy – o małym czy dużym znaczeniu – gdy Mnie o nią prosicie?”.

„Ale w jaki sposób – powiecie Mi – możemy przyjść do Ciebie? Ach, przyjdźcie drogą zawierzenia! Nazywajcie Mnie Ojcem waszym”.

„Chciałbym, aby wszyscy – od dziecka do starca – wzywali Mnie poufałym imieniem Ojca i Przyjaciela”. „O, jakże Moja miłość, miłość Ojcowska została przez ludzi zapomniana! A przecież tak czule was kocham!”.

„Znam słabość Moich stworzeń! Przyjdźcie do Mnie, przyjdźcie z ufnością i miłością, a Ja po waszej skrusze przebaczę wam!”.

„Niech wszyscy przyjmą z wdzięcznością Moją nieskończoną Dobroć dla wszystkich, a szczególnie dla grzeszników, chorych, umierających i wszystkich cierpiących! Niech wiedzą, że mam tylko jedno pragnienie: kochać ich wszystkich, dawać im Moje łaski, przebaczać, gdy żałują. Przede wszystkim zaś pragnę nie sądzić ich według Mojej Sprawiedliwości, lecz według Mego Miłosierdzia, aby wszyscy zostali zbawieni i zaliczeni w poczet Moich wybranych”.

„Największym skarbem, którego nigdy nie wolno nam roztrwonić jest prawda o miłosierdziu! – mówi Biskup Płocki Piotr Libera. Ukazywanie zranionej ludzkości, zranionemu w człowieczeństwie bratu, siostrze, że ten świat, życie spowija nie obojętny chaos, nie zimny przypadek, nie pustka „czarnych dziur”, ale miłość Ojca, który „upodobał sobie Miłosierdzie”, który czeka, który pochyla się, by przebaczyć, który w końcu przyjmie nas do swego domu. Można Go odrzucić, można zgrzeszyć przeciw Niemu, lecz On nie zaprze się Samego Siebie, pozostanie wierny. Pragnie tylko jednego – byś pozwolił, pozwoliła spotkać się z Jego miłosierną miłością”.

W jednej z homilii papież Franciszek powiedział: „Jakże pięknie jest odnaleźć w Sakramencie Pojednania miłosierne ramiona Ojca, odkryć konfesjonał jako miejsce Miłosierdzia, dać się dotknąć tej miłosiernej miłości Pana, który zawsze nam przebacza!” (15.08.2015).

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni przy ołtarzu Chrystusowej Ofiary w Oborskim Wieczerniku!

O czym jeszcze przypomina nam dzisiaj Jezus, Baranek Boży, wskazany przez Jana nad Jordanem, Ten sam, którego wskazuje kapłan unosząc Świętą Hostię nad ołtarzem.

Eucharystia stanowi prawdziwe centrum i szczyt całego naszego chrześcijańskiego życia, które ma swój początek w sakramencie chrztu świętego.

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II uczy: „Eucharystia jest wypełnieniem chrztu… ponieważ jest ona jedynym pokarmem odpowiednim dla nowego stanu człowieka ochrzczonego, pokarmem zdolnym podtrzymywać nowe życie…  W czymże bardziej wyraża się to, że nie tylko „zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi”, ale „rzeczywiście nimi jesteśmy” z mocy sakramentu Chrztu świętego, jak nie w tym właśnie, że w Eucharystii stajemy się uczestnikami Ciała i Krwi Jednorodzonego Syna Bożego?”.

Św. Mateusz, apostoł i ewangelista, mówi nam dzisiaj: „Gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».

Była to Epifania, czyli objawienie chwały Jezusa Odwiecznego Syna Bożego i tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.

To objawienie tajemnicy Trójcy Świętej dokonuje się tylko w Chrystusie i przez Chrystusa.

Nasze zjednoczenie z Ojcem, Synem i Duchem Świętym zapoczątkowane na chrzcie świętym znajduje swoje umocnienie i dopełnienie w spotkaniu z Jezusem Eucharystycznym.

Św. Siostra Faustyna w swoim dzienniczku duchowym pisze: „W pewnej chwili po Komunii Świętej usłyszałam te słowa: „Tyś jest nam mieszkaniem”. W tej chwili odczułam w duszy obecność Trójcy Świętej – Ojca, Syna i Ducha Świętego, czułam się świątynią Bożą, czuję, że jestem dzieckiem Ojca; nie umiem wytłumaczyć wszystkiego, ale duch to dobrze rozumie. O Dobroci nieskończona, jak bardzo zniżasz się do nędznego stworzenia” (Dz. 451).

Drodzy Moi! Kiedy czujemy się słabi, chorzy duchowo, gdy brak nam sił do życia, do wytrwania w łasce, gdy doświadczamy strapienia i zranienia przez innych ludzi, gdy lękamy się o nasze zbawienie, gdy przechodzimy próbę wiary i wierności zasadom chrześcijańskiej moralności, gdy dotyka nas ciężka choroba, idźmy do Jezusa obecnego w sakramencie Miłości.

On sam nas do tego zachęca, gdy mówi do św. Gertrudy: „Tu, w Eucharystii, w hojnej dobroci mego Serca, uzdrawiam rany każdego człowieka: podnoszę na duchu grzesznika, duchowe ubóstwo wzbogacam darem cnót i pocieszam każdego w jego utrapieniach”.

Z głębi swej wiary w uzdrawiającą moc Eucharystii św. Jan Chryzostom tak przemawiał do wiernych: „Przybliżając się do Eucharystii, niech każdy przystąpi ze swoją chorobą, ponieważ dostąpić tu możemy także uzdrowienia ciała”.

Niebieski Lekarz z każdego tabernakulum i z każdego ołtarza nieustannie zwraca się do nas z serdecznym wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. On w chwili cichej adoracji i w komunii świętej da nam moc i siłę na trudy dalszej wędrówki Jego śladami – „przez krzyż do Nieba”.

On, jak czuły i troskliwy Ojciec, będzie trzymał nas za rękę i przeprowadzi przez każdą próbę życia, doda odwagi i umocni nadzieją przyszłego zmartwychwstania.

Wszędzie tam, gdzie nad tabernakulum migoce czerwona wieczna lampka wskazując Jezusa Baranka Bożego obecnego w Eucharystii, rozlega się głos Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (por. Mt 3, 17). Zawsze, gdy z wiarą i czystym sercem łączymy się z Ofiarą Baranka Bożego uobecnianą sakramentalnie na ołtarzu, gdy z pełnym miłości oddaniem przyjmujemy Komunię Świętą i jednoczymy z Jezusem Eucharystycznym, gdy staramy się żyć Jego Ewangelią, gdy obmywamy łzami nasze słabości i klękamy skruszeni przy kratkach konfesjonału - zawsze wtedy Ojciec Niebieski patrzy na nas rozradowany, wyciąga swoje ramiona i mówi: „Tyś jest mój Syn umiłowany, Tyś jest moja córka umiłowana” (por. Mk 1, 11). Amen.

o. Piotr Męczyński OCarm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio