01.06.2026
Maryjne Nawiedzenie – dar i zadanie


Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Drodzy Czciciele Matki Bożej Bolesnej, zgromadzeni w ciszy Oborskiego Karmelu!

I

W zwieńczeniu ołtarza głównego oborskiej świątyni znajduje się okrągły obraz (tzw. tondo) przedstawiający ewangeliczną scenę Nawiedzenia w Ain Karem (por. Łk 1, 36 – 56). Na progu domu Elżbieta wita swoją młodziutką krewną z Nazaretu. Nadchodząca Maryja będąca brzemienną jest ubrana w różową suknię i błękitny płaszcz, a na Jej głowie biały welon. Biały welon symbolizuje Jej wieczyste dziewictwo, a różowy wyraża tajemnicę Jej Bożego Macierzyństwa. Błękitny płaszcz przypomina że Maryja wyniesiona z duszą i ciałem do niebieskiej chwały nieustannie otacza nas płaszczem swej opieki i wspiera swoim wstawiennictwem w naszej drodze do Nieba. Elżbieta ukazana jest jako kobieta starsza, w zielonej sukni i ciemnoniebieskim płaszczu. Z tyłu za Elżbietą stoi jej mąż Zachariasz.

Dokładny opis Nawiedzenia zostawił nam św. Łukasz w swojej Ewangelii (Łk 1, 39-56). Według tradycji miało ono miejsce w Ain Karim, około 7 km na zachód od Jerozolimy. Maryja całą drogę z Nazaretu do Ain Karim odbyła pieszo. Być może przyłączyła się do jakiejś pielgrzymki, idącej do Jerozolimy. Trudno bowiem przypuścić, aby szła sama w tak długą drogę, która mogła wynosić ok. 150 kilometrów. Dlatego na wskazanym przeze mnie wcześniej obrazie umieszczonym w zwieńczeniu głównego ołtarza widzimy idącego za Maryją mężczyznę z ciemną brodą, w niebieskiej szacie i brązowym płaszczu, z kapeluszem na głowie i kosturem, czyli laską pielgrzymią w ręku, oraz workiem przerzuconym przez plecy. Według mistyczki bł. Anny Katarzyny Emmerich był to sam św. Józef, który odprowadził swoją Oblubienicę do domu Zachariasza i Elżbiety, a następnie powrócił do Nazaretu. A być może był to jeden z wielu pątników zdążających w pobożnej pielgrzymce do Jerozolimy do których Maryja przyłączyła się po drodze.

Ten okrągły obraz znajdujący się nad Cudowną Figurą przypomina o początku fundacji i tytule nadanym oborskiej świątyni. W roku 1605 Łukasz i Anna Rudzowscy, starsi i bezdzietni małżonkowie, właściciele Obór, zaprosili i umówili się z karmelitami z Bydgoszczy, i tuż po święcie Nawiedzenia NMP, podpisali w Rypinie akt erekcyjny kościoła i klasztoru. Karmelici bydgoscy obejmując nową fundację przynieśli ze sobą Pietę – wsławioną już łaskami figurę Matki Bożej Bolesnej. Ich przybycie do Obór oznaczało przybycie Maryi, ponieważ „Carmelus totus Marianus est” (Karmel jest cały Maryjny). I tak w Oborach rozpoczęło się to niezwykłe Maryjne Nawiedzenie, które trwa do dzisiaj – już ponad cztery wieki. Jak mówi pobożna legenda, zapisana przez klasztornego kronikarza, Figura Matki Bożej Bolesnej dwukrotnie była z powrotem zabierana przez karmelitów do Bydgoszczy, ale sama w jakiś cudowny i nadprzyrodzony sposób z powrotem przenosiła się do Obór. W ten sposób Matka Bolesna dała znać, że sama wybrała sobie i ukochała to ciche i ustronne miejsce, i tutaj pragnie spotykać się ze swoimi dziećmi. Od tego dnia do Oborskiego Karmelu przybywają pokolenia rozmodlonych pielgrzymów, aby w ciszy spotkać się z Maryją, doświadczyć łaski Jej macierzyńskiego nawiedzenia i wyśpiewać Bogu radosne „Magnificat”.

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni na Świętej Wieczerzy w ciszy Oborskiego Karmelu!

Czego uczy nas Maryja w ewangelicznej scenie swego wędrowania i nawiedzenia opisanej przez św. Łukasza i ukazanej na obrazie znajdującym się nad tabernakulum w zwieńczeniu głównego ołtarza?

Wędrówkę Maryi z Nazaretu do Ain Karem można więc nazwać pierwszą procesją Bożego Ciała. Maryja niesie pod sercem ukrytego Jezusa, Boga - Człowieka, oczekiwanego przez wszystkich Zbawiciela świata – jest Jego pierwszą, żywą monstrancją i kustodią, żywą Arką Nowego Przymierza kryjącą w sobie Boską Mannę. Możemy sobie wyobrazić z jaką radością Maryja przemierza polne drogi Judei i razem z całym stworzeniem wyśpiewuje Bogu hymn uwielbienia i dziękczynienia. Przychodząc do domu Zachariasza, aby usłużyć brzemiennej Elżbiecie staje się szczególnym świadkiem bliskości i czułej miłości Boga. Mówi o niej całą swoją postawą i pokorną posługą, poprzez swoje słowa i gesty oraz uśmiech. Wskazuje, że źródłem tej pięknej miłości bliźniego jest sam Jezus, z którym Ona jest doskonale zjednoczona. On, choć jeszcze ukryty w Jej dziewiczym łonie, rozpala Jej Serce i Ona Go przynosi z radością do Elżbiety. Przez trzy miesiące Jezus pozostaje w domu Zachariasza ukryty w dziewiczym łonie Maryi jak w tabernakulum kościoła.

Pięknie wyjaśnia to św. Jan Paweł II mówiąc, że Maryja w pewnym sensie jest „tabernakulum” – pierwszym „tabernakulum” w historii, w którym Syn Boży (jeszcze niewidoczny dla ludzkich oczu) pozwala się adorować Elżbiecie, niejako „promieniując” swoim światłem poprzez oczy i głos Maryi.

Najmilsi Bracia i Siostry! Trzeba, aby Jezus tak promieniował poprzez każdego z nas, gdy przyjmujemy Go do serca w Komunii świętej i idziemy z Nim do naszych rodzin, pochylamy się nad dziećmi, odwiedzamy chorych, ofiarujemy nasz czas samotnym, odwiedzamy osoby starsze – przeżywające jesień życia, gdy idziemy codziennie do naszego Ain Karem – z pokorną posługą miłości.

Bez Niego taka ofiarna i wytrwała posługa miłości bliźniego byłaby wręcz niemożliwa. Mówi o tym święta Faustyna w swoim Dzienniczku, gdy wyznaje: O Jezu (…)  gdybyś sam nie zapalał w duszy mojej tej miłości, nie umiałabym w niej wytrwać. Sprawia to Twoja miłość Eucharystyczna, która mnie codziennie zapala.

Przypomina o tym także Służebnica Boża Wanda Malczewska, żyjąca w XIX wieku polska mistyczka, troskliwie opiekująca się chorymi i ubogimi. W jednej z wizji mistycznych z ust Matki Bożej usłyszała słowa: „Córko Moja! Czyżbyś ty dotąd żyła i wśród różnych bied pokój duszy zachowała, gdybyś Najświętszego Sakramentu codziennie nie przyjmowała! Któż cię uleczył z ciężkiej, obłożnej cho­roby... Kto ci daje siły obchodzić chorych, jeżeli nie Najświętszy Sakrament?".

Podobnie Święta Matka Teresa z Kalkuty posługująca najbiedniejszym z biednych na ulicach Kalkuty wskazuje nam Jezusa obecnego w tabernakulum ołtarza i mówi: „Tutaj jest źródło mojego życia, mojego powołania i poświęcenia się ludziom cierpiącym. On jest moim życiem, moją miłością, moim wszystkim”.

Nasz wielki Rodak Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „Eucharystia pochodzi z miłości i rodzi miłość”.

Drodzy bracia i siostry!

Niech także dla nas Eucharystia stanie się prawdziwym sercem i centrum całego naszego chrześcijańskiego życia, źródłem duchowej mocy na drodze wierności Chrystusowi oraz codziennej służby Bogu i ludziom. Pozwólmy, aby Jezus Eucharystyczny żył w nas i promieniował przez nas miłością swego Serca, tak jak promieniował przez Maryję nawiedzającą brzemienną Elżbietę i Zachariasza w Ain Karem.

W szczególny sposób tę maryjną posługę nawiedzenia kontynuuje i przypomina kapłan odwiedzający chorego z darem Najświętszej Eucharystii. Ze wzruszeniem wspominam w tym miejscu wypowiedzi naszych chorych parafian odwiedzanych z posługą kapłańską w pierwszy piątek miesiąca. Przez całe życie wiernie przychodzili do tej świątyni na niedzielne spotkanie z Jezusem Eucharystycznym i Matką Bolesną. Dzisiaj, gdy ze względu na stan zdrowia nie mogą tutaj przybyć, jakże wielką pociechą jest dla nich comiesięczne spotkanie z kapłanem, który przynosi im Eucharystię, a nawet – jak sami zaświadczają – samo tylko spojrzenie przez okno ich domu na widoczną z odległości kilku kilometrów wieżę oborskiego kościoła, która wraz z dźwiękiem dzwonów zaprasza ich do modlitewnego spotkania z Chrystusem w świątyni swego serca.

Oni wiedzą i głęboko ufają, że z tego Świętego Miejsca, które wskazuje im wieża kościoła, Matka Bolesna nieustannie obejmuje ich swoim czułym spojrzeniem, pociesza i podtrzymuje w drodze prowadzącej śladami Jej Cierpiącego Syna do Domu Ojca w Niebie.

Drodzy bracia i siostry!

Pani Bolesna dana nam przez Chrystusa w testamencie z krzyża za Matkę trwa tutaj wiernie ze swoimi dziećmi, i jak wieczna lampka wskazuje nam źródło życia ukryte w tabernakulum ołtarza – Jezusa obecnego w Świętej Hostii.

Ona tuląca w ramionach Boskie Dzieciątko, a później na Kalwarii przyjmująca Jego Ciało zdjęte z krzyża, stała się Jego pierwszą i żywą monstrancją, tronem miłości Boga.

W płockim muzeum diecezjalnym znajduje się piękna monstrancja dla Jezusa Eucharystycznego przedstawiająca Pietę czyli postać Matki Bolesnej przyjmującej na ramiona Ciało Jezusa po zdjęciu z krzyża. W miejscu ukazującym postać Zbawiciela, kapłan umieszcza świętą Hostię i zaprasza wszystkich do adoracji Baranka Bożego.

Jerzy, lekarz z Zielonej Góry, uzdrowiony z choroby nowotworowej w swoim świadectwie napisał:

„Był rok 2005. Po przyjeździe naszej grupy autokarowej do Obór uczestniczyłem we Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu.

Na koniec Adoracji kapłan szedł z Najświętszym Sakramentem między klęczącymi pielgrzymami, zatrzymując się przy kolejnych grupach i błogosławił. W ten sposób przybliżał się do mnie i do mojej żony klęczącej obok mnie. Wpatrywałem się cały czas w Hostię niesioną w monstrancji przez ojca karmelitę.

Gdy Najświętszy Sakrament był ok. 1,5m ode mnie widziałem jedynie ogromny jasny blask  i niczego więcej nie widziałem. Wtedy zacząłem się trząść i dygotać na całym ciele i oblał mnie rzęsisty pot, tak, że koszulka w którą byłem ubrany, była całkowicie mokra. Nagle osłabłem i prosiłem żonę, aby mnie podtrzymała. To trwało ok. 1-2 minuty.

Odzyskałem widzenie otaczającego mnie świata, a kapłan przeszedł z Najświętszym Sakramentem do następnej grupy pielgrzymów. W tym momencie miałem niezachwianą pewność, że jestem zdrowy. Od tamtego czasu minęło 19 lat i jestem ciągle pod obserwacją lekarzy, ale nie ma objawów choroby nowotworowej.”.

Bracia i siostry! Patrząc na śnieżnobiałą Hostię uniesioną w dłoniach kapłana rozpoznajmy spoczywające na nas Oblicze Zmartwychwstałego Pana, Jego Serce otwarte dla każdego, Jego ramiona wyciągnięte do wszystkich.

On z każdego tabernakulum i w każdej Mszy Świętej nieustannie kieruje do nas swoje serdeczne wezwanie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię!

„On jest boskim Gościem duszy, oparciem w każdej słabości, mocą w każdej próbie, pociechą w każdym cierpieniu, jest chlebem życia, ostatecznym przeznaczeniem człowieka” (św. Jan Paweł II).

Zbliżmy się do Niego z wiarą i ufnością, z pełnym miłości oddaniem i zawierzeniem Jego Najświętszemu Sercu.

II

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry, zgromadzeni w Oborskim Domu Maryi!

Kontynuujemy nasze rozważanie tajemnicy Nawiedzenia ukazanej w Ewangelii Św. Łukasza, wspominanej dzisiaj w liturgii Kościoła i stanowiącej także tytuł oborskiej świątyni.

Papież Franciszek nawiązując do tego wydarzenia w Ain Karem mówi: „Po zwiastowaniu Maryja mogłaby skupić się na samej sobie, na zmartwieniach i obawach, związanych z jej nowym stanem. A jednak nie czyni tego, ale całkowicie ufa Bogu. Myśli raczej o Elżbiecie. (…) Powstaje i wyrusza w drogę. (…)

Maryja pozwoliła, by wyzwaniem stały się dla niej potrzeby jej starszej kuzynki. Nie wycofała się, nie pozostała obojętną. Myślała bardziej o innych, niż o sobie samej. I to wniosło w jej życie dynamizm i entuzjazm.

Każdy z was – mówi papież Franciszek – może zadać sobie pytanie: w jaki sposób reaguję na potrzeby, jakie widzę wokół siebie? Czy myślę natychmiast o usprawiedliwieniu, by zwolnić się z obowiązku, czy też wykazuję zainteresowanie i oddaję siebie do dyspozycji?

Oczywiście, nie możecie rozwiązać wszystkich problemów świata. Ale być może możecie zacząć od tych, które są najbliżej was, od spraw w waszej okolicy.

Kiedyś ktoś powiedział Matce Teresie z Kalkuty: „To, co matka robi, jest zaledwie kroplą w oceanie”. A ona odpowiedziała: „Ale gdybym tego nie robiła, w oceanie byłoby o jedną kroplę mniej”.

Wobec konkretnej i pilnej potrzeby, należy działać pośpiesznie [jak Maryja]. Jak wiele osób na świecie czeka na odwiedziny kogoś, kto się nimi zajmie! – mówi papież Franciszek. Ileż osób starszych, chorych, (…) potrzebuje naszego współczującego spojrzenia, naszych odwiedzin, jako brata lub siostry, pokonujących barierę obojętności!”.

"Wolontariuszka posługująca w parafialnym Caritas odwiedza chorą na nowotwór sąsiadkę. W mieszkaniu – spotkanie rodzinne, przyjęcie imieninowe. Obok w pokoju – samotnie leżąca chora, już w stanie agonalnym. Ela zaprasza rodzinę do wspólnej modlitwy z babcią. «Teraz nam nie zawracaj głowy, później przyjdziemy». Sama modli się na różańcu o spokojną śmierć dla sąsiadki. Jakie było zdziwienie rodziny, kiedy usłyszeli, że babcia już zmarła. Mieli możliwość towarzyszenia w tak ważnej chwili, jaką jest umieranie, ale ją przegapili. Mogli się spotkać i być razem, tworzyć wspólnotę – wybrali coś innego. Tylko dzięki Eli ta starsza kobieta doświadczyła nie tylko odwiedzin życzliwej osoby, ale nawiedzenia Boga, który pomógł jej spokojnie odejść z tego świata".

Bracia i Siostry! Wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, by tak jak Maryja, być nosicielami Boga dla innych. Święto Nawiedzenia nie jest tylko wspomnieniem przeszłości, ale zaproszeniem na dziś: Bóg nawiedza mnie, abym i ja stał się Jego obecnością dla drugiego człowieka.

Papież Franciszek przypomina: „Odwiedzanie chorych jest zaproszeniem skierowanym przez Chrystusa do wszystkich Jego uczniów. Ile osób chorych i starszych mieszka w domach i czeka na wizytę! Posługa pocieszania jest zadaniem każdego ochrzczonego, który pamięta o słowach Jezusa: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie”.

Ojciec Święty w jednym z orędzi na Światowy Dzień Chorego napisał: „Choroba jest częścią naszego ludzkiego doświadczenia. Może jednak stać się czymś nieludzkim, jeśli jest przeżywana w izolacji i opuszczeniu, jeśli nie towarzyszy jej troska i współczucie. (…)

Wszyscy jesteśmy delikatni i wrażliwi; wszyscy potrzebujemy tej współczującej uwagi, która potrafi się zatrzymać, zbliżyć, uzdrowić i podnieść. Sytuacja, w jakiej znajdują się chorzy jest więc apelem, który przerywa obojętność i spowalnia krok tych, którzy idą naprzód, jakby nie mieli sióstr i braci”.

Ojciec Święty przypomina, że „chory jest zawsze ważniejszy od jego choroby, dlatego w każdym podejściu terapeutycznym nie można pominąć wsłuchiwania się w głos pacjenta, jego historię, lęki i obawy. Nawet wtedy, gdy nie można wyleczyć, zawsze można otoczyć opieką, zawsze można pocieszyć, zawsze można sprawić, by pacjent poczuł bliskość, która świadczy o zainteresowaniu osobą bardziej niż jej chorobą”.

Prof. Władysław Sinkiewicz na spotkaniu lekarzy z kapelanami  gdańskich szpitali i hospicjów powiedział: „ (…) W swoich kontaktach z chorymi pamiętajmy o niezwykle ważnej rzeczy, by w tej określonej chwili rozmowy z chorym, tych kilka minut czasu, niech to będzie pięć minut – poświęcić tylko dla niego i wsłuchać się w jego słowa. (…) Wsłuchać się w jego gesty, w jego twarz, ręce, całe ciało, które czasami jest bardziej czytelne niż słowa. Wsłuchać się także w to, czego nie mówi, o czym za wszelką cenę nie chce powiedzieć, co boi się nazwać, przed czym ucieka.

Aby dobrze wsłuchać się w drugiego człowieka, trzeba oderwać się od swoich spraw i poświęcić mu swoją całą uwagę. Często jest to niełatwe. (…) Jednak dopiero wtedy, gdy znajduję czas, gdy chcę wsłuchać się w drugiego człowieka – mogę mu towarzyszyć”.

„W trosce Maryi odzwierciedla się czułość Boga – mówi papież Franciszek. Ta czułość uobecnia się w życiu licznych osób, które są blisko chorych i potrafią zrozumieć ich potrzeby, nawet najbardziej niedostrzegalne, ponieważ patrzą oczami pełnymi miłości”.

III

W scenie nawiedzenia widzimy Maryję, idącą z pośpiechem do Elżbiety, napełnioną i prowadzoną przez Ducha Świętego. Jako wierne dzieci Maryi kontynuujmy Jej matczyną posługę nawiedzenia. Nieśmy Jezusa i Jego Ewangelię. Pozwólmy, by Duch Pocieszyciel przemawiał przez nas językiem miłości, by pocieszał i opatrywał zranione serca, dodawał odwagi i napełniał pokojem, szczególnie tych, którzy się źle mają, którzy czują się opuszczeni i wykluczeni, którzy potrzebują światła nadziei oraz ciepła miłości i bliskości naszego Pana.

Drodzy Moi! Co to w praktyce powinno oznaczać dla nas przyjmujących i noszących szkaplerz Matki Bożej?

Odziani szkaplerzem stanowią jakby oczy, ręce i nogi Maryi, dzięki którym może Ona dotrzeć do wszystkich potrzebujących.

Lucyna z Warszawy mówi: „Matka Boża uzdolniła mnie do posługi chorym i cierpiącym w Domu Pomocy Społecznej. Pracuję tam jako opiekunka. Pielęgnuję nie tylko ich ciała ale również ich zbolałe dusze. Dzielę się z nimi o przemożnej opiece Matki Bożej w znaku Szkaplerza Świętego. Niektórzy z nich przed śmiercią przeżywają walkę duchową, wzywam na pomoc Maryję i całe Niebo aby przyszli im na pomoc, na ostatnie przejście do domu Ojca, modlę się nakładam Szkaplerz Święty, trzymam za rękę, wzywam Bożego Miłosierdzia. Widzę jak odchodzą w pokoju do wieczności. To piękne kiedy z Bożej łaski mogę być przy ich śmierci. Zanim nadejdzie ostatnia chwila często wzywam kapelana na ostatnią spowiedź, sakrament namaszczenia chorych. Jak pięknie jest służyć w obecności Matki Bożej. Posyła tam gdzie jest rozpacz i niezgoda, tam gdzie jest lęk i odrzucenie i gdzie brak przebaczenia. […] Kocham swoją posługę drugiemu człowiekowi, kiedy mogę służyć całą sobą moim chorym siostrom i braciom w Jezusie Chrystusie. Dziękuję Bogu za tak ogromne dobrodziejstwa jakich mi użyczył. Nasza Oborska wspólnota pielgrzymkowa ofiarowuje Szkaplerze Święte chorym i cierpiącym, które zakładane są przez kapelana w szpitalu dziecięcym w Międzylesiu, w szpitalu Bródnowskim ,w hospicjum na ulicy Bednarskiej, oraz w Domu Pomocy Społecznej w Warszawie. To Maryja w znaku Szkaplerza Świętego jednoczy ze swoim Synem Jezusem Chrystusem, uczy miłości do drugiego człowieka, uczy nie osądzać, lecz kochać miłością bezinteresowną, takich jakimi są. Maryja to wielka szkoła miłości. Dziś jestem inną osobą : widzę, słyszę i czuję inaczej jak przed laty. […] Dziękuję za wierność i wytrwałość w pielgrzymowaniu do Ciebie Matko, bo Ty jesteś ze mną i prowadzisz do Swojego Syna”.

Św. Matka Maravillas od Jezusa żyjąca w ukryciu karmelitańskiej klauzury w jednym z listów napisała:

„Wiem, że jesteś chory, że cierpisz, i nie muszę chyba mówić, jak bardzo pamiętam o tobie przed Panem i proszę Go o twoje zdrowie. Chciałabym jednak w czymś tobie usłużyć, ofiarować pewną pomoc, ulżyć w tym co mogę, a skoro nie mogę cię odwiedzić, bo jestem mniszką klauzurową, pomyślałam o tym, że poślę ci szkaplerz Maryi, naszej Matki, prosząc cię o dwie rzeczy: abyś go nosił i byś w nim widział pragnienie, aby Maryja uzdrowiła cię ze wszystkich cierpień fizycznych i moralnych, bo Ona jest Matką i wszystko rozumie, wszystkiego wysłuchuje, i wszystko czyni słodkim”.

Święty o. Rafał Kalinowski zachęca: „Noście zawsze Szkaplerz święty, nie pozwólcie sobie nigdy i pod żadnym warunkiem na to, aby się go pozbyć! Noście go pobożnie, ucałujcie go z miłością przynajmniej rano i wieczorem.”.

Antonia Salzano Acutis - Mama Bł. Carlo, chorego na białaczkę szpikową, nastoletniego przyjaciela internautów i młodzieży, dzieli się takim świadectwem o swoim synu:

„Pamiętam, że kiedy miał cztery lata, podarowałam mu złoty łańcuszek z medalikiem szkaplerznym Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Prababcia ofiarowała mi go w dniu chrztu, a ja ofiarowałam go synowi. Carlo nigdy się z nim nie rozstawał. „Dzięki niemu zawsze będę miał Jezusa i Matkę Bożą przy sercu", mówił.

On sam w kolejnych latach obdarowywał podobnymi medalikami szkaplerznymi innych ludzi. Szkaplerz należał do rzeczy, które otaczał szczególnym kultem. W pobliżu naszego domu w Mediolanie mieścił się klasztor ojców karmelitów. Często bywaliśmy u nich na Mszy Świętej. Tamtejszy kościół był poświęcony tajemnicy Bożego Ciała, prawdziwej i rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, którą Carlo darzył żarliwą miłością".

Także i my stańmy się przedłużeniem matczynych ramion Maryi obdarowując innych poświęconym szkaplerzem, aby mogła kontynuować swoje macierzyńskie nawiedzenie, pocieszać swoje dzieci, pomagać  w odzyskaniu chrzcielnej szaty łaski uświęcającej i jednoczyć z Jezusem w Eucharystii. Wielu pielgrzymów nawiedzających oborskie sanktuarium zabiera poświęcone szkaplerze dla osób chorych i starszych w domu, w szpitalu, klinice onkologicznej, hospicjum, inni przesyłają je na misje, zanoszą do więzienia, ofiarują ludziom uwikłanym w nałogi i dręczonym przez złego ducha. Podobnie dzieje się z małymi figurkami Matki Bożej Bolesnej z Obór, które po poświęceniu pielgrzymi zabierają do domu, aby umieścić na rodzinnym ołtarzyku, gdzie ze swoimi bliskimi zbierają się na codziennej modlitwie różańcowej. Wiele razy spotkam takie małej Piety Oborskiej Pani na stoliku przy łóżku chorego podczas comiesięcznych odwiedzin w naszej parafii. W ten prosty sposób Maryja nawiedza i pozostaje ze swoimi dziećmi przypominając o swojej czułej bliskości i troskliwej miłości, zachęcając do modlitwy oraz ufności w Jej pomoc i opiekę.

Drodzy bracia i siostry! Jak zatem widzimy rozważana dzisiaj tajemnica Nawiedzenia Maryi stanowi dla nas wielki dar i jednocześnie zadanie. Przede wszystkim mamy coraz bardziej upodabniać się do Maryi, do Jej ducha – naśladować i przyoblekać w Jej cnoty, nie licząc zuchwale na siebie, ale powierzając ufnie Jej macierzyńskiej pomocy i prowadzeniu. W istocie, Maryja pragnie kontynuować swoje nawiedzenie razem z nami i przez nas, pragnie, byśmy nieśli innym Jezusa i stali się przedłużeniem Jej matczynych ramion.

Pozwólmy Jej działać w nas i przez nas, kiedy i jak chce. Odnawiajmy codziennie nasze oddanie się Maryi, Jej miłość w naszych sercach, Jej spojrzenie w naszych oczach, Jej uśmiech na naszych twarzach, Jej pokój w naszym głosie, Jej miłosierdzie w naszych wyciągniętych dłoniach.

Święty Maksymilian Kolbe uczy: „My chcemy być w sposób jeszcze bardziej bezgra­niczny zawładnięci przez Nią, by to Ona sama myślała, mówiła, działała za naszym pośred­nictwem. Pragniemy do tego stopnia należeć do Niepokalanej, by nie pozostało w nas nic, co by Nią nie było, byśmy jakby unicestwili się w Niej, byśmy przemienili się w Nią, aby tylko Ona pozostawała”. (POMK, VII, 452).

„Maryjo, niewiasto działania, spraw, by nasze ręce i nasze stopy poruszały się „z pośpiechem” ku innym, żeby nieść miłosierdzie i miłość Twojego Syna Jezusa, żeby nieść w świat – tak jak Ty – światło Ewangelii” (pap. Franciszek). Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

 

Obory, 31 maja A. D. 2026


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio