28.02.2020
01.03.2020 - ostatnia aktualizacja
List do Wspólnoty PIETA na Uroczystość Św. Józefa – 19 marca A. D. 2020


J. M. J.

Droga Rodzino Matki Bożej Bolesnej!

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

1. Papież Franciszek w tegorocznym orędziu na Wielki Post nawiązuje do wezwania św. Pawła: „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5, 20).

 „Dlatego w tym Wielkim Poście roku 2020 chciałbym przekazać każdemu chrześcijaninowi: „Spójrz na rozpostarte ramiona ukrzyżowanego Chrystusa, pozwól się zbawiać zawsze na nowo. A kiedy idziesz wyznać swoje grzechy, mocno wierz w Jego miłosierdzie, które cię uwalnia na zawsze od wszelkiej winy. Kontempluj Jego krew przelaną z powodu tak wielkiej miłości i daj się przez nią oczyścić. W ten sposób możesz się nieustannie odradzać na nowo”.

W dalszej części swego orędzia papież podkreśla potrzebę modlitwy:

„Chodzi o dialog serca z sercem, przyjaciela z przyjacielem. Jest ona nie tyle obowiązkiem, ile wyraża potrzebę odpowiadania na miłość Boga, która nas zawsze uprzedza i wspiera. Chrześcijanin modli się bowiem mając świadomość, że jest miłowany pomimo swej niegodności. Modlitwa może przybierać różne formy, ale w oczach Boga tak naprawdę liczy się to, że drąży nasze wnętrze doprowadzając do rozkruszenia zatwardziałości naszego serca, aby je coraz bardziej nawracać ku Niemu i ku Jego woli”.

Ojciec Święty kończąc swoje orędzie pisze:

„W nadchodzącym Wielkim Poście przyzywam wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny abyśmy przyjęli wezwanie do pojednania się z Bogiem, (…) i nawrócili się na otwarty i szczery dialog z Bogiem”.

2. Umiłowani w Chrystusie Panu, bracia i siostry!

8 grudnia 2020 roku obchodzić będziemy 150. rocznicę ogłoszenia św. Józefa patronem i opiekunem Kościoła. Natomiast 29 kwietnia br. przypada 75. rocznica wyzwolenia więźniów (w tym bardzo wielu polskich kapłanów) hitlerowskiego obozu zagłady w Dachau. W powszechnym przekonaniu kapłanów więzionych w Dachau wydarzenie to nosi znamiona cudownej Bożej interwencji za przyczyna św. Józefa, którego opiece polecali się kapłani w kwietniu 1945 roku podczas 9 – dniowej nowenny. Jednym z więzionych kapłanów był o. dr Albert Urbański, karmelita, urodzony we Frankowie k. Zbójna, blisko sanktuarium maryjnego w Oborach. To właśnie tutaj pod czułym spojrzeniem Maryi Bolesnej zrodziło się i dojrzewało jego powołania do kapłaństwa i życia zakonnego w Karmelu.

O. Urbański jest autorem książki – poruszającego świadectwa „Duchowni w Dachau” wydanej w 1945 roku w Krakowie.

W 1970 roku został wybrany na pierwszego prezesa Polskiego Studium Józefologicznego. Jak podkreśla ks. dr Wojciech Hanc: „Powołanie ojca Urbańskiego na stanowisko prezesa Studium okazało się bardzo trafne, gdyż z jednej strony był człowiekiem rozmiłowanym w świętym Patriarsze, z drugiej strony dobrym znawcą problematyki mariologicznej i wykładowcą w seminarium duchownym tej dyscypliny teologicznej. Ponadto miał takie osobiste walory, jak: odpowiedzialność, umiejętność zdobywania ludzi dla sprawy, osobiste zaangażowanie, takt i życzliwość. Był jedynym reprezentantem Polski podczas pierwszego Międzynarodowego Sympozjum (Kongresu) Józefologicznego, odbywającego się w Rzymie (1970 r.). Przewodniczył sześciu ogólnopolskim sympozjom józefologicznym w Kaliszu, będąc zarazem ich organizatorem. Dnia 27 kwietnia 1976 r. zrezygnował z funkcji prezesa z powodu choroby. Zachował do końca tytuł honorowego prezesa.

To jemu m.in. zawdzięczamy niezwykle cenny wstęp naukowy do książki ks. Lucjana Strady „Patron doskonały”, informujący o istocie, podstawach teologicznych, przymiotach i formach kultu św. Józefa”.

O. Albert zmarł 1 marca 1985 r. w Krakowie.

W roku 1970 obchodzona była 25. rocznica wyzwolenia obozu w Dachau. W referacie wygłoszonym w Kaliszu 28 kwietnia 1970 roku, O. Urbański powiedział: „W liczbie ocalałych znajdowało się ponad ośmiuset duchownych polskich. Oswobodzenie obozu nastąpiło po odprawieniu przez kapłanów 9 – dniowej nowenny i oddaniu się pod opiekę św. Józefa. Amerykańscy żołnierze wyzwolili i ocalili więźniów obozu na kilka godzin przed planowanym przez władze hitlerowskie zgładzeniem więźniów i spaleniem zamieszkałego przez nich terenu. Można zaryzykować twierdzenie, że fakt ten nosił cechy niezwykłej interwencji Opatrzności Bożej. Świadkowie i uczestnicy tego wydarzenia byli i są najgłębiej przekonani o niezwykłości tego faktu i swoje ocalenie przypisują wstawiennictwu św. Józefa”.

W dalszej części swego referatu o. Urbański mówił: „My, księża polscy byliśmy i jesteśmy przekonani, że ocalenie uprosił nam św. Józef, do którego ustawicznie zwracaliśmy się z prośbą o ratunek. Wierzyliśmy zawsze, że tak, jak niegdyś uratował Syna Bożego przed siepaczami Heroda, tak i nas, którzy jesteśmy członkami Mistycznego Ciała Chrystusa, uratuje przed oprawcami hitlerowskimi. Bóg nie zawiódł naszej ufności. W przedziwnej mądrości swojej tak pokierował wypadkami i czynami ludzkimi, że ich rezultatem stało się zwycięstwo prawdy i ocalenie skazanych na zagładę”. 

Dlatego w moich poprzednich listach nawiązałem do osoby i wyjątkowej misji przybranego ojca i żywiciela Syna Bożego i oblubieńca NMP.

Podobnie pragnę uczynić teraz na progu miesiąca marca, który w tradycji Kościoła poświęcony jest świętemu Józefowi.

Pragnę zaprosić was do duchowego przygotowania na jego główną uroczystość obchodzoną 19 marca. Najbardziej odpowiednia będzie tutaj 9 – dniowa nowenna do św. Józefa w dniach 10 – 18 marca, której tekst podałem w moim poprzednim liście.

