Umiłowani w
Chrystusie Panu, bracia i siostry!
Ewangelia
ukazuje nam dzisiaj Jezusa przychodzącego nad brzeg Jordanu. Syn Boży, przychodzi, „by zająć się naszym życiem i naszą ludzką biedą, by
uwolnić nas od grzechu, śmierci i szatana” (Bp Szymon Stułkowski).
„Jezus
rozpoczyna swoją działalność publiczną wchodząc do rzeki Jordan, aby otrzymać
od Jana chrzest pokuty i nawrócenia. W ten sposób ma miejsce coś, co w naszych
oczach może się zdawać paradoksalne – mówi papież Benedykt XVI. Czy Jezus potrzebuje pokuty i nawrócenia? Z
pewnością nie. A jednak to Ten, który jest bez grzechu, staje między
grzesznikami, żeby się ochrzcić, aby dokonać tego gestu pokuty. Święty
Boży łączy się z tymi, którzy uznają siebie za potrzebujących przebaczenia i
proszą Boga o dar nawrócenia, to znaczy łaskę powrotu do Niego całym sercem,
aby należeć do Niego całkowicie. Jezus chce stanąć po stronie grzeszników,
stając się z nimi solidarnym, wyrażając bliskość Boga. Jezus ukazuje swoją
solidarność z nami, z naszym wysiłkiem nawrócenia, aby porzucić nasz egoizm,
oderwać się od naszych grzechów, żeby nam powiedzieć, że jeśli przyjmiemy Go w
naszym życiu, On może nas podnieść i doprowadzić ku wyżynom Boga Ojca.” (13
stycznia 2013 r.).
„To, co
Jezus dziś czyni, jest zapowiedzią całej Jego publicznej działalności. Odtąd
będzie już zawsze „wchodził” w każdą grzeszną sytuację człowieka, by go z niej
uratować i będzie „chodził” za grzesznym człowiekiem. Będzie poszukiwał
zagubionej owcy, wypatrywał powrotu marnotrawnego syna i przebywał z celnikami
i grzesznikami, głosząc im Dobrą Nowinę. Całkowicie „zanurzy” się w los
pogubionych ludzi, by kiedyś wszyscy mogli się zanurzyć w Miłosierdziu Bożym.
(…)
Jezus,
przychodząc nad Jordan do Jana, przychodzi do każdego z nas. Przychodzi, bo
wie, że My Go potrzebujemy. Bez Jego przyjścia, bez Jego „zanurzenia” się w
nasz świat, w naszą grzeszność, pozostałoby nam tylko jedno – „zanurzenie” w
grzechu, z którego nigdy o własnych siłach nie bylibyśmy w stanie się wydostać.
„To ja
potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14) – mówi dzisiaj Jan
Chrzciciel do Jezusa. To prawda, że to my o wiele bardziej potrzebujemy Boga,
niż On nas. Bóg bez nas „obejść” się może. My bez Niego – nie. Bez Niego „nic”
– oprócz grzechu – byśmy nie uczynili…
To nie my
Bogu „łaskę” czynimy, że przychodzimy do Niego, że się spowiadamy, że
uczestniczymy we Mszy Świętej, że klękamy do modlitwy i staramy się żyć według
Jego przykazań. To ON nam łaskę czyni, że stał się dla nas Mesjaszem, że
„zanurzył” się w nasze grzechy, że poniósł je na drzewo krzyża i obmył nas
krwią swoją, że został z nami w sakramentach świętych, że dał nam Kościół, w
którym pragnie się z nami spotykać. To wszystko jest Jego łaską dla nas
uczynioną. Każda Eucharystia jest Jego łaską, każda Komunia Święta jest Jego
łaską, każda spowiedź święta jest Jego łaską, każdy chrzest święty jest Jego
łaską… każdy udzielony nam sakrament i każde błogosławieństwo jest zawsze Jego
łaską.
To czego
Jezus pragnie, to byśmy przyszli do Niego, zawierzyli Mu swoje życie i
zechcieli „zanurzyć” się w Jego łasce” (o. Stanisław Janiga CSsR), w
uzdrawiającej i życiodajnej wodzie Jego miłosierdzia.
Drodzy w
Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Bardzo
często scena Chrztu Pańskiego obecna jest na starochrześcijańskich
baptysteriach i chrzcielnicach znajdujących się w naszych kościołach. Chrzest
Chrystusa jest bowiem zapowiedzią naszego chrztu i każdy, kto go przyjmie
zostanie zanurzony w tajemnicę paschalną Chrystusa, w misterium Jego zbawczej
męki, śmierci i zmartwychwstania, po to, aby umarł w nas stary człowiek i
narodził się człowiek nowy. Ta paschalna droga chrześcijanina, zapoczątkowana
na chrzcie świętym, jest darem i wezwaniem do pójścia za Jezusem „przez krzyż
do zmartwychwstania”, do coraz głębszej zażyłości z Nim, by móc wyznać za św.
Pawła: „teraz zaś już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (por. Ga 2. 20).
Jak wyjaśnia
bł. ks. Michał Sopoćko:
„Chrzest
nawrócenia, którego udzielał prorok nad Jordanem tym którzy wchodząc w nurt
rzeki wyznawali swoje grzechy, był zapowiedzią i przygotowaniem do sakramentu
chrztu świętego, który ustanowił Chrystus Pan. Dopiero Zbawiciel otworzył nam
drogę do nieba i tam zgotował nam miejsce. Dopiero Zbawiciel z miłosierdzia
swego ustanawia chrzest, przez który na nowo odradzamy się wewnętrznie, stajemy
się dziećmi Boga, który przemawia do nas, jak i do Jezusa w czasie chrztu: Ten
jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie (Mt 3, 17)”.
A zatem Chrzest
Pana Jezusa w Jordanie był zapowiedzią chrztu sakramentalnego każdego z nas,
przez który staliśmy się przybranymi dziećmi Bożymi oraz żywą świątynią Ducha
Świętego (por. KKK 537). Przyjmując chrzest zobowiązaliśmy się do codziennego
umierania dla grzechu po to, by żyć na wieki dla Boga. Nie ma innej drogi.
Trzeba, aby umarł w nas stary, grzeszny człowiek, a
zmartwychwstał człowiek nowy, wolny, złączony węzłem żywej wiary i gorącej
miłości ze swoim Zbawicielem.
Św. Jan
Paweł II uczy: „Być chrześcijaninem znaczy uczestniczyć osobiście w śmierci i
zmartwychwstaniu Chrystusa. Takiego uczestnictwa dostępujemy na mocy
sakramentalnego chrztu, na którym buduje się — niczym na niewzruszonym
fundamencie — cała chrześcijańska egzystencja każdego z nas”.
Papież
Franciszek zachęca do głębokiej refleksji nad tym wielkim darem i pyta każdego
z nas: „Czy pamiętam datę mojego chrztu?”. Jeżeli jej nie pamiętasz, to gdy
wrócisz do domu, zapytaj o nią, żebyś już jej nie zapomniał, bo to są nowe
urodziny, gdyż przez chrzest narodziłeś się do życia łaski”.
Papież
Benedykt XVI uczy, że wszyscy, którzy „otrzymują
chrzest rodzą się na nowo jako dzieci Boże, jako uczestnicy synowskiej relacji
Jezusa z Ojcem, zdolni, by zwracać się do Boga nazywając Go z pełną ufnością:
„Abba, Ojcze!”.
Dlatego bł.
Ks. Sopoćko, pięknie powie:
„Chrzest św. był dla mnie pocałunkiem, przez który Bóg
przyjął mnie za przybrane dziecko swoje (…) Odtąd mam prawo nazywać Boga Ojcem”.
Dlatego,
drodzy bracia i siostry, trzeba nam dzisiaj głębiej uświadomić sobie wielkość
otrzymanego daru i naszą odpowiedzialność za godność dziecka Bożego, otrzymaną
na chrzcie świętym.
Król Francji
Ludwik IX za najważniejsze miejsce w swoim życiu uważał kościół, w którym
został ochrzczony. Nie katedrę, gdzie został ukoronowany na króla Francji, ale
chrzcielnicę w rodzinnej miejscowości, gdzie otrzymał godność dziecka Bożego.
Wychowawczyni
francuskiej księżniczki Marii Ludwiki skarciła kiedyś swoją wychowankę.
Księżniczka zapytała niegrzecznie: „Czyż ja nie jestem córką króla?”
Wychowawczyni szybko odpowiedziała: „A ja? Czy nie jestem córką twojego i
mojego Boga?”
Drodzy
Bracia i Siostry!
Od momentu
przyjęcia sakramentu chrztu świętego każdy z nas jest synem lub córką naszego
Boga. Bóg uczynił nas Swymi dziećmi. Ta wielka godność, którą zostaliśmy
obdarzeni, zobowiązuje nas do godnego życia.
Poznaj swoją
godność, chrześcijaninie! – woła do nas św. Leon Wielki. Pomnij, jakiej to Głowy i jakiego
Ciała jesteś członkiem. Pamiętaj, że zostałeś wydarty mocom ciemności
i przeniesiony do światła i królestwa Bożego.
Przez
chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc
z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie
w niewolę szatana, bo Twoją ceną jest Krew Chrystusa.
Pewien
starożytny tekst, przypisywany św. Hipolitowi, stwierdza: «Bo kto z wiarą
zstępuje do wód odrodzenia, wyrzeka się diabła, a oddaje się Chrystusowi;
odrzuca wroga, a wyznaje Chrystusa Boga; porzuca stan niewolniczy i przyjmuje
usynowienie» (Kazanie na Objawienie Pańskie, 10: PG 10, 862).
„33-letni
Dawid z Zabrza pytał kiedyś swoich rodziców, dlaczego go nie ochrzcili. „A po
co ci to w życiu potrzebne?” – usłyszał tylko. – Właściwie zawsze w Boga
wierzyłem, ale nikt mi nie potrafił przybliżyć, kim On jest, co znaczy ta Jego
miłość – tłumaczy. Dziwnie się czuł, kiedy wchodził do kościoła, gdzie wszyscy
szli do Komunii, a on nie miał prawa. Zastanawiał się, dlaczego niby chrzest
jest tak ważny, co ludzie takiego w nim widzą. – W moim wieku pytanie o to
znajomych jest jednak dosyć niezręczne – mówi. O tym, że nie jest ochrzczony,
powiedział swojej dziewczynie, Łucji, która dzisiaj jest już jego narzeczoną.
Była zaskoczona. Choć nie planowali jeszcze ślubu, zaproponowała: a może
przygotujesz się do chrztu, tak po prostu dla siebie? Dla siebie? To jest myśl.
Dawid wybrał się na spotkanie kandydatów do chrztu w parafii Chrystusa Króla w
Gliwicach. Uważa, że poznanie Łucji było dla niego błogosławieństwem. – Bez
niej sprawę chrztu pewnie wiecznie odkładałbym na później. Albo podszedłbym do
chrztu tylko po to, żeby zdobyć papierek – mówi. – Wszystko jest w rękach Boga.
On nam daje możliwość wyboru drogi do szczęścia, tylko człowiek tego często nie
dostrzega. Mamy tendencję do wybierania własnych skrótów – mówi.
Rok temu,
przed chrztem w gliwickiej katedrze, Dawid przeżył dziwny stan lęku. Nic
podobnego go w życiu nie spotkało. Nie umiał skupić myśli, drżał, pociły mu się
ręce, chwilami walczył z sobą, żeby nie wyjść. Czas zdawał się stać w miejscu.
„Dawid, tylko mi nie zemdlej” – szeptał mu jego ojciec chrzestny. Może w
niewidzianej przez nas rzeczywistości toczyła się walka o jego duszę? – Do
moich wewnętrznych cudów mogę zaliczyć fakt, że w chwili, kiedy ksiądz oblał
mnie wodą święconą, wszystko to przeszło mi jak ręką odjął. (…)
Łucja mówi
czasem Dawidowi, że chrzest i przygotowanie do niego bardzo go zmieniły,
wyciszyły”.
Bracia i
Siostry! „Trzeba nam sobie dziś na nowo uświadomić to, co dokonało się w
momencie naszego chrztu. Trzeba dziś podziękować Bogu za to, że możemy go
nazywać Ojcem. Przypomnijmy sobie po raz kolejny treść naszych przyrzeczeń
chrzcielnych, by móc z radością wypełniać je w naszym życiu. Wróćmy dziś w
duchu do tego dnia, kiedy przyjęliśmy sakrament chrztu św. Dano nam wówczas
białą szatę – znak otrzymanej łaski, świętości i niewinności, oraz płonącą
świecę – znak żywej wiary. Staliśmy się niewinni i święci, ale nie po to byśmy
byli nimi na chwilę, może do Pierwszej Komunii św., ale przez całe życie i
przez całą wieczność” (ks. Sławomir Machowski).
Chrzest jest
dla nas zobowiązującym darem. Mówi nam o tym św. Paweł w liście do Tytusa: „Ukazała
się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy
wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i
pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się
chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał
samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić lud
wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków” (Tt 2, 11 –
14).
To prawda,
że jako synowie Ewy, musimy nieustannie zmagać się ze słabością naszej ludzkiej
natury i niekiedy sami oddalamy się od miłości Ojca. Ale, Jego Ojcowska miłość
nigdy nie oddala się od nas i jest większa od naszej nędzy.
Jeżeli, jako
dzieci Adama obciążone skłonnością do grzechu, zabrudzimy lub utracimy
chrzcielną szatę łaski uświęcającej, to pamiętajmy, że programem naprawczym jest
sakrament pokuty.
„Dzięki
«lekarstwu spowiedzi», doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz, lecz
spotyka się z Miłością, która przebacza i przemienia” – uczy papież Benedykt
XVI.
„Ten, który
przez grzech stał się niewolnikiem piekła, przez spowiedź wydobywa się z
przepaści jego i powraca znowu do życia łaski, staje się znowu przybranym
dzieckiem Boga” – uczy bł. ks. Michał Sopoćko.
Drodzy
bracia i siostry! Z ufnością zbliżmy się do naszego Niebieskiego Lekarza, który
w osobie kapłana czeka na nas przy kratkach konfesjonału, otwórzmy Mu nasze
serca, aby doświadczyć mocy Jego przebaczającej i uzdrawiającej miłości.
Dobrze
przeżyta spowiedź sprawia, że wnętrze człowieka powraca do stanu, jakie miało w
momencie chrztu świętego. Łaska spowiedzi oczyszcza, wyzwala, leczy, przywraca
wolność i piękno dziecka Bożego.
Jezus staje
dzisiaj w tłumie skruszonych grzeszników na brzegu Jordanu, aby przyjąć z rąk
Jana chrzest nawrócenia. „Jezus staje wśród grzeszników, by ukazać im
miłosierne oblicze Ojca” (św. Jan
Paweł II). Odwieczny Syn Boży uniżył się i stał się prawdziwie Emmanuelem –
Bogiem z nami. Syn Człowieczy z miłością patrzy na braci, niewinny
Baranek, obiecany Mesjasz i wytęskniony Zbawiciel, przychodzi „na spotkanie
każdej osoby, niosąc dobroć i czułość Boga!” (pap. Franciszek).
Z ufnością
zbliżmy się do Niego, abyśmy mogli doświadczyć obmycia wodą Jego miłosierdzia i
otrzymać Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze!
„Anna idzie
zamyślona ulicą. Wprawdzie trzyma za rękę Krzysia, a ten opowiada coś bez
przerwy, ale nie może skupić się na tym, co mówi syn. Jej mąż, którego
kochała i któremu ślubowała, jest alkoholikiem...
Krzyś
przygotowuje się do Pierwszej Spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą, sama
także pójdzie się wyspowiadać, ale jej mąż już długo tego nie robił i nic na
zmianę nie wskazuje…
Anna
wstępuje po drodze z Krzysiem do kościoła. Gdy klęczą przed tabernakulum,
chłopiec szturcha matkę w ramię i mówi cichutko:
– Mamusiu,
ja się będę modlił, żeby tatuś poszedł z nami do spowiedzi, dobrze?
– Dobrze,
synku – kiwa głowa Anna i dodaje:
– Ja też tak
zrobię, wiesz?
I staje się
coś dziwnego. Wracają do domu tymi samymi ulicami, wchodzą do tego samego
mieszkania, ale Anna czuje, że coś się zmieniło. Nie jest już tą samą Anną –
zrezygnowaną, smutną, nijaką. Czuje, że pierwszy raz od wielu lat ma w sercu
nadzieję.
Kilka dni
przed spowiedzią, wieczorem, znajduje dogodny moment. Siada obok męża i mówi
mu:
– Wiesz, w
sobotę Krzyś ma pierwszą spowiedź. Chciałby bardzo przeżyć ją razem z nami,
powiedział mi o tym. Jerzy milczy. Anna nie nalega…
W sobotę mąż
Anny musi iść do pracy. Anna stara się nie myśleć o rozmowie sprzed kilku dni.
Spokojnie przygotowuje synka do sakramentu – ostatni rachunek sumienia,
ostatnie powtórzenie formuły spowiedzi. Przybywają do mrocznego kościoła. W
prezbiterium na stopniu przed ołtarzem stoi krzyż, obok kwiaty i mnóstwo
zapalonych świec. Anna modli się za swoje dziecko – by było zawsze dobrym
człowiekiem i by pokochało ten sakrament Bożego miłosierdzia. Gdy chłopiec
klęczy przed kapłanem, ona przeżywa szczególny moment radości. Po chwili Krzyś
wraca i trzyma w ręku mały obrazek Pana Jezusa. Anna z uśmiechem pokazuje mu
najbliższą ławkę i prosi, by na niej chwile klęcząc pomodlił się.
Klęka sama
przy konfesjonale, unosi rękę, by uczynić znak Krzyża świętego i w tym momencie
słyszy nieco stłumiony, radosny okrzyk swojego dziecka: – Tato!
Stara się
nie myśleć o niczym prócz spowiedzi. Ale to nie jest takie proste...
Gdy odchodzi
od konfesjonału, widzi dwie pochylone głowy – dużą i małą. Klęka obok męża.
Spogląda na palące się koło krzyża świece i wie tylko jedno: że nawet jeśli
Jerzy nie ma zamiaru się wyspowiadać, to jego przyjście tutaj już jest cudem.
Przymyka oczy, a po chwili na policzku czuje pocałunek i słyszy wolno
wypowiadane słowa:
– Aniu,
umówiłem się z księdzem na wieczór; przecież nie mogę zablokować kolejki na
kilka godzin, prawda?
Bóg dokonał
przemiany nie tylko w życiu Jerzego. Zmienił życie Anny, a przede wszystkim jej
modlitwę. Zobaczyła, że może ona przynosić błogosławione owoce, bo uwierzyła
Miłości i zaufała…”.
Jak podkreśla
papież Benedykt XVI:
„Miłość Boga
Ojca nigdy nie ustaje… Wiara daje nam tę pewność, która staje się bezpieczną
skałą w budowaniu naszego życia: możemy stawić czoła wszystkim chwilom
trudności i zagrożenia, doświadczenia ciemności kryzysu i czasu bólu, wspierani
ufnością, że Bóg nigdy nie zostawi nas samymi, że zawsze jest blisko, aby nas
zbawić i doprowadzić do życia wiecznego.
Tak więc
ojcostwo Boga jest nieskończoną miłością, tkliwością pochylającą się nad nami,
słabymi dziećmi, potrzebującymi wszystkiego” (30 stycznia 2013 r.).
Pewna ciężko
chora młoda kobieta napisała: Dziękuję Ci, Boże,
za to, że w chwili, kiedy najbardziej rozpaczałam i zwątpiłam w Twoje istnienie
i dobroć, Ty byłeś przy mnie podtrzymując i pocieszając mnie w smutku i
uratowałeś od strasznego czynu samobójstwa. Bez Twej pomocy nie mogłabym dalej
żyć w takim stanie. Jakże cudowną rzeczą jest żyć w obecności Boga i odczuwać
Jego ojcowską miłość”.
Pięknie
przypomina nam o tym niezwykłe Orędzie Boga Ojca przekazane w roku 1932 za
pośrednictwem siostry Eugenii Elżbiety Ravasio (1907 - 1990) ze Zgromadzenia
Sióstr Matki Bożej Apostołów.
O tej
miłości Ojciec Niebieski mówi nam w słowach: „Znam wasze potrzeby, pragnienia i
to wszystko, co jest w was, ale jak bardzo byłbym szczęśliwy i wdzięczny,
gdybym zobaczył, że przychodzicie do Mnie i powierzacie Mi swoje potrzeby, jak
to czyni pełne ufności dziecko wobec swego ojca. Jakże mógłbym odmówić wam
jakiejkolwiek rzeczy – o małym czy dużym znaczeniu – gdy Mnie o nią prosicie?”.
„Ale w jaki
sposób – powiecie Mi – możemy przyjść do Ciebie? Ach, przyjdźcie drogą
zawierzenia! Nazywajcie Mnie Ojcem waszym”.
„Chciałbym,
aby wszyscy – od dziecka do starca – wzywali Mnie poufałym imieniem Ojca i
Przyjaciela”. „O, jakże Moja miłość, miłość Ojcowska została przez ludzi
zapomniana! A przecież tak czule was kocham!”.
„Znam
słabość Moich stworzeń! Przyjdźcie do Mnie, przyjdźcie z ufnością i miłością, a
Ja po waszej skrusze przebaczę wam!”.
„Niech
wszyscy przyjmą z wdzięcznością Moją nieskończoną Dobroć dla wszystkich, a
szczególnie dla grzeszników, chorych, umierających i wszystkich cierpiących!
Niech wiedzą, że mam tylko jedno pragnienie: kochać ich wszystkich, dawać im
Moje łaski, przebaczać, gdy żałują. Przede wszystkim zaś pragnę nie sądzić ich
według Mojej Sprawiedliwości, lecz według Mego Miłosierdzia, aby wszyscy
zostali zbawieni i zaliczeni w poczet Moich wybranych”.
„Największym
skarbem, którego nigdy nie wolno nam roztrwonić jest prawda o miłosierdziu! –
mówi Biskup Płocki Piotr Libera. Ukazywanie zranionej ludzkości, zranionemu w
człowieczeństwie bratu, siostrze, że ten świat, życie spowija nie obojętny
chaos, nie zimny przypadek, nie pustka „czarnych dziur”, ale miłość Ojca, który
„upodobał sobie Miłosierdzie”, który czeka, który pochyla się, by przebaczyć,
który w końcu przyjmie nas do swego domu. Można Go odrzucić, można zgrzeszyć
przeciw Niemu, lecz On nie zaprze się Samego Siebie, pozostanie wierny. Pragnie
tylko jednego – byś pozwolił, pozwoliła spotkać się z Jego miłosierną
miłością”.
W jednej z
homilii papież Franciszek powiedział: „Jakże pięknie jest odnaleźć w
Sakramencie Pojednania miłosierne ramiona Ojca, odkryć konfesjonał jako miejsce
Miłosierdzia, dać się dotknąć tej miłosiernej miłości Pana, który zawsze nam
przebacza!” (15.08.2015).
Drodzy
bracia i siostry, zgromadzeni przy ołtarzu Chrystusowej Ofiary w Oborskim
Wieczerniku!
O czym
jeszcze przypomina nam dzisiaj Jezus, Baranek Boży, wskazany przez Jana nad
Jordanem, Ten sam, którego wskazuje kapłan unosząc Świętą Hostię nad ołtarzem.
Eucharystia
stanowi prawdziwe centrum i szczyt całego naszego chrześcijańskiego życia,
które ma swój początek w sakramencie chrztu świętego.
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II uczy: „Eucharystia jest wypełnieniem chrztu… ponieważ
jest ona jedynym pokarmem odpowiednim dla nowego stanu człowieka ochrzczonego,
pokarmem zdolnym podtrzymywać nowe życie…
W czymże bardziej wyraża się to, że nie tylko „zostaliśmy nazwani
dziećmi Bożymi”, ale „rzeczywiście nimi jesteśmy” z mocy sakramentu Chrztu
świętego, jak nie w tym właśnie, że w Eucharystii stajemy się uczestnikami
Ciała i Krwi Jednorodzonego Syna Bożego?”.
Św. Mateusz,
apostoł i ewangelista, mówi nam dzisiaj: „Gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast
wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał Ducha Bożego
zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił:
«Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
Była
to Epifania, czyli objawienie chwały Jezusa Odwiecznego Syna Bożego i tajemnicy
Trójcy Przenajświętszej.
To
objawienie tajemnicy Trójcy Świętej dokonuje się tylko w Chrystusie i przez
Chrystusa.
Nasze
zjednoczenie z Ojcem, Synem i Duchem Świętym zapoczątkowane na chrzcie świętym
znajduje swoje umocnienie i dopełnienie w spotkaniu z Jezusem Eucharystycznym.
Św. Siostra
Faustyna w swoim dzienniczku duchowym pisze: „W pewnej chwili po Komunii
Świętej usłyszałam te słowa: „Tyś jest nam mieszkaniem”. W tej chwili odczułam
w duszy obecność Trójcy Świętej – Ojca, Syna i Ducha Świętego, czułam się
świątynią Bożą, czuję, że jestem dzieckiem Ojca; nie umiem wytłumaczyć
wszystkiego, ale duch to dobrze rozumie. O Dobroci nieskończona, jak bardzo
zniżasz się do nędznego stworzenia” (Dz. 451).
Drodzy Moi!
Kiedy czujemy się słabi, chorzy duchowo, gdy brak nam sił do życia, do
wytrwania w łasce, gdy doświadczamy strapienia i zranienia przez innych ludzi,
gdy lękamy się o nasze zbawienie, gdy przechodzimy próbę wiary i wierności
zasadom chrześcijańskiej moralności, gdy dotyka nas ciężka choroba, idźmy do
Jezusa obecnego w sakramencie Miłości.
On sam nas
do tego zachęca, gdy mówi do św. Gertrudy: „Tu, w Eucharystii, w hojnej dobroci
mego Serca, uzdrawiam rany każdego człowieka: podnoszę na duchu grzesznika,
duchowe ubóstwo wzbogacam darem cnót i pocieszam każdego w jego utrapieniach”.
Z głębi swej
wiary w uzdrawiającą moc Eucharystii św. Jan Chryzostom tak przemawiał do
wiernych: „Przybliżając się do Eucharystii, niech każdy przystąpi ze swoją
chorobą, ponieważ dostąpić tu możemy także uzdrowienia ciała”.
Niebieski
Lekarz z każdego tabernakulum i z każdego ołtarza nieustannie zwraca się do nas
z serdecznym wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i
obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. On w chwili cichej adoracji i w
komunii świętej da nam moc i siłę na trudy dalszej wędrówki Jego śladami –
„przez krzyż do Nieba”.
On, jak
czuły i troskliwy Ojciec, będzie trzymał nas za rękę i przeprowadzi przez każdą
próbę życia, doda odwagi i umocni nadzieją przyszłego zmartwychwstania.
Wszędzie
tam, gdzie nad tabernakulum migoce czerwona wieczna lampka wskazując Jezusa
Baranka Bożego obecnego w Eucharystii, rozlega się głos Ojca: „Ten jest mój Syn
umiłowany, w którym mam upodobanie” (por. Mt 3, 17). Zawsze, gdy z wiarą i czystym sercem łączymy się z Ofiarą Baranka Bożego uobecnianą sakramentalnie na ołtarzu, gdy z pełnym miłości oddaniem przyjmujemy Komunię Świętą i jednoczymy z Jezusem
Eucharystycznym, gdy staramy się żyć Jego Ewangelią, gdy obmywamy łzami nasze słabości i klękamy skruszeni przy kratkach konfesjonału - zawsze wtedy Ojciec Niebieski patrzy na nas rozradowany, wyciąga swoje ramiona i mówi: „Tyś jest mój Syn umiłowany, Tyś jest moja córka umiłowana” (por.
Mk 1, 11). Amen.
o. Piotr
Męczyński OCarm.
|