Drodzy
w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Dzisiejsza
Ewangelia przypomina, że Bóg zawsze pierwszy wychodzi nam na spotkanie.
„Daj
Mi pić!” – ta prośba miłosiernego Zbawiciela, wyrażona na początku spotkania z
Samarytanką, napełnia nas wzruszeniem i uzmysławia prawdę o pokorze Boga,
który w Chrystusie szuka grzesznika i puka do jego serca.
Zwróćmy
uwagę jak Pan Jezus sam cudownie przygotował to spotkanie. Gdy kobieta przyszła
do studni, aby czerpać wody, On już czekał na nią z całą miłością swego Serca.
Podobne
doświadczenie stało się udziałem Szawła z Tarsu, który po nawróceniu – już jako
Apostoł Paweł – napisze w liście do Rzymian:
„Bóg
(…) okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy
jeszcze grzesznikami”.
„Jesteśmy chrześcijanami
nie dlatego, że kochamy Boga, ale
dlatego, że uwierzyliśmy, że Bóg nas kocha i nad nami się lituje” – uczy Bł. Ks. Michał Sopoćko.
Drodzy
bracia i siostry! W dzisiejszej Ewangelii Zbawiciel odsłania nam swoje Serce. Chrystus
rozmawiał z Samarytanką jak najlepszy przyjaciel, który pragnie jej dobra i
szczęścia, który wie o niej wszystko i każdą najtrudniejszą prawdę potrafi
łączyć zawsze z miłością, a miłość z prawdą.
„Jakże
wielu ludzi prowadzi podobny styl życia do tego, jak owa Samarytanka. Dotyczy
to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jest to budowanie szczęścia w oparciu
wyłącznie o własne siły: relacje, które trwają przez chwilę, czy miłość, która
jest oparta na pożądaniu. Picie wody ze studni, które nie dają zaspokojenia
głodu prawdy, sensu i celu życia. Jakże często woda z tych studni jest zatruta
i zamiast upragnionego zaspokojenia pragnień sprawia, że stają się oni
nałogowymi niewolnikami – alkohol, cielesność, pieniądz, władza, zatracenie się
w pracy bez opamiętania” (o. Paweł Drobot CSsR).
Spotkanie
z Jezusem przemieniło serce i życie Samarytanki. Chrystus łagodnie przenikał i
dotykał jej serca swoim Boskim Słowem. Siedząc przy studni, jak kapłan w
konfesjonale, nawiązał zbawczy dialog. Pytał o męża, pomagał zrobić rachunek
sumienia. Pomagał zrozumieć, że mimo swego grzesznego życia Bóg o niej pamięta
i troszczy się o nią, że jest ważna i cenna w Jego oczach, że jej szuka i
pragnie jej szczęścia, którego świat dać nie może. Całą swoją postawą Jezus budził
w niej ufność w Miłosierdzie Boże, wskazywał drogę nawrócenia i wiary w Niego,
jako obiecanego i oczekiwanego Mesjasza, jedynego Odkupiciela człowieka. Samarytanka
otworzyła się na ten dar Boży, doświadczyła Bożego miłosierdzia i jej serce
zostało uzdrowione. Zostawiła grzeszne życie, jak pusty dzban przy studni. Pan
Jezus przemienił i napełnił jej serce „wodą życia”. Albowiem „tylko Jego Duch
jest wodą, dającą prawdziwe i wieczne życie”.
Drodzy
Moi! Chrystus dzisiaj pragnie spotkać się z nami, Boże Serce z naszym sercem.
Wszyscy, podobnie jak ewangeliczna Samarytanka, jesteśmy zaproszeni do tego
spotkania i do takiej serdecznej rozmowy z Panem podczas cichej modlitwy serca,
adoracji Najświętszego Sakramentu, słuchania Słowa Bożego oraz sakramentalnej
spowiedzi.
Z
naczyniem ufności zbliżmy się do Niego. Papież Franciszek zwraca się do nas ze
słowami serdecznej zachęty: „Nie bójcie
się spojrzeć Mu w oczy pełne nieskończonej miłości i pozwólcie, aby On ogarnął
was swoim miłosiernym spojrzeniem gotowym przebaczyć każdy wasz grzech.
Spojrzeniem, które może przemienić wasze życie i uleczyć rany waszych dusz.
Przyjdźcie do Niego i nie bójcie się! Przyjdźcie, by powiedzieć Mu z głębi
waszych serc: „Jezu ufam Tobie!”. Pozwólcie, by dotknęło was Jego bezgraniczne
Miłosierdzie”.
Jezus
czekał na Samarytankę przy studni, czeka na nas w osobie kapłana przy kratkach
konfesjonału, aby obmyć nas wodą swego miłosierdzia dającego życie wieczne.
„W
sakramencie pokuty, dzięki «lekarstwu spowiedzi», doświadczenie grzechu nie
przeradza się w rozpacz, lecz spotyka się z Miłością, która przebacza i
przemienia” – uczy papież Benedykt XVI.
Drodzy
Moi! Trzeba, abyśmy doświadczając łaski spotkania z miłosiernym Zbawicielem
obecnym i działającym w Kościele umieli wychodzić do drugiego człowieka –
spragnionego prawdy, która wyzwala i miłości, która leczy, nadaje sens naszej
ziemskiej wędrówce i decyduje o naszej wieczności.
Papież
Leon XIV w niedzielnym rozważaniu na Anioł Pański (8 marca 2026 r.)
powiedział: „W Ewangelii jest również napisane, że „przyszli Jego uczniowie i
dziwili się, że [Jezus] rozmawiał z kobietą” (J 4, 27). (…) Zgodnie ze
zwyczajem, tę kobietę samarytańską powinien był po prostu zignorować; natomiast
Jezus przemawia do niej, słucha jej, wierzy jej bez jakichś ukrytych motywów i
bez pogardy.
Jakże
wiele osób szuka w Kościele takiej samej delikatności, takiej dyspozycyjności!
Jakże piękne jest to, gdy tracimy poczucie czasu, aby poświęcić uwagę tym,
których spotykamy – takimi, jakimi są. Jezus zapominał nawet o posiłku, tak
bardzo karmiło Go pragnienie wypełnienia woli Boga, by dotrzeć do głębi każdego
człowieka (por. J 4, 34).
Tak
więc Samarytanka staje się pierwszą z wielu ewangelizatorek. Wielu z jej
miasteczka, zamieszkanego przez pogardzanych i wyrzutków, dzięki jej świadectwu
spotyka Jezusa, a także w nich wiara tryska jak czysta woda”.
Historia
spotkania Jezusa z Samarytanką pomaga nam zrozumieć, czym jest w swej istocie
nowa ewangelizacja, do której wezwani są wszyscy ochrzczeni, a więc każdy z
nas.
Mamy
tutaj piękny przykład jak ważne dla głoszenia innym ludziom dobrej nowiny o
Chrystusie, Odkupicielu człowieka, jest świadectwo naszego osobistego spotkania
z Panem.
Papież
Franciszek mówi: „Ten, kto spotkał Chrystusa, jak Samarytanka przy studni, nie
może zachować dla siebie tego doświadczenia, ale odczuwa pragnienie by się nim
dzielić, aby prowadzić innych do Jezusa. Wszyscy powinniśmy się zastanowić, czy
ludzie, którzy nas spotykają, dostrzegają w naszym życiu ciepło wiary, czy
widzą na naszych twarzach radość z tego, że spotkaliśmy Chrystusa!” (14
października 2013 r.).
Świadectwo
Samarytanki zachęciło jej rodaków do nawiązania osobistej relacji z Jezusem i przyjęcia
Go z wiarą. Także i my jesteśmy powołani do pełnego ufności przylgnięcia do
Jego Serca i wyznania: „Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata; daj nam
wody żywej, abyśmy nie pragnęli”.
To
niezwykłe spotkanie dwóch serc przy studni Jakuba, przypomina nam naszą wielką
godność i wzniosłość naszego powołania, jako istot ludzkich stworzonych na
obraz i podobieństwo Boże, stworzonych z miłości i do miłości.
„Bóg
pragnie nas, naszych serc, naszej miłości i to pragnienie umieścił w sercu
Jezusa” – uczy papież Franciszek.
Św.
Teresa z Lisieux mówi: „Oto wszystko, czego Jezus żąda od nas; nie potrzebuje
On wcale naszych dzieł, lecz jedynie naszej miłości, ponieważ ten sam Bóg,
który oświadcza, że jeśliby łaknął, nie potrzebuje nam o tym mówić, nie obawia
się żebrać o trochę wody u Samarytanki. On pragnął... Lecz mówiąc: "daj mi
pić" (J 4, 7), Stwórca świata domagał się miłości od swego biednego
stworzenia. On pragnął miłości...”.
Nasz
wielki Rodak Św. Jan Paweł II w jednym z orędzi na Wielki Post (1993) zachęcał:
„Drodzy bracia i siostry, (…) rozpoznajcie głos Jezusa, przemawiającego do was
(…). Słuchajcie głosu Jezusa, który zmęczony i spragniony, mówi do Samarytanki
przy studni Jakubowej: «Daj Mi pić!» (J 4, 7). Wpatrujcie się w Jezusa
przybitego do krzyża, konającego, gdy mówi ledwie dosłyszalnym głosem: «Pragnę»
(J 19, 28). Dziś Chrystus ponawia to wezwanie i znów przeżywa mękę konania w
naszych najuboższych braciach.
Wspomnijcie
słowa Pańskie: «Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych
najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci
swojej nagrody» (Mt 10, 42). Całym sercem i z nadzieją rozważajcie też słowa:
«Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, (...) bo byłem spragniony, a daliście Mi
pić» (por. Mt 25, 34-35)”.
Drodzy
Moi! Trzeba nam zatem uważnie wsłuchać się w pokorną prośbę Pana wypowiedzianą
przy studni Jakuba – „Daj Mi pić”, a potem w Jego „Pragnę” –
wypowiedziane na krzyżu. Trzeba nam rozpoznać to wołanie, które umęczony i
spragniony Chrystus nieustannie wypowiada do nas poprzez ubogich i chorych,
poprzez samotnych i opuszczonych starców, poprzez ludzi młodych kuszonych przez
złego ducha i zagubionych w świecie rozmaitych uzależnień, poprzez dzieci
zranione przemocą i niemoralnością dorosłych, oraz te najmniejsze, ukryte
jeszcze pod sercem matki, odrzucone i zagrożone aborcją. To sam Jezus
przychodzi w każdym z tych najmniejszych i spragniony miłości puka do naszego
serca.
O
tym przypomina nam św. Matka Teresa z Kalkuty, która poleciła, aby we
wszystkich kaplicach Misjonarek Miłości obok wizerunku Ukrzyżowanego Pana
umieścić napis – Jego słowo: Pragnę!
W
konstytucjach założonego Zgromadzenia napisała: "Naszym celem jest
zaspokajanie nieskończonego pragnienia miłości, jakiego doświadczył Jezus
Chrystus na Krzyżu".
„On,
Stworzyciel wszechświata, prosi o miłość swoich stworzeń. On pragnie naszej
miłości... To słowo: 'PRAGNĘ' czy dźwięczy ono w naszych duszach?"
Papież
św. Jan Paweł II przywołując postać Założycielki Misjonarek Miłości powiedział:
„Jej misja rozpoczynała się każdego dnia o świcie przed Najświętszym
Sakramentem. W ciszy kontemplacji Matka Teresa z Kalkuty słyszała wołanie
Jezusa na krzyżu: «Pragnę! » To wołanie, przenikające do głębi jej serce,
kazało jej wyjść na ulice Kalkuty i na wszystkie peryferie świata, aby szukać
Jezusa w człowieku ubogim, opuszczonym, umierającym”.
Święta
z Kalkuty przypominała o tym swoim siostrom. Mówiła: „Wszystko
u Misjonarek Miłości istnieje tylko po to, by zaspokoić pragnienie Jezusa.
Jego słowo: «Pragnę», na ścianach każdej kaplicy Misjonarek Miłości, nie
pochodzi tylko z przeszłości, ale jest żywe tu i teraz, wypowiedziane
do Was”.
Matka
Teresa powtarzała, że „najcięższą chorobą na Zachodzie nie jest gruźlica ani
trąd, lecz brak miłości, troski, poczucie, że jesteśmy nikomu niepotrzebni.
Fizyczne dolegliwości możemy leczyć różnymi medykamentami, ale osamotnienie,
rozpacz i brak nadziei możemy leczyć tylko miłością. Niemało ludzi na świecie
umiera z braku kromki chleba, znacznie więcej jednak umiera z braku miłości”.
„Nie
jest ważne ile robimy, ale ile miłości wkładamy w to, co robimy. Nie możemy
zrobić nic wielkiego, za to możemy czynić małe rzeczy z wielką miłością!”.
Drodzy
Moi! Pamiętajmy, że będzie to możliwe tylko wtedy, gdy sami mocno przylgniemy do
Serca Zbawiciela i będziemy nieustannie czerpać z tego źródła Bożej miłości,
którą Duch Święty rozlewa w naszych sercach i uzdalnia do wytrwałej posługi
miłosierdzia wobec bliźnich.
Matka
Teresa z Kalkuty, Założycielka Misjonarek Miłości, w jednym z wywiadów
powiedziała: „Owocem naszej więzi i żywej relacji z Jezusem i Maryją jest nasza
praca, wychodzenie z miłością Boga do naszych bliźnich spotykanych w
codzienności. Chciałabym podkreślić, że nie byłybyśmy w stanie podejmować się
takiej pracy, gdyby nie silniejsza moc, której Bóg udziela nam ze swojego Serca
na modlitwie. Dlatego nasze życie jest ściśle powiązane z Eucharystią, z
Chlebem życia. Jezus Eucharystyczny oraz Jezus obecny w ubogich pomaga nam
stawać się kontemplatywnymi w świecie, jesteśmy blisko Niego 24 godziny na dobę”.
Matka
Teresa, Samarytanka naszych czasów, przekazuje nam krótką regułę życia: „Owocem
ciszy jest modlitwa. Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość.
Owocem miłości jest służba. Owocem służby jest pokój”.
Drodzy
bracia i siostry! Razem ze Świętą Misjonarką Miłości z Kalkuty klękamy w ciszy
u stóp Zbawiciela, adorujemy Jezusa – Hostię, aby na nowo uważnie wsłuchać się
w Jego „Pragnę” i odpowiedzieć na nie z pełnym miłości oddaniem:
"Panie,
oto moje ręce: weź je, aby niosły pomoc ubogim i cierpiącym.
Oto
moje stopy, aby mogły pójść i nawiedzić tych, którzy są samotni.
Oto
mój głos dla tych, którzy potrzebują słów pełnych miłości.
Oto
moje serce: niechaj służy jedynie dla miłości.
Weź
moje serce i wszystko, co posiadam".
Amen.
o. Piotr Męczyński O.Carm.
Obory,
8 marca A. D. 2026
|