3. Nasza Wspólnota „Pieta” zrodziła się przy Oborskim Sanktuarium i rozwija w klimacie duchowości karmelitańskiej. Kult i nabożeństwo do św. Józefa, jako mistrza życia duchowego, ma w naszym zakonie zupełnie wyjątkowe miejsce. Pięknie wyjaśnia to św. Teresa z Avila, gdy pisze:

„Szczególnie dusze oddane modlitwie wewnętrznej powinny go ustawicznie wzywać z ufnością i miłością. Nie rozumiem, jak można pomyśleć o Królowej Aniołów i o tych latach, które przeżyła z Dzieciątkiem Jezus, a nie dziękować zarazem świętemu Józefowi za poświęcenie, z jakim wówczas ich oboje opieką swoją otaczał. Kto nie znalazł jeszcze mistrza, który by go nauczył modlitwy wewnętrznej, niech sobie tego chwalebnego Świętego weźmie za mistrza i przewodnika, a pod wodzą jego nie zbłądzi”.

Mamy więc w osobie Patriarchy z Nazaretu mistrza modlitwy wewnętrznej, nauczyciela kontemplacji – miłosnego wpatrywania się w Oblicze Pana Jezusa. To, co było udziałem św. Józefa podczas lat spędzonych przy dorastającym Zbawicielu, staje się także i naszym doświadczeniem. Mąż Sprawiedliwy uczy nas mądrości duchowej wynikającej z kontaktu z Chrystusem. Uczy nas przeżywania codzienności w zapatrzeniu się w Boską Obecność Wcielonego Słowa.

Papież Benedykt XVI w rozważaniu przed modlitwa „Anioł Pański” w dniu 18 grudnia 2005 r. powiedział: „Umiłowany Papież Jan Paweł II, który był wielkim czcicielem św. Józefa, pozostawił nam wspaniałe rozważanie o nim w Adhortacji apostolskiej Redemptoris Custos — Opiekun Odkupiciela. Ukazując różne jego cechy, szczególną uwagę poświęca milczeniu św. Józefa. Jest to milczenie wypełnione kontemplacją tajemnicy Boga, w postawie całkowitego posłuszeństwa Jego woli. Innymi słowy, milczenie św. Józefa nie świadczy o pustce wewnętrznej, lecz przeciwnie, o pełni wiary w jego sercu, która kierowała każdą jego myślą i każdym jego czynem. Dzięki temu milczeniu św. Józef razem z Maryją zachowuje Słowo Boże, które poznał za pośrednictwem Świętych Pism, i odnosi je nieustannie do wydarzeń z życia Jezusa; jest to milczenie wypełnione nieustanną modlitwą, w której błogosławi on Pana, wielbi Jego świętą wolę i zawierza się bez reszty Jego Opatrzności. Nie będzie przesadne stwierdzenie, że to właśnie od swego «ojca» Józefa Jezus nauczył się — na ludzki sposób — owego głębokiego życia wewnętrznego, które jest podstawą autentycznej sprawiedliwości, owej «większej sprawiedliwości», której pewnego dnia będzie uczył swych uczniów (por. Mt 5, 20). Uczmy się milczenia od św. Józefa! Tak bardzo go potrzebujemy w świecie, często zbyt pełnym zgiełku, utrudniającego skupienie i słuchanie głosu Bożego. (…) Starajmy się pogłębiać wewnętrzne skupienie, byśmy mogli przyjąć i zachować Jezusa w naszym życiu”.

Św. Jan Paweł II w adhortacji „Redemptoris Custos” w rozdziale zatytułowanym „Prymat życia wewnętrznego” pisze: „Ewangelie mówią wyłącznie o tym, co Józef „uczynił”. Jednakże w tych osłoniętych milczeniem „uczynkach” Józefa pozwalają odkryć klimat głębokiej kontemplacji: Józef obcował na co dzień z tajemnicą „od wieków ukrytą w Bogu”, która „zamieszkała” pod dachem jego domu. Można zrozumieć, dlaczego św. Teresa od Jezusa, wielka reformatorka kontemplacyjnego Karmelu, stała się szczególną odnowicielką kultu św. Józefa w zachodnim chrześcijaństwie”.

W dalszej części swojej adhortacji Ojciec Święty pisze:

„Świadectwo apostolskie nie pominęło relacji o narodzeniu Jezusa, obrzezaniu, ofiarowaniu w świątyni, ucieczce do Egiptu i ukrytym życiu w Nazarecie, a to ze względu na „tajemnicę” łaski zawartej w tych wszystkich wydarzeniach, które mają moc zbawczą, albowiem wypływają z samego źródła miłości: Bóstwa Chrystusa. Jeśli ta miłość poprzez Jego człowieczeństwo promieniowała na wszystkich ludzi, z jej dobrodziejstwa z pewnością skorzystali najpierw ci, którzy z woli Bożej pozostawali w największej zażyłości z Nim: Maryja, Jego Matka i domniemany ojciec, Józef.

„Ojcowska” miłość Józefa z pewnością wpływała na „synowską” miłość Jezusa i wzajemnie - „synowska” miłość Jezusa wpływała na pewno na „ojcowską” miłość Józefa: jakże zatem zmierzyć głębię tej jedynej w swoim rodzaju więzi? Dusze szczególnie wrażliwe na działanie Boskiej miłości słusznie widzą w Józefie świetlany przykład życia wewnętrznego.

W Józefie urzeczywistnia się także idealne przezwyciężenie pozornego napięcia między życiem czynnym i kontemplacyjnym, możliwe dla tego, kto posiadł doskonałą miłość. Idąc za znanym rozróżnieniem między miłością prawdy (caritas veritatis) a koniecznością miłości (necessitas caritatis), możemy powiedzieć, że Józef przeżył zarówno miłość prawdy, czyli czystą, kontemplacyjną miłość Boskiej Prawdy, która promieniowała z człowieczeństwa Chrystusa, jak i konieczność miłości, czyli równie czystą miłość służby, jakiej wymagała opieka nad tym człowieczeństwem i jego rozwój”.

Niech zatem św. Józef będzie nam wzorem i przewodnikiem na drodze naszego życia wewnętrznego, w codziennej modlitewnej kontemplacji i służbie tajemnicy Słowa Wcielonego, naszego Pana Jezusa Chrystusa.

4. Dlatego w tym liście pragnę zachęcić was, drodzy bracia i siostry, do odkrycia i odmawiania pięknej koronki (septenny) do siedmiu boleści (smutków) i radości św. Józefa.

Jaka jest geneza tego nabożeństwa w Kościele?

O. Jan (Giovanni) da Fano (1496 — 1539), z zakonu braci mniejszych konwentualnych św. Franciszka zostawił w swoich pismach relację dwóch młodych braci, którym miał się objawić św. Józef.

Oto co zapisał: „Opowiedział mi jeden z braci mniejszych, bardzo wiarygodny, że pewnego dnia dwóch braciszków z tegoż zgromadzania znajdowało się na zmierzającym do Fiandry statku wraz z innymi około 300 osobami. Przez osiem dni na morzu panował straszny sztorm. Jeden z tych dwóch braci był kaznodzieją szczególnie pobożnym do św. Józefa, którego opiece z całego serca się polecał. Łódź jednak poszła na dno wraz z wszystkimi pasażerami, a franciszkanin wraz z drugim braciszkiem znaleźli się na desce dryfującej na morzu w dalszym ciągu modląc się do św. Józefa. Trzeciego dnia na desce objawił im się przepiękny młodzieniec o pełnej wesela twarzy, pozdrowił ich i zapewnił: „Bóg wam pomoże, nie popadajcie w zwątpienie”. Po tych słowach wszyscy trzej znaleźli się razem z deską na suchej ziemi. Wówczas dwaj franciszkanie na klęcząco dziękowali serdecznie młodzieńcowi, a ten, który był kaznodzieją miał powiedzieć: „Szlachetny młodzieńcze, na miłość Boską proszę was, powiedzcie mi kim jesteście?” A ten odpowiedział: „Jestem Święty Józef, najgodniejszy Małżonek Przenajświętszej Matki Bożej, do którego tak żarliwie się modliliście. I właśnie dlatego najlitościwszy Pan przysłał mnie bym was wybawił. I wiedzcie, że gdyby nie to, utonęlibyście razem z wszystkimi innymi. Uprosiłem nieskończoną Miłość Bożą, aby każdy kto wypowie codziennie przez cały rok siedem „Ojcze nasz” i siedem „Zdrowaś Maryjo” ku czci siedmiu boleści, których doświadczyłem w świecie, otrzyma od Boga każdą łaskę, która będzie z pożytkiem duchowym dla niego”. Święty Józef miał też wskazać konkretnie, o które boleści, czy też smutki mu chodziło. Sukcesywnie dołączono również odpowiadające smutkom radości. W ten sposób pojawiło się nowe nabożeństwo wkrótce zatwierdzone przez Kościół, a później papieże, jak choćby Grzegorz XVI, dołączali liczne odpusty do tej formy modlitwy.

Ta forma nabożeństwa do przeczystego oblubieńca NMP i przybranego ojca Pana Jezusa należy do najstarszych w Polsce. Mniej więcej od połowy XVII w. septennę praktykowały klasztory karmelitańskie. Potem dołączyły się bractwa i coraz liczniejsi czciciele św. Józefa. Wśród czcicieli św. Józefa cieszyła się ona wielką popularnością. Podstawową treścią septenny było rozważanie siedmiu boleści i radości św. Józefa.

Pierwsza boleść i radość. Józef po zaślubinach z Maryją wpierw nim zamieszkali razem poznaje, że jego przeczysta oblubienica jest brzemienna (por. Mt 1, 18). Była to dla niego trudna i bolesna tajemnica Boża, której czuł się niegodny. Czystą miłością darzył zawsze niepokalaną dziewicę i był przekonany o Jej niewinności. Nie chcąc narazić Jej na zniesławienie i karę za cudzołóstwo zamierzał oddalić ją potajemnie (por. Mt 1,19). Jako człowiek sprawiedliwy i pobożny chciał pozostać wierny Bogu i posłuszny prawu mojżeszowemu. Wierzył Mu i ufał wytrwale, choć jeszcze nie rozumiał. I wtedy właśnie następuje interwencja Boga, jak błysk światła rozświetlający ciemną noc. Anioł Pański ukazuje mu się we śnie, wyjaśnia plan Boży, pociesza i uspokaja, ukazuje mu zarazem jego wielką godność i szczególną misję jako opiekuna i żywiciela Syna Bożego, mówiąc: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». (…) Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie…” (Mt 1, 20-24).

Druga boleść i radość. Druga boleść przeczystego serca Józefa związana jest z narodzeniem Jezusa w ubóstwie, zimnie i nędzy betlejemskiej groty z powodu braku miejsca w gospodzie i w ludzkich sercach. Smutek Józefa przemienia się w radość z podniosłego Gloria wyśpiewanego przez chóry anielskie na cześć narodzonego Zbawiciela świata oraz pokłonu prostych pasterzy, a potem mędrców składających dary Bożej Dziecinie.  

Trzecia boleść i radość. Kolejny smutek wypełnia serce Józefa, gdy zgodnie z prawem mojżeszowym dokonuje bolesnego dla Boskiego Dzieciątka obrzędu obrzezania i wylania pierwszych kropel krwi Najświętszego Odkupiciela. Ten bolesny rytuał łagodzi pociecha związana z nadaniem Dzieciątku Imienia Jezus.

Czwarta boleść i radość. Czwarta boleść wypełnia serce Józefa, gdy podczas ofiarowania Dzieciątka w świątyni słyszy prorocze słowa Symeona o przyszłej męce Jezusa i cierpieniach Jego Matki. Pociechą i umocnieniem dla Józefa staje się zrozumienie sensu i wartości tych bolesnych doświadczeń, które w przyszłości spotkać mają najdroższe mu Osoby, gdy z ust tegoż starca Symeona tulącego w ramionach Boskie Dziecię słyszy słowa: „Teraz o Panie, pozwól odejść Twemu słudze w pokoju. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów…”. 

Piata boleść i radość. Piąta boleść dotknęła serca Józefa, gdy anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda” (Mt 2, 13-15). Z pewnością do Józefa dotarła tam bolesna wiadomość o tym, że „Herod [szukając Dziecięcia] wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch…” (por. Mt 2, 16). W Egipcie Święta Rodzina znalazła pokój i bezpieczne schronienie „aż do śmierci Heroda”. Było to z pewnością wielką pociechą dla przybranego ojca i troskliwego obrońcy Chrystusa.

Szósta boleść i radość. Gdy Herod umarł anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i polecił mu zabrać Dziecię i Jego Matkę i wracać do ziemi Izraela (por. Mt 2, 19-20). W trakcie powrotu serce Józefa dotknęła nowa boleść i niepokój. Dotarły do niego informacje o nowym tyranie. Dlatego, „gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść” (Mt 2, 22). Wtedy Bóg ogarniający wszystko swoją słodką Opatrznością kolejny raz pocieszył i umocnił Józefa, który „otrzymawszy we śnie nakaz, udał się w strony Galilei. Przybył do miasta zwanego Nazaret, i tam osiadł” (Mt 22-23).

Siódma boleść i radość. Siódma boleść serca św. Józefa związana jest z pielgrzymką Świętej Rodziny do Jerozolimy na żydowskie Święto Paschy. Gdy Jezus miał lat dwanaście udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie».

Maryja, jak możemy zauważyć, mówi tutaj nie tylko o swojej matczynej boleści, ale także o bólu ojcowskiego serca św. Józefa, którego wymienia najpierw.

Wtedy Jezus „im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany”.

Wyobraźmy sobie, jaka radość ogarnęła dusze Maryi i Józefa, jak promieniały ich twarze, gdy powracali do domu ze źródłem swej radości, z samym Bogiem, który się zgubił i którego odnaleźli. Prowadzili Syna za ręce, jakby bali się utracić Go jeszcze raz. Cieszyli się bardzo z Jego obecności. Owe trzy dni, pełne goryczy i bólu, wydawały im się wiecznością. Cała teologiczna i duchowa głębia tego wydarzenia pięknie została ukazana na cudownym obrazie Świętej Rodziny w Kaliszu.

5. Drodzy Moi! Myśląc o boleściach i radościach św. Józefa spróbujmy symbolicznie wyobrazić sobie jego przeczyste serce otoczone liliami, a w tym sercu literę M i wyrastający z niej i ponad nią Krzyż, oznaczające dwa największe jego skarby: Jezusa i Maryję. Ich Trzy Serca były zawsze całkowicie i doskonale zjednoczone, wspólny był ich ziemski los, wspólne radości i boleści, przez wszystkie lata życia w Nazarecie, aż do dnia narodzin Józefa dla Nieba.

Boleści Józefa mówią nam o jego świadomej i aktywnej współpracy z Bożym planem zbawienia. Przyjął wolę Ojca Niebieskiego w posłuszeństwie wiary i z pełnym miłości oddaniem Wcielonemu Słowu i Niepokalanej Dziewicy, podobnie jak nieco później sam Chrystus, Syn Boży, przyjmie wolę swego Ojca i podejmie mękę krzyża dla naszego zbawienia. A zatem boleści Józefa kierują nas i powinny kierować ku zbawczej tajemnicy Chrystusowego krzyża (Misterium Crucis) i miłości Jego Boskiego Serca. Św. Józef, mimo że wcześniej zakończył swoją ziemską pielgrzymkę, ma w tej tajemnicy odkupienia swój szczególny udział. Jak uczy papież św. Jan Paweł II: „Wcielenie i Odkupienie stanowią organiczną i nierozerwalną jedność (…). Właśnie ze względu na tę jedność, papież Jan XXIII, który żywił wielkie nabożeństwo do św. Józefa, polecił w rzymskim kanonie Mszy świętej - tej wiecznej Pamiątki Odkupienia - wspominać imię Józefa obok imienia Maryi przed Apostołami, Papieżami i Męczennikami” (Adhortacja „Redemptoris Custos”, 6).

On też – podobnie jak sam Jezus – umie współczuć naszym słabościom doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo i nieustannie spieszy nam z pomocą.

A zatem krótko raz jeszcze przypomnijmy – siedem boleści św. Józefa to:

- spostrzeżenie u Maryi tajemniczej dla niego ciąży (można by nadać tej boleści tytuł: boleść serca);

- narodzenie się Jezusa w wielkim ubóstwie i nędzy (boleść ubóstwa);

- obrzezanie Jezusa (boleść udręki);

- prorocze słowa Symeona o przyszłej męce i odrzuceniu Jezusa oraz cierpieniach Jego Matki (boleść odrzucenia);

- ucieczka nocą do Egiptu (boleść poniewierki);

- pragnienie powrotu do ziemi Izraela z jednoczesnym lękiem przed Archelausem, następcą krwawego Heroda (boleść wygnania);

- szukanie 12-letniego Jezusa zagubionego w Jerozolimie podczas świąt Paschy (boleść tęsknoty).

Siedem radości Świętego Józefa to:

- wyjaśnienie mu przez anioła, że Maryja poczęła Zbawiciela z Ducha Świętego;

- radosne śpiewy anielskie przy narodzeniu Jezusa; - nadanie Zbawicielowi imienia Jezus;

- proroctwo Symeona o zbawieniu wielu narodów przez mękę Jezusa;

- przebywanie w Egipcie z uratowanym Jezusem;

- wyzbycie się obawy przed Archelausem, wskutek interwencji anioła;

- znalezienie 12-letniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej między uczonymi w piśmie.

6. Piękne rozważania na temat siedmiu boleści i radości św. Józefa znajdujemy w książce „Rozmowy z Bogiem” autorstwa ks. Francisco F. Carvajala.

„Kiedy przypatrujemy się życiu Józefa, odkrywamy, że było ono pełne bólu i pocieszenia, cierpień i radości. Co więcej, Pan przez jego życie chciał pouczyć nas, iż szczęście nigdy nie jest oddalone od Krzyża, i że gdy ciemności i cierpienia znosi się w duchu nadprzyrodzonym, wkrótce w duszy pojawia się jasność i pokój. U boku Chrystusa cierpienia zamieniają się w radość.

Pierwsza boleść i radość

Ewangelia mówi nam o pierwszym smutku i pierwszej radości Świętego Patriarchy. Św. Mateusz pisze: Po zaślubinach Matki Jego, Maryi z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mt 1,18). Józef doskonale znał świętość swojej małżonki, niezależnie od oznak jej macierzyństwa. I to postawiło go w sytuacji zakłopotania i wewnętrznej ciemności. Nikt nie znał tak jak on ogromu cnót i dobroci serca Maryi i nikt nie kochał Jej tak wielką miłością ludzką, czystą, najczystszą, bez miary. A ponieważ był sprawiedliwy, czuł się zobowiązany postępować według prawa Bożego. Aby uniknąć publicznego zniesławienia Maryi, postanowił opuścić Ją potajemnie. Było to dla Niego - i dla Maryi - najcięższą próbą rozdzierającą mu serce.

Lecz tak jak ogromny był ból, jaki odczuwał pośród tych ciemności, podobnie niezmierzona była radość, kiedy do jego duszy wstąpiło światło. Powziąwszy tę myśl nie rozumiał jeszcze tych spraw, a jego dusza była pozbawiona światła. Wtedy Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem z Ducha świętego jest to, co się w Niej poczęło (Mt 1, 20). Rozproszyły się wszystkie wątpliwości, wszystko znalazło swoje wyjaśnienie. Jego dusza napełniona pokojem przypominała teraz jasne i czyste niebo po przejściu olbrzymiej, groźnej burzy. Otrzymał dwa skarby Boże: Jezusa i Maryję, które będą stanowić rację jego życia. Została mu dana najukochańsza i najgodniejsza małżonka, która jest Matką Boga, i Syn Boży, który stał się jego synem, będąc również synem Maryi. Józef jest już innym człowiekiem: „stał się szczególnym powiernikiem tajemnicy od wieków ukrytej w Bogu (por. Ef 3, 9)".

Owa pierwsza boleść i pierwsza radość pouczają nas, ze Pan zawsze oświeca tego, kto w obliczu sytuacji, które wykraczają poza ludzki rozum, postępuje z prawą intencją i ufnością w swego Ojca, Boga. Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć plany Boga, Jego konkretne zrządzenia, przyczyny wielu zdarzeń, lecz jeśli będziemy Mu ufać, wówczas po ciemnościach nocy zawsze nastanie jasność jutrzenki. A wraz z nią radość i pokój duszy.

Druga boleść i radość

Po upływie kilku miesięcy Józef w towarzystwie Maryi udaje się do Betlejem, aby się dać zapisać, zgodnie z rozporządzeniem Cezara Augusta. Przybyli do tego miasta po trzech lub czterech dniach drogi, oboje bardzo zmęczeni, a w sposób szczególny Najświętsza Maryja Panna ze względu na stan błogosławiony, w którym się znajdowała. I tam, w mieście swoich przodków, nie znaleźli dla siebie miejsca. Nie było dla nich miejsca w gospodzie ani w domach, do których Józef pukał z prośbą o gościnę dla Syna Bożego, znajdującego się w najczystszym łonie Maryi. Zapewne z trwogą w sercu Józef szedł od domu do domu, opowiadając tę samą historię: przybyliśmy z daleka, moja żona ma rodzić. Dziewica, stojąc o kilka metrów dalej, może przy osiołku, na którym przebyli znaczną część drogi, słyszała przy każdej bramie taką samą odmowę. Czy możemy wniknąć w duszę św. Józefa, by odczuć, jak wielki jest jego smutek? Jakiż ból mogła przeżywać jego zmęczona małżonka w zakurzonych sandałach i ubraniu!

Prawdopodobnie ktoś wskazał im naturalne jaskinie znajdujące się przy wyjściu z miasta. I Józef skierował się ku jednej z nich, służącej za stajnię, a za nim poszła Najświętsza Panna, która ze zmęczenia nie mogła uczynić ani kroku dalej. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie (Łk 2, 6-7).

Z chwilą, gdy Maryja wzięła na ręce Syna Bożego, który od tej chwili był również jego synem, Józef całkowicie zapomniał o wszystkich cierpieniach. Całował Go i wielbił. I wśród tak wielkiego ubóstwa i prostoty zastępy niebieskie wysławiały Boga, mówiąc: Chwała Bogu na wysokościach (Łk 2, 13-14). Także Józef uczestniczył w tej niewypowiedzianej radości Tej, która była jego małżonką, przecudnej kobiety, która została mu powierzona. Widział, jak Dziewica patrzyła na swego Syna, oglądał Jej szczęście, Jej wylewną miłość, wszystkie Jej pełne delikatności gesty.

Ten smutek i ta radość uczą nas, iż warto służyć Bogu pomimo trudności, ubóstwa i cierpienia. Samo spojrzenie Najświętszej Panny z nawiązką wynagrodzi nam owe drobne, a niekiedy może nieco większe cierpienia, przez które musimy przejść, służąc Bogu.

Trzecia boleść i radość

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki] (Łk 2, 21). Przez ten obrzęd każdy potomek męski włączany był do ludu wybranego. Dokonywał tego ojciec lub inna osoba w domu rodzicielskim albo w synagodze. Przy obrzezaniu nadawano dziecku imię.

O ile dla Żydów nadanie imienia miało specjalne znaczenie, to imię Jezus, które oznacza Zbawiciela, zostało nadane przez anioła, który powiedział: Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1, 21). Trójca Przenajświętsza postanowiła, że Syn przybędzie na ziemię i odkupi nas pod znakiem cierpienia. Trzeba było, ażeby nadanie imienia - które oznaczało misję, jaką miał wypełnić - wiązało się z początkiem cierpienia. Łącząc więc gest ze słowem, Józef zapoczątkował tajemnicę Odkupienia, powodując wylanie pierwszych kropli odkupieńczej krwi, która pełnię owoców przyniesie podczas bolesnej Męki. To Dziecię, które płakało, otrzymując swe imię, rozpoczęło w tym momencie swoją misję Zbawiciela. Na widok tej pierwszej krwi św. Józef cierpiał, gdyż, znając Pismo Święte, wiedział, jakkolwiek w sposób ukryty, że pewnego dnia Ten, który jest jego synem, przeleje swą odkupieńczą krew aż do ostatniej kropli, aby do końca spełnić to, co oznaczało Jego imię. Napełnił się także radością, gdy wziął Go w ramiona, ponieważ mógł odtąd nazywać Go imieniem Jezus, które później tylekroć będzie powtarzał z szacunkiem i miłością. Zawsze będzie pamiętał, jaką tajemnicę kryje w sobie to imię.

Czwarta boleść i radość

Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu (Łk 2, 22). Tam, w świątyni, nastąpiło oczyszczenie Maryi z nieczystości, rzecz jasna w sensie formalnym, ponieważ faktycznie jej nie podlegała, oraz przedstawienie Jezusa i złożenie okupu, jak to nakazywało Prawo Mojżesza. Do Świątyni na spotkanie ze Świętą Rodziną przybył, prowadzony przez Ducha Świętego, sprawiedliwy starzec. Z największą radością wziął on w swoje ręce Mesjasza i wielbił Boga.

Symeon zapowiedział im, że Dziecię to stanie się kiedyś znakiem, któremu ludzie będą się sprzeciwiać, ponieważ znajdą się tacy, którzy z uporem będą Chrystusa odrzucać. Zaznaczył też, że Maryja będzie ściśle związana z odkupieńczym dziełem Syna, a Jej duszę przeniknie miecz. Miecz, o którym mówił Symeon, wyraża udział Maryi w cierpieniach Syna, niewypowiedziany ból, który przeszyje Jej duszę. Maryja natychmiast przeczuła ogrom Ofiary swego Syna, a zarazem swojej ofiary. Była to boleść olbrzymia przede wszystkim dlatego, że już w owej chwili, w której zostaje powołana na Współodkupicielkę, Maryja wie, iż niektórzy nie zechcą uczestniczyć w łaskach płynących z Ofiary Jej Syna. Zapowiedź Symeona, „miecz w sercu Maryi – i, dodajmy natychmiast, w sercu Józefa, który stanowi z Nią jedno, cor unum et anima una - jest obrazem walki u boku Jezusa lub przeciwko Niemu. Maryja staje się w ten sposób postacią niekończącego się dramatu, którym będzie historia ludzkości. Dla nas jednak oczywiste jest, że również Józef jest z nim związany tak ściśle, jak tylko życie ojca może być związane z życiem syna, i tak jak wierny i kochający mąż może być związany ze wszystkim, co dotyczy jego małżonki".

Tego dnia odsłoniła się nieco przed Józefem zasłona zaciągnięta nad tajemnicą Zbawienia, którego dokona to powierzone mu Dziecię. Poprzez to okno duszy oglądał on cierpienie swojego Syna i małżonki i uczestniczył w nim. Nigdy już nie zapomni słów usłyszanych tego ranka w Świątyni.

Obok tego bólu pojawia się radość z zapowiedzi powszechnego zbawienia: Jezus został postawiony wobec wszystkich narodów, ma być światłem na oświecenie pogan i chwałą Izraela. Nie może być większego bólu niż ten spowodowany sprzeciwem wobec łaski; żadna też radość nie da się porównać z radością na widok dokonującego się dzisiaj Odkupienia i mnóstwa ludzi zbliżających się do Chrystusa. Czyż nie doświadczaliśmy ogromnej radości, kiedy nasz przyjaciel na nowo zbliżył się do Boga w Sakramencie Pokuty albo postanowił całe swoje życie bez reszty oddać Bogu?

„O Najświętsza i Najukochańsza Dziewico! -módlmy się do Matki Bożej - pomóż nam dzielić cierpienia Jezusa, jak Ty to czyniłaś, i odczuwać w naszym sercu głęboki wstręt do grzechu, gorętsze pragnienie świętości, hojniejszą miłość do Jezusa i Jego Krzyża, abyśmy, jak Ty, wynagradzali Mu przez naszą żarliwą i współczującą miłość Jego olbrzymie cierpienia i upokorzenia". Św. Józefie, nasz Ojcze i Panie, dopomóż nam przez Twoje potężne wstawiennictwo prowadzić do Jezusa wielu, którzy się oddalili lub nie są tak blisko, jak On tego pragnie.

Piąta boleść i radość

Pewnego dnia, kiedy Święta Rodzina prawdopodobnie zamieszkała już w jakimś skromnym domu betlejemskim, nieoczekiwanie i ku wielkiemu zdumieniu Maryi i Józefa odwiedzili ją Mędrcy, którzy przynieśli dary dla Bożego Dziecięcia. Natychmiast jednak, gdy tylko osobistości te odjechały, Anioł Pański objawił się we śnie Józefowi i powiedział mu: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić (Mt 2, 13).

Po wielkiej radości, płynącej z odwiedzin uczonych mężów, trzeba było porzucić dopiero co urządzony dom i klientów, których Józef zdobył już sobie w Betlejem, i udać się do obcego i nieznanego kraju z obawy przed Herodem, który szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. Kolejny raz widzimy tu światła i cienie, które Bóg tyle razy zsyła swoim wybranym: obok niewyobrażalnych radości występują wielkie cierpienia. Bóg nie chce, aby Jego wybrani stronili od radości ani też od Krzyża. „Dobrotliwy Bóg – podkreśla św. Jan Chryzostom, komentując ten fragment – dołączył do tych przykrości również przyjemność, co czyni względem wszystkich świętych: nie zsyła na nich ani ciągłego niebezpieczeństwa, ani ciągłego spokoju, lecz przeplata życie sprawiedliwych jednym i drugim. (…) Tak i tu uczynił".

Święta Rodzina natychmiast wyruszyła w drogę, jak nakazał anioł. Wzięli ze sobą tylko to, co było niezbędne w podróży. Ponieważ Józef był ubogi, łatwo było mu wyruszyć na pierwszy znak. Jego majątek nie stanowił dla niego żadnej przeszkody! Nie było niczego, co trzymałoby go w tym miejscu, żadnego impedimenta, jak można by to określić po łacinie. Bierze on po prostu swoją laskę podróżną, swój skromny zaprzęg - jak podaje tradycja: osiołka - i na nim wraz z Maryją i Dziecięciem udaje się w drogę. Dzięki temu ubóstwu pozostaje niezauważony. A prócz ubóstwa praktykuje w stopniu najwyższym pokorę i posłuszeństwo, jest posłuszny rozkazom z nieba bez zwlekania i narzekań. Tymczasem w okolicy, którą opuścili, wiele dzieci poniżej dwóch lat oddało swoje życie za Jezusa nawet o tym nie wiedząc. Męczeństwo to natychmiast otworzyło im bramy niebieskie. Teraz cieszą się szczęściem wiecznym, oglądając Świętą Rodzinę. Ich matki zaś uświęciły się przez ból duszy, który stał się narzędziem ich zbawienia.

Św. Józef, na początku nie wiedząc nawet, czy jutro będzie miał za co nakarmić Świętą Rodzinę, musiał na nowo budować ognisko domowe. Po pewnym czasie wszystko się ułożyło, gdyż dołożył on wszelkich starań, aby tak było. Chociaż znajdował się na obcej ziemi, przez cały ten czas, może nawet przez lata, Józef doświadczał radości przebywania z Jezusem i Maryją, która będzie mu towarzyszyć do końca życia. Może po latach, mieszkając już ponownie w Nazarecie, będą wspominali te czasy jako „lata egipskie”. Będą opowiadać o zmartwieniach i trudach tej podróży oraz pierwszych miesięcy życia w Egipcie, ale także o pokoju, którym cieszyli się jako rodzice na widok Jezusa wzrastającego i uczącego się z ich ust pierwszych modlitw.

W życiu Jezusa od samego początku pojawia się Krzyż, a we wszystkich cierpieniach trwają wraz z Nim osoby, które najbardziej kochał, i które kochały Jego: Maryja i Józef. Święty Patriarcha cierpiał, ale nie niecierpliwił się z powodu trudnych do zrozumienia planów Bożych. My także nie powinniśmy dziwić się nadmiernie z powodu przeciwności, cierpienia lub niesprawiedliwości ani nie powinniśmy tracić przez to pogody ducha. Wszystko to przewidział Bóg.

Szósta boleść i radość

Święta Rodzina pozostała w Egipcie aż do śmierci Heroda. A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia (Mt 2, 19). Tak też uczynił Józef; ale „w różnych okolicznościach swego życia nie przestawał samodzielnie myśleć ani też odczuwać brzemienia ciążącej na nim odpowiedzialności. Przeciwnie - w służbę wiary wprzęga on całe swe ludzkie doświadczenie. Wracając z Egiptu, gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce swego ojca Heroda, bal się tam iść. Józef umiał postępować według Bożych planów, a na potwierdzenie tego, że Bóg oczekuje od niego właśnie tego samego, otrzymuje wskazówkę, by udać się do Galilei, i udaje się do miasta zwanego Nazaret.

Józef raz jeszcze pozostawia swój dom i ma zamiar udać się do Judei, prawdopodobnie do Betlejem, skąd wyruszyli do Egiptu. Ale Bóg Ojciec również przy tej okazji nie oszczędza trudności i lęku tym, których kochał najbardziej na ziemi. Po drodze Józef dowiedział się zapewne, że w Judei panuje Archelaus, o którego wybujałej ambicji i okrucieństwie było tak samo głośno, jak o jego ojcu. A on miał ze sobą skarb zbyt cenny, żeby narażać go na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, więc bał się tam iść. Kiedy tak zastanawiał się, gdzie ze względu na Jezusa najlepiej byłoby się osiedlić, został uprzedzony we śnie i udał się do Galilei. Dobro Jezusa zawsze stanowiło główny motyw jego decyzji. W Nazarecie spotkał swych dawnych przyjaciół i krewnych, zadomowił się na nowej ziemi, swojej ziemi, i przeżywał wraz z Jezusem i Maryją lata szczęścia i spokoju.

Prośmy Maryję i Józefa o to, abyśmy umieli właściwie wykorzystywać przeciwności i trudności życia, i byśmy nie upadali na duchu, jeżeli, chcąc być bliżej Jezusa, będziemy musieli być bliżej Krzyża, który jest błogosławieństwem i znakiem umiłowania Bożego. O, Panno Najświętsza, któraś potrafiła wydobyć tyle dobra ze swego pobytu na obcej ziemi, pomóż nam korzystać z życia na tym łez padole! Abyśmy za Twoim przykładem ofiarowali Bogu nasze zajęcia, udręki i cierpienia, aby Jezus Chrystus władniej rządził w naszych duszach i duszach naszych bliskich. Prośmy św. Józefa, byśmy byli mocni pośród trudności, patrząc zawsze na Jezusa, który również jest bardzo blisko nas. On będzie naszą siłą.

Siódma boleść i radość

Jako jedną z boleści i radości Józefa rozważamy zaginięcie i odnalezienie Jezusa w Świątyni. Prawo nakazywało, ażeby wszyscy Izraelici odbywali pielgrzymkę do Świątyni Jerozolimskiej podczas trzech głównych świąt: Paschy, Pięćdziesiątnicy i Namiotów. Nakaz ten obowiązywał każdego począwszy od dwunastego roku życia. Jeśli ktoś mieszkał w odległości większej niż jeden dzień drogi, wystarczało, ażeby udawał się na jedno z tych świąt. Prawo nie mówiło nic o kobietach, lecz zwyczajowo towarzyszyły one mężom. Maryja i Józef, jako dobrzy Izraelici, udawali się co roku do Jerozolimy na święto Paschy. Kiedy Jezus ukończył dwanaście lat, poszedł do Jerozolimy ze swymi rodzicami. Jeżeli podróż trwała dłużej niż jeden dzień, wówczas różne rodziny łączyły się razem i wspólnie podążały dalej. Jerozolima znajdowała się w odległości czterech lub pięciu dni drogi od Nazaretu. Po zakończeniu święta, które trwało tydzień, małe karawany opuszczały miasto, aby spotkać się poza miastem i wyruszyć w drogę powrotną do swoich domostw. Mężczyźni szli w jednej grupie, kobiety - w drugiej; dzieci odbywały podróż albo w jednej, albo w drugiej grupie. Mężczyźni i kobiety zbierali się razem wieczorem na wspólny posiłek.

Kiedy Maryja i Józef spotkali się pod koniec pierwszego etapu podróży, od razu zauważyli brak Jezusa. Z początku myśleli, że szedł z inną grupą i udali się na Jego poszukiwanie. Nikt jednak nie widział Jezusa podczas drogi! Cały następny dzień minął im na wypytywaniu się o Dziecię. Przez cały dzień szukali Go wśród krewnych i znajomych. Nikt spośród nich nie miał jednak najmniejszego pojęcia, co się stało. Maryja i Józef byli pełni trwogi i bólu. Co mogło się stać? Owa noc przed powrotem do Jerozolimy była dla nich zapewne koszmarna. Następnego dnia, wczesnym rankiem, powrócili do Jerozolimy i tam wszędzie pytali o Niego. Gdzie jest Jezus? Co mogło się stać? Pytają, opisują, jak wyglądał, ale nikt nic nie wie. Szukają dalej - on ze zmartwioną twarzą, ona zgarbiona od boleści, ucząc przyszłe pokolenia, jak należy postępować w przypadku nieszczęścia utraty Jezusa.

Może najgorsze w tym wszystkim było milczenie Boga. Ona, Dziewica, była umiłowana przez Boga; on, Józef, został wybrany, aby czuwał nad nimi i również on doświadczył interwencji Boga w ludzkich sprawach. Dlaczego po dwóch dniach wołania do nieba, nieprzerwanych poszukiwań pełnych coraz większej trwogi, niebo pozostaje głuche na ich błagania i cierpienia? Czasami Bóg milczy w naszym życiu i wydaje nam się, że Go utraciliśmy. Nieraz z powodu własnej winy; kiedy indziej wydaje się, iż ukrył się, abyśmy Go szukali. „Jezu, obym Cię już nigdy nie utracił..." - mówmy do Niego w głębi swego serca.

Trzeciego dnia, kiedy zdawało im się, że zostały już wyczerpane wszystkie możliwości, odnaleźli Jezusa. Wyobraźmy sobie, jaka radość ogarnęła dusze Maryi i Józefa, jak promieniały ich twarze, gdy powracali do domu ze źródłem swej radości, z samym Bogiem, który się zgubił i którego odnaleźli. Prowadzili Syna za ręce, jakby bali się utracić Go jeszcze raz. Cieszyli się bardzo z Jego obecności. Owe trzy dni, pełne goryczy i bólu, wydawały im się wiecznością.

„Jezu, obym Cię już nigdy nie utracił...”. Prośmy św. Józefa, byśmy nigdy nie utracili Jezusa z powodu grzechu, aby naszego spojrzenia nie przyćmiła letniość, abyśmy jasno widzieli Jego oblicze. Prośmy go, aby nas nauczył szukać Jezusa ze wszystkich sił, jeżeli kiedyś spotka nas nieszczęście Jego utraty”.

Drodzy bracia i siostry!

Septenna, czyli nabożeństwo do siedmiu boleści i radości św. Józefa może przybierać różną formę, ale w swej istocie pozostaje niezmiennie związane z pobożnym rozważaniem tych Józefowach tajemnic ukazanych na kartach Ewangelii.

Przy rozważaniu każdej z siedmiu boleści i radości św. Józefa można odmówić: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu. Zamiast Zdrowaś Maryjo można odmówić modlitwę św. Gemmy Galgani:

Bądź pozdrowiony św. Józefie, dziewiczy oblubieńcze Matki Bożej! Jezus i Maryja z tobą, błogosławiony jesteś między mężami i błogosławiony Jezus, owoc łona Twojej najczystszej Oblubienicy.

Święty Józefie, przybrany ojcze Jezusa, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Koronkę najlepiej odmawiać w dni poświęcone św. Józefowi, a więc w każdą środę roku i przez cały marzec.

7. Na koniec pragnę wspomnieć o ciekawym, choć w Polsce mało znanym sakramentalium – sznurze św. Józefa. Składa się ze zwykłego bawełnianego sznurka w kolorze białym, na którym należy zawiązać siedem supłów. Siedem węzłów na jednym z końców, przypomina noszącemu o siedmiu radościach i boleściach św. Józefa. Noszenie tego sznura ma starą historię. Jak podaje książka Katolickie sakramentalia, w roku 1657 w Antwerpii, siostra augustianka, Elżbieta, znalazła się w stanie agonii. Lekarze byli bezradni i spodziewali się jej śmierci w ciągu kilku dni. Siostra ta, żywiąca szczególne nabożeństwo do św. Józefa, modliła się do niego, po czym poprosiła o wykonanie i poświęcenie sznura biodrowego ku jego czci. Życzeniu umierającej uczyniono zadość. Po założeniu sznura i odwołaniu do wstawiennictwa św. Józefa siostra została przywrócona do zdrowia. W trakcie modlitwy poczuła przypływ energii życiowej i dzięki natychmiastowemu uzdrowieniu wstała z łóżka.

W 1858 r. sznur św. Józefa został zaaprobowany przez Świętą Kongregację Obrzędów, a papież Pius IX zatwierdził specjalny obrzęd jego poświęcenia. Na zachodzie i w USA błogosławieniem i rozpowszechnianiem sznura zajmują się bractwa św. Józefa”. (St. Gamrat). Miejmy nadzieję, że to sakramentalium będzie bardziej znane także w Polsce.

Pobożnemu noszeniu sznura i rozważaniu siedmiu boleści i radości św. Józefa może towarzyszyć także modlitwa o uproszenie cnoty czystości:

Święty Józefie, Stróżu i Ojcze Dziewic, Twojej wiernej straży została powierzona sama Niewinność - Jezus Chrystus i Najświętsza Maryja Panna; przez ten podwójny Skarb Tobie powierzony, Jezusa i Maryję, błagam Cię, strzeż mnie od wszelkiej nieczystości i pomóż zachować czystość, abym myślą nieskalaną, sercem niewinnym i czystym ciałem zawsze służył Jezusowi i Maryi w jak największej czystości. Amen.

8. Droga Rodzino Matki Bolesnej!

Drodzy bracia i siostry!

Całą naszą wspólnotę i każdego z was oraz wszystkich naszych drogich chorych zawierzam ojcowskiej opiece i orędownictwu św. Józefa.

Zwracam się do was z serdeczną zachętą: „Idźcie do Józefa!”. Odkryjcie piękno, głębię i moc tego nabożeństwa.

Do tego zachęca nas Papież Franciszek, gdy z wielką pokorą, prostotą i radością wyznaje: „Jeśli pojawia się jakiś problem, piszę liścik do św. Józefa i stawiam go pod posążkiem tego świętego, który mam w swym pokoju. Od 40 lat odmawiam modlitwę, którą znalazłem w jednym ze starych francuskich mszałów. Brzmi ona następująco: Święty Józefie, Twoja moc rozciąga się na wszystkie nasze sprawy. Ty umiesz uczynić możliwym to, co wydaje się być niemożliwe. Spójrz z ojcowską miłością na wszystkie moje potrzeby duszy i ciała. Udziel mi łaski (tu wymień intencję), o którą Cię proszę z ufnością. Amen”.

Drodzy bracia i siostry!

Św. Józef, który miał szczególny kontakt z aniołami, Bożymi Posłańcami, i do którego w litanii zwracamy się także wezwaniem: „Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami!”, niech pomaga nam w rozeznawaniu duchów i codziennej walce duchowej z naszymi słabościami i pokusami Złego na drodze do Nieba.

„Już przed stu laty (1889 r.) papież Leon XIII wezwał świat katolicki do modlitwy o opiekę św. Józefa, patrona całego Kościoła. Dziś także mamy wiele powodów, aby tak samo się modlić: „Oddal od nas ukochany Ojcze, wszelką zarazę błędów i zepsucia ... przybądź nam łaskawie z pomocą niebiańską w walce z mocami ciemności ... a jak niegdyś uratowałeś Dziecię Jezus od niebezpieczeństwa, które groziło Jego życiu tak teraz broń Kościoła Bożego od wrogich zasadzek i wszelkiej przeciwności”. Dziś też mamy nieustanne powody do tego, aby św. Józefowi polecać każdego człowieka” (św. Jan Paweł II, Redemptoris Custos, 31) .

Drodzy Moi! Idźmy do Józefa! Z ufnością powierzmy się jego ojcowskiej opiece i prośmy, aby swoim przykładem i orędownictwem pomagał nam w dobrym odczytywaniu i wiernym wypełnianiu woli Bożej we wszystkich okolicznościach naszego życia. Ten, który zawsze żył w obecności i zjednoczeniu z Sercem Jezusa i Maryi niech strzeże w nas chrzcielnej szaty łaski uświęcającej i pomaga wzrastać ku coraz doskonalszej miłości Boga i ludzi.

Życzę każdemu z was pięknego przeżycia miesiąca marca i zachęcam do odprawienia 9 – dniowej nowenny (10 – 18 marca) przygotowującej do radosnego świętowania uroczystości św. Józefa w dniu 19 marca. Tekst tej nowenny umieściłem w moim liście do Wspólnoty na Wielki Post A. D. 2020.

Zachęcam raz jeszcze do odkrycia i odmawiania pięknej koronki do siedmiu boleści i radości św. Józefa. Niech rozważanie tych Józefowach tajemnic pomaga nam żyć każdego dnia w coraz większym zjednoczeniu z Jezusem i Maryją.

W ufnej modlitwie oddaję i zawierzam Was Niepokalanemu Sercu Maryi i Przeczystemu Sercu Św. Józefa. Z darem Chrystusowego błogosławieństwa + wasz o. Piotr O. Carm.

 

Obory – Karmel Matki Bożej Bolesnej, dnia 1 marca A. D. 2020


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio