30.09.2019
Wybierajcie

My także, jako dzieci ochrzczonego narodu, stajemy dzisiaj przed takim wyborem: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego…” (Pwt 30, 19-20).

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni pod Krzyżem Chrystusa na Oborskiej Kalwarii!

W Księdze Powtórzonego Prawa Bóg mówi do narodu wybranego: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście” (Pwt 30, 15). My także, jako dzieci ochrzczonego narodu, stajemy dzisiaj przed takim wyborem: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego…” (Pwt 30, 19-20).

Cieszymy się przemianami, które dokonały się w Polsce i innych krajach Europy środkowo - wschodniej po 1989 roku, ale nie powinniśmy zapominać przestrogi danej nam przez św. Jana Pawła II, który wskazywał, że dzisiaj "istnieje niebezpieczeństwo zastąpienia marksizmu inną formą ateizmu, który wychwalając wolność, zmierza do zniszczenia korzeni moralności ludzkiej i chrześcijańskiej".

Ojciec Święty uczył: „Tak, trzeba wychowania do wolności, trzeba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeństwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia”.

Ks. Arcybiskup Marek Jędraszewski, Metropolita Krakowski, w swoim ostatnim liście pasterskim napisał: „Odzyskanie przez Polskę suwerenności na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku nie oznacza jednak, że raz na zawsze skończyły się nasze zmagania o autentyczną wolność. Ona zawsze jest darem, z którym nierozerwalnie łączy się konieczność kolejnych zmagań o jej ocalenie i zachowanie. Obecnie przyszło nam żyć w czasach, w których pojawiło się kolejne wielkie zagrożenie dla naszej wolności – i to o charakterze totalitarnym. Jego źródłem jest – podobnie ja w totalitaryzmach dwudziestego wieku – radykalne odrzucenie Boga. W konsekwencji tego odrzucenia głosi się zupełnie nową wizję człowieka, która sprawia, że staje się on karykaturą samego siebie. W ramach ideologii gender usiłuje się bowiem zatrzeć naturalne różnice między kobietą a mężczyzną. Co więcej, poprzez agresywną propagandę ideologii LGBT w imię tak zwanej „tolerancji” i „postępu” wyśmiewa się i szydzi z największych dla nas świętości. Równocześnie przymusza się ludzi, w tym także osoby wierzące, do propagowania ideologii LGBT. Tym samym, łamiąc wolność sumienia, nakłania się ich do tego, aby odchodzili oni od zasad wyznawanej przez siebie chrześcijańskiej wiary. Wyraźnie to nam przypomina totalitarne czasy PRL-u, gdy awanse społeczne były zagwarantowane jedynie dla członków komunistycznej partii, a osoby wierzące były traktowane jako obywatele drugiej kategorii. Innym bardzo groźnym przejawem tej ofensywy anty-moralności jest wprowadzanie przez niektóre samorządy do przedszkoli i do szkół zalecanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) programów seksedukacji, które w swych treściach prowadzą do wielkich duchowych krzywd wyrządzanych dzieciom i młodzieży. Wszystko to w oczywisty sposób jest obrazą Boga Stwórcy. Nie ulega przy tym żadnej wątpliwości, że aprobata tego rodzaju programów, zgoda na nie i współudział w nich jest ciężkim przewinieniem moralnym. Podobnie godna napiętnowania jest postawa obojętności wobec tego rodzaju zagrożeń, które burzą ład i stanowią wielkie zagrożenie dla życia i właściwego rozwoju poszczególnych ludzi, rodzin, społeczeństw i narodów”.

Ks. Abp Jędraszewski przypominał o spoczywającym na nas obowiązku „obrony tych wartości, z których ponad 1050 lat temu zrodziła się Polska i których najgłębszym wyrazem jest Chrystusowy Krzyż. Jest to nie tylko obowiązek wobec szlachetnych dokonań naszych przodków, ale również wobec przyszłych pokoleń Polaków. Jest to zwłaszcza obowiązek rodziców, którym przede wszystkim powinno zależeć na szczęściu i pomyślności ich dzieci. I na odwrót: jeśli rodzice z obojętnością, a co gorsza z aprobatą, będą patrzyli zarówno na wspomniane wyżej programy, jak i na tych, którzy je lansują i popierają, to z wielkim prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że ich własne dzieci staną się ofiarami ideologii gender, LGBT i Karty WHO. A dla rodziców szczerze kochających swe dzieci nie może być większej tragedii…

Drodzy Siostry i Bracia! W tej dramatycznej godzinie naszych czasów potrzebna jest nam wszystkim wielka postawa czuwania. Potrzebna jest nam również wielka modlitwa – za siebie, za nasze rodziny, za nasz polski naród, za Kościół, za Europę”.

Niedawno Biskup Bronisław Bernacki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy, który w liście (z dnia 16 sierpnia br.) skierowanym do Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego napisał:

“Słowa, które św. Piotr Apostoł skierował niegdyś do członków Sanhedrynu, brzmią dziś szczególnie aktualnie: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29). W obliczu ostatnich ataków ze strony środowisk LGBT na osobę Księdza Arcybiskupa widzimy, jak te słowa stają się znów żywe względem prawdy Chrystusowej, którą mężnie głosi i naucza Pasterz krakowskiego Kościoła.

„Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29). To właśnie Bóg w swym objawieniu powiedział: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” (Rdz 1, 27). Tej prawdy nie możemy przemilczać zwłaszcza obecnie, kiedy jest ona niezwykle silnie atakowana i podważana.

My, Pasterze ukraińskiej ziemi, przez wiele lat doświadczaliśmy i do dziś doświadczamy niszczących skutków ideologii komunistycznej, która doprowadziła wiele ludzkich istnień do duchowego zniszczenia, a która podobnie jak ideologia gender przybierała maskę walki o równość. Z bólem serca patrzymy, jak ta nowa ideologia zbiera dzisiaj swoje niszczące żniwo, godząc w instytucję małżeństwa i rodziny. Przypomina to początki reżimu w ZSRR, którego jedną z pierwszych decyzji było zezwolenie na szybki rozwód oraz aborcję. Nic dziwnego, że zwolennicy ideologii gender podejmują działania w duchu, który z pewnością nie jest od Boga! Stare przysłowie słowiańskie mówi: „Jabłko od jabłoni niedaleko pada” – obie ideologie wyrosły z ateizmu, z zaprzeczenia Boga Stwórcy, który jest Źródłem prawdziwego życia i Życiem samym”.

Biskup Mirosław Milewski, sufragan płocki, w homilii wygłoszonej w Płocku 31 sierpnia br. wskazując na współczesne zagrożenia dla Kościoła i Ojczyzny przestrzegał:

„Niech Was nie zwiodą ludzie, którzy pod swymi kolorowymi sztandarami ukrywają chęć rozbicia tradycyjnej rodziny, zagrabienia jej tożsamości, przywłaszczenia sobie przywilejów związanych z małżeństwem i rodzicielstwem. Pewnie już zauważyliście, jak oni chętnie rozbijają krzyże, niszczą kapliczki maryjne, biją różańcem po twarzy księży. I jak bardzo im zależy na tym, aby obrócić w nicość zasady, normy, zwyczaje, tradycje. Jak bardzo zależy im na unicestwieniu normalnego świata w imię zaspokojenia własnych, nieujarzmionych popędów. Uważajcie na tych ludzi! Nie pozwólcie proszę, aby zawojowali Wasze umysły i zatruli Wasze dusze!„ (Płock, 31 sierpnia 2019 r.).

Odniósł się do tego zjawiska występującego dzisiaj szczególnie w krajach zachodnich Starego Kontynentu papież Benedykt XVI mówiąc: „Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarę rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”.

Dlatego nie dziwmy się, że Kościół stojący na straży objawionej prawdy o Bogu i człowieku oraz głoszący niezmienne zasady chrześcijańskiej moralności stał się znakiem sprzeciwu dla wielu współczesnych architektów i budowniczych Europy w której nie ma miejsca dla Chrystusa.

Od kilkudziesięciu lat w wielu krajach Starego Kontynentu obserwuje się rosnącą nietolerancję dla chrześcijaństwa, dla tradycyjnych wartości życia opartego na Dekalogu i Ewangelii. Można wręcz mówić o szeroko rozpowszechnionej „chrystianofobii”, czyli niechęci i agresji wobec wszystkiego, co w przestrzeni publicznej symbolizuje chrześcijaństwo.

W dzisiejszej Europie następuje odcięcie od korzeni, człowiek traci pamięć o dziedzictwie chrześcijańskim. Jeżeli traci pamięć, traci jednocześnie tożsamość – nie wie skąd jest i ku czemu zmierza.

Niewątpliwie żyjemy w świecie dyktatury relatywizmu, gdzie chrześcijaństwo próbuje się marginalizować, usuwać z przestrzeni publicznej.

– Gdy włoski filozof Rocco Butilione miał być komisarzem w Unii Europejskiej i zapytano go – wiedząc, jakie są jego poglądy – jaki jest jego stosunek do związków tej samej płci, które niektórzy próbują nazywać małżeństwami. Powiedział, że jest krytycznie do tego nastawiony, gdyż jest to sprzeczne z naturą i nie można tego zaakceptować. Wtedy już nie kwalifikował się do objęcia urzędu. Nie sprzedał swoich poglądów za stanowisko. Następuje ośmieszanie, wyśmiewanie ludzi wierzących, pewnych wartości.

Drodzy bracia i siostry! Być może niektórzy z was osobiście spotkali się z tym zjawiskiem, doświadczając niechęci i sprzeciwu z powodu wierności Chrystusowej Ewangelii oraz zasadom chrześcijańskiej moralności.

Nie wolno się tym jednak zniechęcać, nie wolno się poddawać duchowi tego świata, ale trzeba prosić o światło i moc Ducha Świętego, aby wiernie trwać przy Panu, jak Maryja pod krzyżem Syna na Kalwarii. Nie znaczy to jednak, że mamy się zabarykadować, zamknąć w twierdzy i okopać przed światem. Pan Jezus mówił do apostołów i do każdego z nas: „Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Ja zwyciężyłem świat”.

Nie można więc mówić: „Następuje chrystianofobia, jakieś formy prześladowania Kościoła, w związku z tym powinniśmy zamknąć się w jakiejś niszy i nie wychodzić, bo nas nie akceptują”. Nie. Mamy być tak, jak Jezus – iść do świata z odwagą i być obecnymi w świecie realnym, ale także wirtualnym, jeśli chodzi o media społecznościowe, radio czy telewizję. Człowiek wierzący to człowiek odwagi, bo ma Jezusa Chrystusa w swoim sercu i może pójść do świata podobnie jak On”.

Św. Jan Paweł II w homilii wygłoszonej w Gnieźnie przestrzegał i z mocą przypominał wszystkim Polakom i mieszkańcom Starego Kontynentu:

„Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dziejów ludów i narodów. Zrąb tożsamości europejskiej jest zbudowany na chrześcijaństwie. A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu tej właśnie chrześcijańskiej samoświadomości.

Bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności. Nie można tego robić odcinając się od tych korzeni, z których wyrosły narody i kultury Europy, i od wielkiego bogactwa minionych wieków. Jakże można liczyć na zbudowanie «wspólnego domu» dla całej Europy, jeśli zabraknie cegieł ludzkich sumień wypalonych w ogniu Ewangelii, połączonych spoiwem solidarnej miłości społecznej będącej owocem miłości Boga?”.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, nie możemy odcinać się od naszych korzeni, od tego czym od tysiąca lat – od chrztu księcia Mieszka I – żyją pokolenia Polaków. Bp Andrzej Czaja głęboko poruszony powiedział niedawno: „Brzmią mi ciągle słowa chrześcijanina z Iraku, wypowiedziane przed trzema laty w katedrze opolskiej. «Chrześcijanie Europy, co wy robicie, gdy my oddajemy życie za wiarę w Jezusa? Co wy robicie? Nikt was nie prześladuje, a zapieracie się Jezusa. Chrześcijanie Europy – obudźcie się! Chcę wam powiedzieć – jeśli nasza ofiara życia ma pomóc przywrócić Europie chrześcijańskie oblicze, to my w Iraku jesteśmy wszyscy gotowi oddać za was życie. Chrześcijanie Europy obudźcie się»”.

Bracia i siostry! To mocne słowa. Nie marnujmy świadectwa chrześcijan ginących na współczesnych arenach. Trzeba nam – jako dzieciom Kościoła i Ojczyzny - dawać mężne świadectwo wierności Chrystusowi i jego Ewangelii, kierując się światłem wiary w codziennych życiowych wyborach i podejmując większy wysiłek ewangelizacyjny w środowisku w którym żyjemy.

Biskup Płocki Piotr Libera w jednej z homilii powiedział: „Jaką odpowiedź otrzymuje Chrystus w Belgii, Holandii, Francji na swoje pytanie z Ewangelii: „A wy za Kogo mnie uważacie?” Realna odpowiedź tamtego świata brzmi niestety: za nikogo! (…) Nie chcemy pamiętać, że to wielcy katolicy: Schuman, De Gasperi, Adenauer tworzyli Unię Europejską po to, aby obywatelom Europy było łatwiej żyć, a nie po to, żeby nakazywać zdejmowanie krzyży w miejscach publicznych, propagować aborcję, ideologię gender, wspierać małżeństwa gejowskie, zastępować lekcje religii bezbarwną etyką, uważać chrześcijaństwo za przebrzmiałe, a ateizm, bezbożność za coś nowoczesnego!

To nie były, nie są i – mam nadzieję - nie będą nasze, „polskie drogi” – mówił Biskup Libera. To właśnie najbardziej się nie podoba. To spotyka się z zarzutem, że Polska „się izoluje”. A jeden z naszych współczesnych filozofów (Dariusz Karłowicz) pyta: kiedy my, Polacy, byliśmy najsilniejsi? I odpowiada: kiedy w Polsce Jagiellonów nie musieliśmy się oglądać ani na Wschód, ani na Zachód, ale dzięki szukaniu inspiracji w wierze, w Rzymie, w kulturze łacińskiej byliśmy po prostu sobą i mogliśmy być z tego dumni”.

Dlatego ciągle aktualne są słowa naszego Świętego Rodaka Jana Pawła II o tym, że współczesna Europa odrywająca się coraz bardziej od swoich chrześcijańskich korzeni potrzebuje dzisiaj mocnego świadectwa wiary Polaków. Europa potrzebuje od polskich katolików świadectwa życia zgodnego z wiarą i moralnością chrześcijańską.

Drodzy bracia i siostry!

„Czas próby polskich sumień trwa” – mówił św. Jan Paweł II podczas jednej ze swoich pielgrzymek apostolskich do Ojczyzny.

Jakże aktualne są te słowa Ojca Świętego skierowane do Rodaków właśnie dzisiaj, w dobie nowego ataku na rodzinę katolicką, na naszą narodową i chrześcijańską tożsamość.  

19 czerwca 1983 roku święty Jan Paweł II przebywając na Jasnej Górze powiedział: „Tutaj zawsze byliśmy wolni. (…) Tutaj też nauczyliśmy się tej podstawowej prawdy o wolności narodu: naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha, naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza…”.

Podobnie bł. ks. Jerzy Popiełuszko przypominał, że „tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie może tworzyć śmiałą przyszłość”.

„My musimy Ojczyźnie zapewnić zwycięstwo, a będzie ono zależało od wzrostu świętości naszego życia” – uczył Prymas Tysiąclecia. „Dziś potrzeba nam wierności: zarówno naszemu duchowi narodowemu, jak i Ewangelii Chrystusowej”.

Królowa Polski po macierzyńsku pomaga i uczy nas stać na straży naszej wolności. Tej odzyskanej przez Polaków w 1918 roku jak i tej otrzymanej przez nas w darze na chrzcie świętym – wolności umiłowanych dzieci Bożych ku której wyswobodził nas Chrystus za cenę swojej Krwi przelanej na krzyżu.

Jako prawdziwe dzieci Kościoła musimy zawsze pamiętać, że najtragiczniejszym rodzajem niewoli jest zerwanie chrzcielnego przymierza z Bogiem, odrzucenie Chrystusa, i uporczywe trwanie w grzechu śmiertelnym, przez który oddajemy duszę pod władzę szatana i narażamy się na niebezpieczeństwo wiecznego potępienia. Dlatego tak ważne jest regularne (comiesięczne) przystępowanie do spowiedzi, formacja sumienia i troska o życie w łasce uświęcającej, w coraz doskonalszej miłości Boga i ludzi.

Bracia i siostry! Toczy się wielka walka duchowa o dusze Polaków, szczególnie dzieci i młodzieży. Kusiciel, wąż starodawny, ojciec kłamstwa, ma świadomość, że czas jego oddziaływania na ludzi się kończy i chce jak najwięcej dusz oszukać i pociągnąć z sobą do piekła.

Dzisiaj jego niszczycielski atak wymierzony jest przede wszystkim w świętość, godność i nienaruszalność ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, w małżeństwo rozumiane jako sakramentalny związek mężczyzny i kobiety, w chrześcijańskie wychowanie dzieci i młodzieży oraz w zdrową rodzinę katolicką, która jest Domowym Kościołem, odblaskiem Świętej Rodziny z Nazaretu.

Dlatego musimy być szczególnie uważni i czujni wobec agresywnej kampanii środowiska LGBT czyli bezbożnych ludzi spod znaku tęczowej flagi i zdecydowanie przeciwstawić się próbie przemycania ideologii gender do szkół i demoralizowania naszych dzieci oraz niszczenia polskich rodzin. Ludzie tego właśnie środowiska lewicowo – liberalnego wrogiego polskości i chrześcijaństwu nie chcą, by Pani Jasnogórska była ich Królową, szydzą z ludzi wierzących, ranią ich uczucia religijne, odrzucają Chrystusa i Jego Ewangelię oraz katolicką naukę o rodzinie.

Dzisiaj przychodzimy na Oborską Kalwarię, by stanąć z wiarą pod krzyżem Chrystusa u boku Maryi Bolesnej danej nam w testamencie za Matkę oraz jako „przedziwną pomoc i obronę”. Z Nią Polska była i będzie „semper fidelis” – zawsze wierna, Bogu, Krzyżowi i Ewangelii. Maryja stała się dla polskiego narodu „szczególną Opiekunką i Hetmanką”. Wierzymy, że tak jak ocaliła Jasną Górę i katolicką Polskę przed potopem szwedzkim, tak dzisiaj ocali naszą umiłowaną Ojczyznę przed potopem moralnego relatywizmu i niewiary, który dotknął już wielu mieszkańców Starego Kontynentu oraz naszych rodaków w kraju i na emigracji.

Dlatego z różańcem w dłoni przychodzimy dzisiaj przed bolesne oblicze Maryi i prosimy z ufnością słowami pieśni: „Z dawna Polski Tyś Królową… Ty za nami przemów słowo… Przez Twego Syna konanie, uproś sercom zmartwychwstanie… W ojców wierze daj wytrwanie”.

W tym roku wspominamy 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. A 27 września Polacy w kraju i na emigracji obchodzili Dzień Pamięci o Polskim Państwie Podziemnym.

Ruch oporu w okupowanej Polsce obejmował prawie wszystkie dziedziny życia. Działała Armia Krajowa, która w 1942 roku liczyła około 200 tys. żołnierzy. Działały konspiracyjne sądy, podziemne szkoły i uczelnie. W tajnych drukarniach wydawano polską prasę i książki.

Polska żyła nie tylko w sercach zniewolonego narodu. Były też struktury podziemnego państwa, które potwierdzały prawdę, że „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Mściwój z Gdyni nawiedzając kilka lat temu Oborskie Sanktuarium pozostawił świadectwo o swoim ojcu:

„Miałem 4 lata, gdy zginął mój ojciec Józef Jeżewski, oficer Armii Krajowej, stracony przez powieszenie w więzieniu Gestapo w Poznaniu.

Ojciec mój został zamordowany 22 września 1944 r. mając 33 lata.

Po wojnie rozpocząłem wędrówkę na szlaku blisko 18 tysięcy kilometrów, pielgrzymkę za cieniem mego ojca. W roku 1969 wyjechałem do Czechosłowacji.

W Brnie trafiłem na ślady dokumentów Gestapo, dotyczących mego ojca i wielu innych Polaków. W Pradze odnalazłem współwięźnia mego ojca – pana Vaclava Choda. On dał mi wstrząsające świadectwo, mówiąc: Byłem współwięźniem Józefa Jeżewskiego, który udawał, że nie zna niemieckiego. Ja byłem tłumaczem, gdyż trochę rozumiałem mowę polską. Obaj byliśmy osadzeni w ciężkim więzieniu, w Zwickau. Ojca do tego więzieniu przewieziono po jego aresztowaniu w Brnie pod fałszywym nazwiskiem. Gestapo szybko doszło, kogo złapali. Przy aresztowanym znaleziono różaniec. W czasie wielu przesłuchań kazali mu zbeszcześcić ten różaniec, opluć go i podeptać. Pański ojciec zawsze odpowiadał to samo: jako Polak i oficer nigdy tego nie zrobię. Strasznie się nad nim pastwili. Był niesamowicie bity i torturowany. Wiedzieli też, że złapali kogoś ważnego i żądali również od pańskiego ojca wydania jego przyjaciół z podziemia. Wiem, że nigdy nikogo nie zdradził. Sam jestem protestantem. Byłem pełen podziwu dla tego człowieka, jak potrafił bronić swego honoru i swej wiary. Całe więzienie, a było ono pełne ludzi różnych narodowości o różnych wyznaniach, wiedziało o niezwykłym Polaku, który do wściekłości doprowadzał oprawców, przede wszystkim dlatego, że jako oficer odmówił zbeszczeszczenia różańca.

Po roku ciężkiej pracy fizycznej, a zarazem poszukiwaniach, powróciłem jesienią 1970 roku do kraju. Po powrocie, po trzech miesiącach otrzymałem z Drezna, z tamtejszego Archiwum trzy rolki mikrofilmów dokumentacji Gestapo, dotyczącej mego ojca. Na jednym z nich, jako ostatnia pozycja, odręcznie napisano: różaniec. Stanowi to potwierdzenie świadectwa danego mi rok wcześniej przez Vaclava Choda z Pragi o historii różańca, który podczas rewizji został znaleziony przy moim ojcu.

Blisko 10 lat trwały moje intensywne, żmudne poszukiwania. Odkryłem oraz otrzymałem sporo dokumentów.

Dzisiaj mam już ponad 60 lat. I nie wstydzę przyznać się, że każdego dnia, przynajmniej dwa razy dziennie modlę się również i do mego ukochanego ojca – Józefa, by pomógł mi w wielu sprawach, poradził, abym zawsze starał się iść prostą drogą, bez względu na zło, jakie mnie otacza.

Z perspektywy mojej pielgrzymki przez blisko 18 tysięcy kilometrów w ciągu 10-ciu lat, wędrówki za cieniem ojca – inaczej nauczyłem się patrzeć na życie i na ludzi. Także inaczej patrzę na sprawy Ojczyzny, patriotyzmu... patrzę przez pryzmat męczeństwa mego ojca.

W grypsie z dnia 14 czerwca 1944 roku ojciec napisał: Służyłem Ojczyźnie jak mogłem najlepiej, przedkładając ją nad własną rodzinę, nad własne szczęście. Powyższe słowa ojca oraz te, z pożegnalnego listu przed wykonaniem wyroku, stanowią dla mnie najcenniejszy skarb w życiu i są dla mnie testamentem ukochanego człowieka, którego przecież prawie nie znałem.

Te słowa mego ojca są dla mnie najkrótszą, ale najgłębszą wykładnią nauki o wartościach: Bóg – Honor – Ojczyzna”.

Czuję się odpowiedzialny za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska – pisał św. Jan Paweł II. To imię nas wszystkich określa. To imię nas zobowiązuje. To imię nas wszystkich kosztuje (...) Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo.

Drodzy Czciciele Matki Bolesnej, zgromadzeni na Oborskiej Kalwarii pod Krzyżem Chrystusa!

Minęły czasy Polski Podziemnej, Polski katakumbowej. Ale nie minął czas walki i dbałości o Polskę, i Polaków, o zachowanie naszej narodowej i chrześcijańskiej tożsamości, o wierność dziedzictwu wiary ojców i temu wszystkiemu co zawierają w sobie słowa umieszczane od wieków na polskich sztandarach: „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Ks. Piotr Skarga w jednym ze swoich kazań sejmowych mówił: „Ten stary dąb tak urósł, a wiatr go żaden nie obalił, bo korzeń jego jest Chrystus”. Trzeba iść po śladach tego, czym — a raczej kim — na przestrzeni pokoleń był Chrystus dla synów i córek tej ziemi” – powtarzał nam niestrudzenie św. Jan Paweł II.

Papież Franciszek w adhortacji Christus Vivit – Chrystus żyje, skierowanej do młodych i całego ludu Bożego, napisał:

„Czasami widziałem młode, piękne drzewa, wznoszące swe gałęzie ku niebu, stale dążąc wyżej, i zdawały się być pieśnią nadziei. Później, po burzy opadły bez życia. Nie miały bowiem silnych korzeni, rozpościerały swe gałęzie, nie zapuszczając w glebie głębokich korzeni, i tak uległy atakom przyrody. Dlatego bardzo mnie boli, że niektórzy proponują młodym ludziom budowanie przyszłości bez korzeni (…) Nie jest to kwestia drugorzędna (…). Jej zrozumienie pozwala nam odróżnić radość młodości od jej fałszywego kultu, którego niektórzy używają do uwodzenia ludzi młodych i wykorzystywania ich do swoich celów.

Pomyślcie o tym: jeśli jakaś osoba składa wam propozycję i mówi, byście pomijali historię, czy nie doceniali doświadczenia osób starszych, pogardzali wszystkim, co minione, a patrzyli jedynie w przyszłość, którą ona wam oferuje, czyż nie jest to łatwy sposób pozyskania was dla jej propozycji, abyście robili tylko to, co ona wam mówi? Ta osoba potrzebuje, byście byli puści, wykorzenieni, nieufni wobec wszystkiego, abyście ufali jedynie jej obietnicom i podporządkowali się jej planom. Tak działają ideologie różnych kolorów, które niszczą (lub dekonstruują) wszystko, co inne, i w ten sposób mogą panować bez oporów. Potrzebują do tego ludzi młodych, którzy gardzą historią, odrzucają bogactwo duchowe i ludzkie, przekazywane przez pokolenia, którzy pomijają wszystko, co ich poprzedziło.

Jednocześnie manipulatorzy używają innego atutu: adorowania młodości, tak jakby wszystko, co nie jest młode, stawało się obrzydliwe i przestarzałe. Symbolem tego nowego kultu staje się młode ciało, a następnie wszystko, co ma związek z tym ciałem, jest ubóstwione i pożądane bez ograniczeń, zaś to, co nie jest młode, traktowane jest z pogardą. Ale ta broń w pierwszej kolejności doprowadza do poniżania ludzi młodych, ogołacając ich z prawdziwych wartości, wykorzystując ich dla zyskania korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych.

Drodzy młodzi, nie pozwalajcie, żeby wykorzystywano waszą młodość do promowania płytkiego życia, które myli piękno z pozorami. Natomiast umiejcie dostrzec, że istnieje piękno w człowieku pracującym, który wraca do domu brudny i w nieładzie, ale z radością, że zapracował na chleb dla swoich dzieci. Istnieje niezwykłe piękno w jedności rodziny zgromadzonej przy stole i przy chlebie hojnie dzielonym, nawet jeśli ten stół jest bardzo ubogi. Istnieje piękno w rozczochranej i już niemłodej żonie, która stale ponad siły i zdrowie troszczy się o chorego męża. Istnieje piękno w wierności małżonków, którzy, chociaż dawno już minął miodowy miesiąc, kochają się nawzajem w jesieni życia, w tych staruszkach, którzy idą, trzymając się za rękę. Niezależnie od wszelkich aspektów zewnętrznych czy aktualnych mód istnieje piękno w każdym mężczyźnie i kobiecie, którzy z miłością żyją swoim powołaniem osobistym, bezinteresownie służąc wspólnocie, swej ojczyźnie, wielkodusznie pracując na rzecz szczęścia rodziny, angażując się w żmudne, anonimowe i bezinteresowne dzieło przywracania przyjaźni społecznej. Odkrywać, ukazywać i podkreślać to piękno, które przypomina Chrystusa na krzyżu, znaczy kłaść fundamenty prawdziwej solidarności społecznej i kultury spotkania”.

Drodzy bracia i siostry! Te słowa Następcy Św. Piotra są dla nas wielką zachętą. Trwajmy mocni wiarą przy Panu i we wzajemnej miłości dzieci Bożych, odkupionych Krwią Baranka i prawdziwych uczniów Zmartwychwstałego.

Jako synowie i córki Kościoła i Ojczyzny, pamiętajmy, że na mocy przyjętego sakramentu chrztu i bierzmowania wszyscy jesteśmy wezwani do dawania świadectwa wiary w Chrystusa, Syna Bożego, jedynego Zbawiciela świata, Pana życia i śmierci, Pana ludzkich dziejów. Nie tylko w murach świątyni, nie tylko w czterech ścianach naszego domu, ale wszędzie i zawsze – w rodzinnym domu i szkole, w zakładzie pracy i podczas odpoczynku, w urzędzie i sklepie, przy urnie wyborczej, na radzie gminy i w debacie sejmowej, w rozmowie prywatnej i w wystąpieniu telewizyjnym, wśród przyjaciół i nieznajomych, w obecności duchownych i ludzi wrogich Kościołowi, w zdrowiu i chorobie, w małych i wielkich sprawach naszego życia – zawsze jesteśmy chrześcijanami, uczniami Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, wezwanymi do tego, aby odważnie wyznawać swoją wiarę i potwierdzać ją swoim życiem, swoimi decyzjami, swoim całkowitym zawierzeniem Jego Sercu i posłuszeństwem Jego Ewangelii.

Biskup Piotr Libera z Płocka słusznie podkreśla, że „prawdziwy chrześcijanin nie ma dwóch twarzy, dwóch serc, dwóch języków i podwójnego życia: prywatnego i publicznego, ale ma tylko jednego Boga, jedną Prawdę i Życie – Jezusa Chrystusa, ma jedną duszę i jedną wieczność”. Amen.

           o. Piotr Męczyński O. Carm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio