21.06.2026
22.06.2026 - ostatnia aktualizacja
Szalom alejchem! - Pokój Wam!


Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Jak uczy papież Benedykt XVI:

„Człowiek jest stworzony do pokoju, który jest darem Boga. Trzeba o niego się modlić jako o Boży dar, a jednocześnie go budować, angażując się z całych sił”.

„Niech będzie coraz więcej ludzi, którzy bez hałasu, pokornie i wytrwale, dzień po dniu stają się budowniczymi pokoju” – zachęca papież Franciszek.

Królowa Pokoju z Medjugorie uczy nas być prawdziwymi apostołami i budowniczymi pokoju, mówiąc: „Prawdziwy pokój będzie miał jedynie ten, kto w swoim bliźnim dostrzega i kocha mojego Syna”. „Droga do mego Syna, który jest prawdziwym pokojem i miłością, prowadzi poprzez miłość do bliźnich”.

W tym miejscu pragnę podzielić się z wami pięknym świadectwem pątniczki z Podlasia, którą miałem zaszczyt spotkać w Medjugorie i na Wieczerniku Królowej Pokoju w Oborach.

P. Helena z Siedlec, emerytowana pielęgniarka, w roku 2003 wyjechała do Jerozolimy, by tam pełnić misję wolontariuszki, służąc chorym i wprowadzać Chrystusowy pokój. Oto fragment jej wspomnienia:

„Pracujemy w hospicjum jako wolontariuszki, świadcząc posługę ciężko chorym leżącym w łóżku; sparaliżowanym, poruszającym się na wózkach inwalidzkich, osobom starszym oraz niesprawnym psychicznie i fizycznie. W zakładzie tym przebywa, wymagających specjalnej troski ponad pięćdziesiąt osób.

Dzień naszej pracy rozpoczynamy o godzinie szóstej rano, wykonując toaletę poranną przy chorych w łóżku, następnie przyprowadzamy ich na wózkach do świetlicy, gdzie wspólnie uczestniczymy w codziennej Mszy świętej. W ciągu dnia wykonujemy wiele innych czynności, jak: karmienie, pomoc w sprawach fizjologicznych, wyprowadzanie na spacer oraz sprzątanie, ścielenie łóżek. Ponieważ nie znamy ich języka, nie możemy prowadzić dialogu słownego; porozumiewamy się więc językiem miłości.

Pensjonariusze tego zakładu są z różnych narodowości, a więc: Arabowie, Palestyńczycy, Etiopczycy, Aramejczycy oraz Żydzi. W większości są nimi ochrzczeni katolicy. Pokochałam całym sercem tych sympatycznych staruszków i naprawdę zobaczyłam w nich upokorzonego i cierpiącego Chrystusa. Szkoda, że nie rozumiem tej szczerej mowy, wypowiadanej w różnych językach. Ja również tyle miałabym im do powiedzenia.

Modlę się więc często za nich podczas spaceru, karmienia czy innych czynności. Odmawiam różaniec, a oni są mi wdzięczni, widząc w moich rękach ten „łańcuch miłości”.

Mieszkamy na wzgórzu, w sąsiedztwie muru granicznego między Palestyną a Izraelem, co stwarza sytuację trochę niepokojącą. Spacerujemy wzdłuż tego muru i dostrzegamy wozy policyjne oraz w pełni uzbrojonych umundurowanych żołnierzy.

Przy samym murze stoją pełniący tutaj straż graniczną izraelscy policjanci. Mur graniczny w tym miejscu jest częściowo rozebrany. Palestyńczycy, chcąc ułatwić sobie drogę do miasta, w którym żyją i pracują, uczynili sobie prowizoryczne przejście.

Ulice zupełnie puste. Nie ma pielgrzymów i brak przechodniów. Tylko gromadki ślicznych, bardzo hałaśliwych dzieciaków bawiących się bezpośrednio na ulicy. Biegną za nami i krzyczą: „Shalom!” Obserwujemy także stojące przed domami tutejsze kobiety. Ubrane są w długie ciemne suknie, na głowach mają duże białe chusty, otulające dokładnie całą górną część ciała.

Jerozolima jest podzielona na dwie zasadnicze części; podobnie jak całe państwo Izrael. Dzielnica żydowska jest elegancka, czysta i bogata. Natomiast dzielnica arabska, w której mieszkamy, jest biedna, brudna i zaniedbana. Zamieszkują tu w większości Arabowie, wyznania muzułmańskiego. W obydwu częściach wymienione narodowości zachowują swoje charakterystyczne tradycje, uwzględniając styl życia, sposób ubierania oraz kultu religijnego.

Dziwna sprawa, wszyscy tutaj razem żyją, pracują, modlą się, pomagają sobie nawzajem, a jednak dzieli ich mur. Nasz zakład, w którym służymy i mieszkamy, znajduje się w dzielnicy arabskiej, tuż przy murze izraelsko-palestyńskim. Ten graniczny mur jest bardzo wysoki i zbudowany z wielkich grubych betonowych płyt zakończonych szeroką warstwą kolczastych drutów (zasieków).

Dowiedzieliśmy się o nowej tragedii ludzkiej na ziemi, która powinna być świętą. Wczoraj, na ulicach Jerozolimy, po raz kolejny, miał miejsce zamach na ludzkie życie. Prawdopodobnie Arab w przebraniu ortodoksyjnego Żyda, jadąc miejskim autobusem, miał przy sobie wybuchowy ładunek, który eksplodował. Zginęło 15 osób, a ponad 60 jest rannych. Niestety, takie sytuacje zdarzają się tutaj, mimo ogromnej ilości patrolującej w wielu miejscach policji.

W tym świętym miejscu są także niespokojne serca, które ciągle kierują się nienawiścią, walcząc między sobą. Nadal nie wierzą, że żyją na ziemi, gdzie Chrystus umarł za każdego i zamykają się na Jego łaskę.

Znalazłam się w Ziemi Świętej, bo tak chciał Bóg. Wykonywałam tam pracę polegającą na służeniu ludziom starszym, ciężko chorym, niesprawnym fizycznie i psychicznie. Starałam się zawsze być blisko nich, by zastępować im najbliższą rodzinę, za którą tęsknili. Każdą czynność spełniałam uczciwie, wkładając w nią całe swoje serce.

Wykonując toaletę w łóżku przy ciężko chorych, całowałam każdą umytą część ciała, by w ten sposób zyskać ich życzliwość. Podczas karmienia często modliłam się z nimi na różańcu, aby zrozumieli, że kochamy tego samego Boga, że łączy nas swoją miłością Maryja.

Pewnego razu posłano mnie do chorej Arabki, która nazywała się Bakija Abud. Była sparaliżowana, przykuta na stałe do łóżka, bezzębna i niewidoma. Karmiłam ją powoli i śpiewałam jej po polsku Litanię Loretańską, bo był miesiąc maj. Słuchała, jakby rozumiała i skonsumowała całą porcję, chociaż miała problem z połykaniem. Po nakarmieniu podałam jej jeszcze cukierka. Swą bezzębną buzią uśmiechnęła się do mnie z taką życzliwością, że naprawdę zobaczyłam w niej, w tym uśmiechu, samego Jezusa. Od tego momentu ta osoba była już jedną z moich stałych podopiecznych. Pokochałam ją całym sercem, a ona pokochała mnie.

Okazało się później, że ta chora jest bardzo samotna. Nie ma żadnej rodziny, nikt nigdy jej nie odwiedzał. Wśród pracowników uchodziła za osobę niespokojną i natrętną, która ciągle „czegoś chce”. A ona po prostu pragnęła tylko trochę życzliwości, którą odnalazła w mojej szczerej posłudze. Bardzo się starałam, by zastąpić jej najbliższą rodzinę, natomiast ona w swoim pokornym cierpieniu ukazała mi Jezusa, którego dostrzegałam w każdym przebywającym tam staruszku.

Siłę i mądrość do tej służby czerpałam z modlitwy pod krzyżem na Golgocie, klęcząc przy skale, na której stał krzyż Chrystusa. Tam uczyłam się nowej, bezinteresownej miłości. Każdą wolną chwilę spędzałam w Jerozolimie na Kalwarii oraz w wielu innych miejscach uświęconych żywą obecnością Jezusa i Maryi, dziękując Im za dar życia wśród Jego wybrańców naznaczonych cierpieniem.

Po trzech miesiącach kończyła się moja praca jako wolontariuszki na ziemi Jezusa. Moja umiłowana podopieczna Abud, kiedy się dowiedziała, że ją pozostawiam, bo wyjeżdżam, bardzo płakała. Jej rozpacz można by porównać z płaczem dziecka, które traci ukochaną matkę. Patrząc na jej żal, ja również się rozczuliłam i zapamiętałam ją na całe życie. W trudnych chwilach mojego życia, przypomina mi ona zawsze cierpiącego, kochającego Chrystusa”.

Najmilsi Bracia i Siostry!

Jezus objawił nam, że „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8) i że największym powołaniem każdej osoby jest miłość mająca swe źródło w Sercu Boskiego Odkupiciela. Św. Jan Apostoł, który stał u boku Matki Bolesnej pod krzyżem Chrystusa, pisze: „My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: „Miłuję Boga”, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego” (1J 4, 19 – 21).

Pani Helena spełniając w Ziemi Świętej bezinteresowną posługę miłości, daje nam wspaniały przykład budowania pokoju i burzenia murów nienawiści. Przypomina, że tylko miłość jest twórcza! Bez miłości nie ma pokoju. Szkołą zaś i źródłem tej miłości jest krzyż Chrystusa. To właśnie na Kalwarii, jak ze źródła, czerpała codziennie tę miłość, którą niosła potem bliźnim. Wiedziała, ze jest nim każdy mieszkający w Jerozolimie żyd, muzułmanin i chrześcijanin.

Bracia i Siostry, wszyscy jesteśmy wezwani, by stać się apostołami miłości i pokoju Chrystusa.

Do tego wzywa nas Piękna Pani z Medjugorie. „Maryjo, dlaczego jesteś taka piękna?” – zapytały się dzieci podczas jednego z objawień. A Ona uśmiechając się łagodnie rzekła: „Drogie dzieci, jestem piękna ponieważ kocham. Wy też kochajcie, wtedy i wy będziecie piękni”.

„Miłość jest bezustannym wędrowaniem”  - pisał ks. Józef Tischner. Papież Franciszek mówi, że „nie możemy wyobrażać sobie Maryi „jako nieruchomego posągu z wosku”, ale widzimy w Niej „siostrę w znoszonych sandałach, zmęczoną”, ponieważ szła za Panem, aby spotkać swoich braci i siostry, kończąc swoją podróż w chwale nieba”.

„Nie śmierć ale miłość całą Cię zabrała…” – pisał o Niej w swojej poezji ks. Jan Twardowski.

Ojciec Święty w orędziu na Światowy Dzień Chorego 2014 roku napisał: „Kiedy stylem naszego działania staje się wielkoduszne poświęcenie dla innych, to tworzymy przestrzeń dla Serca Chrystusa i jesteśmy nim rozpaleni, wnosząc w ten sposób nasz wkład do przyjścia Królestwa Bożego.

Naszemu rozwojowi w czułości, w miłosierdziu naznaczonym szacunkiem i delikatnością, pomaga wzór chrześcijański, ku któremu pewnie trzeba kierować nasze spojrzenie. Jest to Matka Jezusa i nasza Matka, bacznie wsłuchująca się w głos Boga oraz potrzeby i trudności swych dzieci. Maryja, pobudzona Bożym miłosierdziem, które w niej staje się ciałem, zapomina o sobie i pospiesznie wyrusza w drogę z Galilei do Judei, aby zobaczyć się z swoją krewną Elżbietą, wstawia się u swego Syna na weselu w Kanie, gdy widzi, że brakuje wina na godach, niesie w swoim sercu przez całą swoją pielgrzymkę życiową słowa starca Symeona, który zapowiedział, że miecz przeniknie Jej duszą i mężnie trwa u stóp Jezusowego krzyża. Ona wie, jak pokonuje się tę drogę i dlatego jest Matką wszystkich chorych i cierpiących. Ufnie możemy się do Niej uciekać z synowskim oddaniem, będąc pewnymi że będzie nam pomagać, wspierać nas i że nas nie opuści. Ona jest Matką Chrystusa zmartwychwstałego: trwa przy naszych krzyżach i towarzyszy nam na naszej drodze ku zmartwychwstaniu i życiu w pełni”.

Święty Charbel, maronicki pustelnik z Libanu, zjednoczony z Sercem Zbawiciela, wzywa:

„Zwróćcie się do siebie nawzajem, popatrzcie na siebie, posłuchajcie się wzajemnie, pozdrówcie, pocieszcie słowami miłości i otuchy, wyjdźcie z siebie i wyruszcie do swoich braci, obejmijcie się w miłości Chrystusa”.

A przychodząc mówcie wszystkim: „Szalom alejchem (hebr.) – Salam alejkum (arab.) – Pokój wam! (J 20, 19). Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

Obory, 20 czerwca A. D. 2026


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio