Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Drodzy Czciciele Matki Bożej Bolesnej, zgromadzeni w
ciszy Oborskiego Karmelu!
I
W zwieńczeniu ołtarza głównego oborskiej świątyni
znajduje się okrągły obraz (tzw. tondo) przedstawiający ewangeliczną scenę
Nawiedzenia w Ain Karem (por. Łk 1, 36 – 56). Na progu domu Elżbieta wita swoją
młodziutką krewną z Nazaretu. Nadchodząca Maryja będąca brzemienną jest ubrana
w różową suknię i błękitny płaszcz, a na Jej głowie biały welon. Biały welon
symbolizuje Jej wieczyste dziewictwo, a różowy wyraża tajemnicę Jej Bożego
Macierzyństwa. Błękitny płaszcz przypomina że Maryja wyniesiona z duszą i ciałem
do niebieskiej chwały nieustannie otacza nas płaszczem swej opieki i wspiera
swoim wstawiennictwem w naszej drodze do Nieba. Elżbieta ukazana jest jako
kobieta starsza, w zielonej sukni i ciemnoniebieskim płaszczu. Z tyłu za
Elżbietą stoi jej mąż Zachariasz.
Dokładny opis Nawiedzenia zostawił nam św. Łukasz w
swojej Ewangelii (Łk 1, 39-56). Według tradycji miało ono miejsce w Ain Karim,
około 7 km na zachód od Jerozolimy. Maryja całą drogę z Nazaretu do Ain Karim odbyła
pieszo. Być może przyłączyła się do jakiejś pielgrzymki, idącej do Jerozolimy.
Trudno bowiem przypuścić, aby szła sama w tak długą drogę, która mogła wynosić
ok. 150 kilometrów. Dlatego na wskazanym przeze mnie wcześniej obrazie
umieszczonym w zwieńczeniu głównego ołtarza widzimy idącego za Maryją mężczyznę
z ciemną brodą, w niebieskiej szacie i brązowym płaszczu, z kapeluszem na
głowie i kosturem, czyli laską pielgrzymią w ręku, oraz workiem przerzuconym
przez plecy. Według mistyczki bł. Anny Katarzyny Emmerich był to sam św. Józef,
który odprowadził swoją Oblubienicę do domu Zachariasza i Elżbiety, a następnie
powrócił do Nazaretu. A być może był to jeden z wielu pątników zdążających w
pobożnej pielgrzymce do Jerozolimy do których Maryja przyłączyła się po drodze.
Ten okrągły obraz znajdujący się nad Cudowną Figurą
przypomina o początku fundacji i tytule nadanym oborskiej świątyni. W roku 1605
Łukasz i Anna Rudzowscy, starsi i bezdzietni małżonkowie, właściciele Obór,
zaprosili i umówili się z karmelitami z Bydgoszczy, i tuż po święcie
Nawiedzenia NMP, podpisali w Rypinie akt erekcyjny kościoła i klasztoru.
Karmelici bydgoscy obejmując nową fundację przynieśli ze sobą Pietę – wsławioną
już łaskami figurę Matki Bożej Bolesnej. Ich przybycie do Obór oznaczało przybycie
Maryi, ponieważ „Carmelus totus Marianus est” (Karmel jest cały Maryjny). I tak
w Oborach rozpoczęło się to niezwykłe Maryjne Nawiedzenie, które trwa do
dzisiaj – już ponad cztery wieki. Jak mówi pobożna legenda, zapisana przez klasztornego
kronikarza, Figura Matki Bożej Bolesnej dwukrotnie była z powrotem zabierana
przez karmelitów do Bydgoszczy, ale sama w jakiś cudowny i nadprzyrodzony
sposób z powrotem przenosiła się do Obór. W ten sposób Matka Bolesna dała znać,
że sama wybrała sobie i ukochała to ciche i ustronne miejsce, i tutaj pragnie
spotykać się ze swoimi dziećmi. Od tego dnia do Oborskiego Karmelu przybywają
pokolenia rozmodlonych pielgrzymów, aby w ciszy spotkać się z Maryją,
doświadczyć łaski Jej macierzyńskiego nawiedzenia i wyśpiewać Bogu radosne
„Magnificat”.
Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni na Świętej
Wieczerzy w ciszy Oborskiego Karmelu!
Czego uczy nas Maryja w ewangelicznej scenie swego
wędrowania i nawiedzenia opisanej przez św. Łukasza i ukazanej na obrazie
znajdującym się nad tabernakulum w zwieńczeniu głównego ołtarza?
Wędrówkę Maryi z Nazaretu do Ain Karem można więc nazwać
pierwszą procesją Bożego Ciała. Maryja niesie pod sercem ukrytego Jezusa, Boga -
Człowieka, oczekiwanego przez wszystkich Zbawiciela świata – jest Jego
pierwszą, żywą monstrancją i kustodią, żywą Arką Nowego Przymierza kryjącą w
sobie Boską Mannę. Możemy sobie wyobrazić z jaką radością Maryja przemierza
polne drogi Judei i razem z całym stworzeniem wyśpiewuje Bogu hymn uwielbienia
i dziękczynienia. Przychodząc do domu Zachariasza, aby usłużyć brzemiennej
Elżbiecie staje się szczególnym świadkiem bliskości i czułej miłości Boga. Mówi
o niej całą swoją postawą i pokorną posługą, poprzez swoje słowa i gesty oraz
uśmiech. Wskazuje, że źródłem tej pięknej miłości bliźniego jest sam Jezus, z
którym Ona jest doskonale zjednoczona. On, choć jeszcze ukryty w Jej dziewiczym
łonie, rozpala Jej Serce i Ona Go przynosi z radością do Elżbiety. Przez trzy
miesiące Jezus pozostaje w domu Zachariasza ukryty w dziewiczym łonie Maryi jak
w tabernakulum kościoła.
Pięknie wyjaśnia to św. Jan
Paweł II mówiąc, że Maryja w pewnym sensie jest „tabernakulum” –
pierwszym „tabernakulum” w historii, w którym Syn Boży (jeszcze
niewidoczny dla ludzkich oczu) pozwala się adorować Elżbiecie, niejako
„promieniując” swoim światłem poprzez oczy i głos Maryi.
Najmilsi Bracia i Siostry! Trzeba, aby Jezus tak promieniował poprzez
każdego z nas, gdy przyjmujemy Go do serca w Komunii świętej
i idziemy z Nim do naszych rodzin, pochylamy się nad dziećmi, odwiedzamy
chorych, ofiarujemy nasz czas samotnym, odwiedzamy osoby starsze – przeżywające
jesień życia, gdy idziemy codziennie do naszego Ain Karem – z pokorną
posługą miłości.
Bez Niego taka ofiarna i
wytrwała posługa miłości bliźniego byłaby wręcz niemożliwa. Mówi o tym
święta Faustyna w swoim Dzienniczku, gdy wyznaje: O Jezu
(…) gdybyś sam nie zapalał w duszy mojej tej miłości, nie umiałabym
w niej wytrwać. Sprawia to Twoja miłość Eucharystyczna, która mnie
codziennie zapala.
Przypomina o
tym także Służebnica Boża Wanda Malczewska, żyjąca w XIX wieku polska
mistyczka, troskliwie
opiekująca się chorymi i ubogimi. W jednej z wizji mistycznych z ust Matki
Bożej usłyszała słowa: „Córko Moja! Czyżbyś ty dotąd żyła i wśród różnych
bied pokój duszy zachowała, gdybyś Najświętszego Sakramentu codziennie nie
przyjmowała! Któż cię uleczył z ciężkiej, obłożnej choroby... Kto ci daje siły
obchodzić chorych, jeżeli nie Najświętszy Sakrament?".
Podobnie
Święta Matka Teresa z Kalkuty posługująca najbiedniejszym z biednych na ulicach
Kalkuty wskazuje nam Jezusa obecnego w tabernakulum ołtarza i mówi: „Tutaj
jest źródło mojego życia, mojego powołania i poświęcenia się ludziom
cierpiącym. On jest moim życiem, moją miłością, moim wszystkim”.
Nasz
wielki Rodak Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „Eucharystia pochodzi z
miłości i rodzi miłość”.
Drodzy bracia i siostry!
Niech także dla nas Eucharystia
stanie się prawdziwym sercem i centrum całego naszego chrześcijańskiego życia,
źródłem duchowej mocy na drodze wierności Chrystusowi oraz codziennej służby
Bogu i ludziom. Pozwólmy, aby Jezus Eucharystyczny żył w nas i promieniował
przez nas miłością swego Serca, tak jak promieniował przez Maryję nawiedzającą
brzemienną Elżbietę i Zachariasza w Ain Karem.
W szczególny sposób tę maryjną posługę nawiedzenia kontynuuje i
przypomina kapłan odwiedzający chorego z darem Najświętszej Eucharystii. Ze
wzruszeniem wspominam w tym miejscu wypowiedzi naszych chorych parafian
odwiedzanych z posługą kapłańską w pierwszy piątek miesiąca. Przez całe życie
wiernie przychodzili do tej świątyni na niedzielne spotkanie z Jezusem
Eucharystycznym i Matką Bolesną. Dzisiaj, gdy ze względu na stan zdrowia nie
mogą tutaj przybyć, jakże wielką pociechą jest dla nich comiesięczne spotkanie
z kapłanem, który przynosi im Eucharystię, a nawet – jak sami zaświadczają –
samo tylko spojrzenie przez okno ich domu na widoczną z odległości kilku
kilometrów wieżę oborskiego kościoła, która wraz z dźwiękiem dzwonów zaprasza
ich do modlitewnego spotkania z Chrystusem w świątyni swego serca.
Oni wiedzą i głęboko ufają, że z tego Świętego Miejsca, które wskazuje im
wieża kościoła, Matka Bolesna nieustannie obejmuje ich swoim czułym
spojrzeniem, pociesza i podtrzymuje w drodze prowadzącej śladami Jej
Cierpiącego Syna do Domu Ojca w Niebie.
Drodzy bracia i siostry!
Pani Bolesna dana nam przez Chrystusa w testamencie z krzyża za Matkę
trwa tutaj wiernie ze swoimi dziećmi, i jak wieczna lampka wskazuje nam źródło
życia ukryte w tabernakulum ołtarza – Jezusa obecnego w Świętej Hostii.
Ona tuląca w ramionach Boskie
Dzieciątko, a później na Kalwarii przyjmująca Jego Ciało zdjęte z krzyża, stała
się Jego pierwszą i żywą monstrancją, tronem miłości Boga.
W płockim muzeum diecezjalnym
znajduje się piękna monstrancja dla Jezusa Eucharystycznego przedstawiająca
Pietę czyli postać Matki Bolesnej przyjmującej na ramiona Ciało Jezusa po
zdjęciu z krzyża. W miejscu ukazującym postać Zbawiciela, kapłan umieszcza
świętą Hostię i zaprasza wszystkich do adoracji Baranka Bożego.
Jerzy,
lekarz z Zielonej Góry, uzdrowiony z choroby nowotworowej w swoim świadectwie napisał:
„Był
rok 2005. Po przyjeździe naszej grupy autokarowej do Obór uczestniczyłem we
Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu.
Na
koniec Adoracji kapłan szedł z Najświętszym Sakramentem między klęczącymi
pielgrzymami, zatrzymując się przy kolejnych grupach i błogosławił. W ten
sposób przybliżał się do mnie i do mojej żony klęczącej obok mnie. Wpatrywałem
się cały czas w Hostię niesioną w monstrancji przez ojca karmelitę.
Gdy
Najświętszy Sakrament był ok. 1,5m ode mnie widziałem jedynie ogromny jasny
blask i niczego więcej nie widziałem.
Wtedy zacząłem się trząść i dygotać na całym ciele i oblał mnie rzęsisty pot,
tak, że koszulka w którą byłem ubrany, była całkowicie mokra. Nagle osłabłem i
prosiłem żonę, aby mnie podtrzymała. To trwało ok. 1-2 minuty.
Odzyskałem
widzenie otaczającego mnie świata, a kapłan przeszedł z Najświętszym
Sakramentem do następnej grupy pielgrzymów. W tym momencie miałem niezachwianą
pewność, że jestem zdrowy. Od tamtego czasu minęło 19 lat i jestem ciągle pod
obserwacją lekarzy, ale nie ma objawów choroby nowotworowej.”.
Bracia i siostry! Patrząc na
śnieżnobiałą Hostię uniesioną w dłoniach kapłana rozpoznajmy spoczywające na
nas Oblicze Zmartwychwstałego Pana, Jego Serce otwarte dla każdego, Jego
ramiona wyciągnięte do wszystkich.
On z każdego
tabernakulum i w każdej Mszy Świętej nieustannie kieruje do nas swoje serdeczne
wezwanie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię!
„On jest
boskim Gościem duszy, oparciem w każdej słabości, mocą w każdej próbie,
pociechą w każdym cierpieniu, jest chlebem życia, ostatecznym przeznaczeniem
człowieka” (św. Jan Paweł II).
Zbliżmy się do
Niego z wiarą i ufnością, z pełnym miłości oddaniem i zawierzeniem Jego
Najświętszemu Sercu.
II
Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry, zgromadzeni w Oborskim Domu Maryi!
Kontynuujemy nasze rozważanie
tajemnicy Nawiedzenia ukazanej w Ewangelii Św. Łukasza, wspominanej dzisiaj w
liturgii Kościoła i stanowiącej także tytuł oborskiej świątyni.
Papież Franciszek nawiązując do tego wydarzenia w Ain
Karem mówi: „Po zwiastowaniu Maryja mogłaby skupić się na samej sobie, na
zmartwieniach i obawach, związanych z jej nowym stanem. A jednak nie czyni
tego, ale całkowicie ufa Bogu. Myśli raczej o Elżbiecie. (…) Powstaje i wyrusza
w drogę. (…)
Maryja pozwoliła, by wyzwaniem stały się dla niej
potrzeby jej starszej kuzynki. Nie wycofała się, nie pozostała obojętną.
Myślała bardziej o innych, niż o sobie samej. I to wniosło w jej życie dynamizm
i entuzjazm.
Każdy z was – mówi papież Franciszek – może zadać sobie
pytanie: w jaki sposób reaguję na potrzeby, jakie widzę wokół siebie? Czy myślę
natychmiast o usprawiedliwieniu, by zwolnić się z obowiązku, czy też wykazuję
zainteresowanie i oddaję siebie do dyspozycji?
Oczywiście, nie możecie rozwiązać wszystkich problemów
świata. Ale być może możecie zacząć od tych, które są najbliżej was, od spraw w
waszej okolicy.
Kiedyś ktoś powiedział Matce Teresie z Kalkuty: „To, co
matka robi, jest zaledwie kroplą w oceanie”. A ona odpowiedziała: „Ale gdybym
tego nie robiła, w oceanie byłoby o jedną kroplę mniej”.
Wobec konkretnej i pilnej potrzeby, należy działać
pośpiesznie [jak Maryja]. Jak wiele osób na świecie czeka na odwiedziny kogoś,
kto się nimi zajmie! – mówi papież Franciszek. Ileż osób starszych, chorych, (…)
potrzebuje naszego współczującego spojrzenia, naszych odwiedzin, jako brata lub
siostry, pokonujących barierę obojętności!”.
"Wolontariuszka posługująca w parafialnym Caritas
odwiedza chorą na nowotwór sąsiadkę. W mieszkaniu – spotkanie rodzinne,
przyjęcie imieninowe. Obok w pokoju – samotnie leżąca chora, już w stanie
agonalnym. Ela zaprasza rodzinę do wspólnej modlitwy z babcią. «Teraz nam nie
zawracaj głowy, później przyjdziemy». Sama modli się na różańcu o spokojną
śmierć dla sąsiadki. Jakie było zdziwienie rodziny, kiedy usłyszeli, że babcia
już zmarła. Mieli możliwość towarzyszenia w tak ważnej chwili, jaką jest
umieranie, ale ją przegapili. Mogli się spotkać i być razem, tworzyć wspólnotę
– wybrali coś innego. Tylko dzięki Eli ta starsza kobieta doświadczyła nie
tylko odwiedzin życzliwej osoby, ale nawiedzenia Boga, który pomógł jej
spokojnie odejść z tego świata".
Bracia i Siostry!
Wszyscy jesteśmy zaproszeni do tego, by tak jak Maryja, być nosicielami Boga
dla innych. Święto Nawiedzenia nie jest tylko wspomnieniem przeszłości, ale
zaproszeniem na dziś: Bóg nawiedza mnie, abym i ja stał się Jego obecnością dla
drugiego człowieka.
Papież Franciszek przypomina: „Odwiedzanie chorych
jest zaproszeniem skierowanym przez Chrystusa do wszystkich Jego uczniów. Ile
osób chorych i starszych mieszka w domach i czeka na wizytę! Posługa
pocieszania jest zadaniem każdego ochrzczonego, który pamięta o słowach Jezusa:
„Byłem chory, a odwiedziliście Mnie”.
Ojciec Święty w jednym z orędzi na Światowy Dzień
Chorego napisał: „Choroba jest częścią naszego ludzkiego doświadczenia. Może
jednak stać się czymś nieludzkim, jeśli jest przeżywana w izolacji i
opuszczeniu, jeśli nie towarzyszy jej troska i współczucie. (…)
Wszyscy jesteśmy delikatni i wrażliwi; wszyscy
potrzebujemy tej współczującej uwagi, która potrafi się zatrzymać, zbliżyć,
uzdrowić i podnieść. Sytuacja, w jakiej znajdują się chorzy jest więc apelem,
który przerywa obojętność i spowalnia krok tych, którzy idą naprzód, jakby nie
mieli sióstr i braci”.
Ojciec Święty przypomina, że „chory jest zawsze
ważniejszy od jego choroby, dlatego w każdym podejściu terapeutycznym nie można
pominąć wsłuchiwania się w głos pacjenta, jego historię, lęki i obawy. Nawet
wtedy, gdy nie można wyleczyć, zawsze można otoczyć opieką, zawsze można
pocieszyć, zawsze można sprawić, by pacjent poczuł bliskość, która świadczy o
zainteresowaniu osobą bardziej niż jej chorobą”.
Prof. Władysław Sinkiewicz na spotkaniu lekarzy z
kapelanami gdańskich szpitali i hospicjów powiedział: „ (…) W swoich
kontaktach z chorymi pamiętajmy o niezwykle ważnej rzeczy, by w tej określonej
chwili rozmowy z chorym, tych kilka minut czasu, niech to będzie pięć minut –
poświęcić tylko dla niego i wsłuchać się w jego słowa. (…) Wsłuchać się w jego
gesty, w jego twarz, ręce, całe ciało, które czasami jest bardziej czytelne niż
słowa. Wsłuchać się także w to, czego nie mówi, o czym za wszelką cenę nie chce
powiedzieć, co boi się nazwać, przed czym ucieka.
Aby dobrze wsłuchać się w drugiego człowieka, trzeba
oderwać się od swoich spraw i poświęcić mu swoją całą uwagę. Często jest to
niełatwe. (…) Jednak dopiero wtedy, gdy znajduję czas, gdy chcę wsłuchać się w
drugiego człowieka – mogę mu towarzyszyć”.
„W trosce Maryi odzwierciedla się czułość Boga – mówi
papież Franciszek. Ta czułość uobecnia się w życiu licznych osób, które są
blisko chorych i potrafią zrozumieć ich potrzeby, nawet najbardziej
niedostrzegalne, ponieważ patrzą oczami pełnymi miłości”.
III
W scenie
nawiedzenia widzimy Maryję, idącą z pośpiechem do Elżbiety, napełnioną i
prowadzoną przez Ducha Świętego. Jako wierne dzieci Maryi kontynuujmy Jej
matczyną posługę nawiedzenia. Nieśmy Jezusa i Jego Ewangelię. Pozwólmy, by Duch
Pocieszyciel przemawiał przez nas językiem miłości, by pocieszał i opatrywał
zranione serca, dodawał odwagi i napełniał pokojem, szczególnie tych, którzy
się źle mają, którzy czują się opuszczeni i wykluczeni, którzy potrzebują
światła nadziei oraz ciepła miłości i bliskości naszego Pana.
Drodzy Moi! Co to w praktyce powinno oznaczać dla nas
przyjmujących i noszących szkaplerz Matki Bożej?
Odziani szkaplerzem stanowią jakby oczy, ręce
i nogi Maryi, dzięki którym może Ona dotrzeć do wszystkich potrzebujących.
Lucyna z Warszawy mówi: „Matka Boża uzdolniła mnie do
posługi chorym i cierpiącym w Domu Pomocy Społecznej. Pracuję tam jako
opiekunka. Pielęgnuję nie tylko ich ciała ale również ich zbolałe dusze. Dzielę
się z nimi o przemożnej opiece Matki Bożej w znaku Szkaplerza Świętego.
Niektórzy z nich przed śmiercią przeżywają walkę duchową, wzywam na pomoc
Maryję i całe Niebo aby przyszli im na pomoc, na ostatnie przejście do domu
Ojca, modlę się nakładam Szkaplerz Święty, trzymam za rękę, wzywam Bożego
Miłosierdzia. Widzę jak odchodzą w pokoju do wieczności. To piękne kiedy z
Bożej łaski mogę być przy ich śmierci. Zanim nadejdzie ostatnia chwila często
wzywam kapelana na ostatnią spowiedź, sakrament namaszczenia chorych. Jak
pięknie jest służyć w obecności Matki Bożej. Posyła tam gdzie jest rozpacz i
niezgoda, tam gdzie jest lęk i odrzucenie i gdzie brak przebaczenia. […] Kocham
swoją posługę drugiemu człowiekowi, kiedy mogę służyć całą sobą moim chorym
siostrom i braciom w Jezusie Chrystusie. Dziękuję Bogu za tak ogromne
dobrodziejstwa jakich mi użyczył. Nasza Oborska wspólnota pielgrzymkowa
ofiarowuje Szkaplerze Święte chorym i cierpiącym, które zakładane są przez
kapelana w szpitalu dziecięcym w Międzylesiu, w szpitalu Bródnowskim ,w
hospicjum na ulicy Bednarskiej, oraz w Domu Pomocy Społecznej w Warszawie. To
Maryja w znaku Szkaplerza Świętego jednoczy ze swoim Synem Jezusem Chrystusem,
uczy miłości do drugiego człowieka, uczy nie osądzać, lecz kochać miłością
bezinteresowną, takich jakimi są. Maryja to wielka szkoła miłości. Dziś jestem
inną osobą : widzę, słyszę i czuję inaczej jak przed laty. […] Dziękuję za
wierność i wytrwałość w pielgrzymowaniu do Ciebie Matko, bo Ty jesteś ze mną i
prowadzisz do Swojego Syna”.
Św. Matka Maravillas od Jezusa żyjąca w ukryciu
karmelitańskiej klauzury w jednym z listów napisała:
„Wiem, że jesteś chory, że cierpisz, i nie muszę chyba
mówić, jak bardzo pamiętam o tobie przed Panem i proszę Go o twoje zdrowie.
Chciałabym jednak w czymś tobie usłużyć, ofiarować pewną pomoc, ulżyć w tym co
mogę, a skoro nie mogę cię odwiedzić, bo jestem mniszką klauzurową, pomyślałam
o tym, że poślę ci szkaplerz Maryi, naszej Matki, prosząc cię o dwie rzeczy:
abyś go nosił i byś w nim widział pragnienie, aby Maryja uzdrowiła cię ze
wszystkich cierpień fizycznych i moralnych, bo Ona jest Matką i wszystko
rozumie, wszystkiego wysłuchuje, i wszystko czyni słodkim”.
Święty o. Rafał Kalinowski zachęca: „Noście zawsze
Szkaplerz święty, nie pozwólcie sobie nigdy i pod żadnym warunkiem na to, aby
się go pozbyć! Noście go pobożnie, ucałujcie go z miłością przynajmniej rano i
wieczorem.”.
Antonia
Salzano Acutis - Mama Bł. Carlo, chorego na białaczkę szpikową, nastoletniego
przyjaciela internautów i młodzieży, dzieli się takim świadectwem o swoim synu:
„Pamiętam, że
kiedy miał cztery lata, podarowałam mu złoty łańcuszek z medalikiem
szkaplerznym Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Prababcia ofiarowała mi go
w dniu chrztu, a ja ofiarowałam go synowi. Carlo nigdy się z nim nie rozstawał.
„Dzięki niemu zawsze będę miał Jezusa i Matkę Bożą przy sercu", mówił.
On sam w
kolejnych latach obdarowywał podobnymi medalikami szkaplerznymi innych ludzi.
Szkaplerz należał do rzeczy, które otaczał szczególnym kultem. W pobliżu
naszego domu w Mediolanie mieścił się klasztor ojców karmelitów. Często
bywaliśmy u nich na Mszy Świętej. Tamtejszy kościół był poświęcony tajemnicy
Bożego Ciała, prawdziwej i rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii,
którą Carlo darzył żarliwą miłością".
Także i my stańmy się przedłużeniem matczynych ramion
Maryi obdarowując innych poświęconym szkaplerzem, aby mogła
kontynuować swoje macierzyńskie nawiedzenie, pocieszać swoje dzieci, pomagać w odzyskaniu chrzcielnej szaty łaski uświęcającej i jednoczyć
z Jezusem w Eucharystii. Wielu pielgrzymów nawiedzających oborskie sanktuarium
zabiera poświęcone szkaplerze dla osób chorych i starszych w domu, w szpitalu, klinice
onkologicznej, hospicjum, inni przesyłają je na misje, zanoszą do
więzienia, ofiarują ludziom uwikłanym w nałogi i dręczonym przez złego ducha. Podobnie dzieje się z małymi figurkami Matki Bożej Bolesnej
z Obór, które po poświęceniu pielgrzymi zabierają do domu, aby umieścić na rodzinnym ołtarzyku, gdzie ze swoimi bliskimi zbierają się na codziennej modlitwie różańcowej. Wiele razy spotkam takie małej Piety Oborskiej Pani na stoliku przy łóżku chorego podczas comiesięcznych odwiedzin w naszej parafii. W ten prosty sposób Maryja nawiedza i pozostaje ze swoimi dziećmi przypominając o swojej czułej bliskości i troskliwej miłości, zachęcając do modlitwy oraz ufności w Jej pomoc i opiekę.
Drodzy bracia i siostry! Jak zatem widzimy rozważana dzisiaj tajemnica Nawiedzenia
Maryi stanowi dla nas wielki dar i jednocześnie zadanie. Przede wszystkim mamy coraz bardziej upodabniać się do Maryi, do Jej ducha – naśladować i przyoblekać
w Jej cnoty, nie licząc zuchwale na siebie, ale powierzając ufnie Jej macierzyńskiej pomocy i prowadzeniu. W istocie, Maryja
pragnie kontynuować swoje nawiedzenie razem z nami i przez nas, pragnie, byśmy nieśli
innym Jezusa i stali się przedłużeniem Jej matczynych ramion.
Pozwólmy Jej działać w nas i przez nas, kiedy i jak
chce. Odnawiajmy codziennie nasze oddanie się Maryi, Jej miłość w naszych
sercach, Jej spojrzenie w naszych oczach, Jej uśmiech na naszych twarzach, Jej
pokój w naszym głosie, Jej miłosierdzie w naszych wyciągniętych dłoniach.
Święty Maksymilian Kolbe uczy: „My chcemy być w sposób
jeszcze bardziej bezgraniczny zawładnięci przez Nią, by to Ona sama myślała,
mówiła, działała za naszym pośrednictwem. Pragniemy do tego stopnia należeć do
Niepokalanej, by nie pozostało w nas nic, co by Nią nie było, byśmy jakby
unicestwili się w Niej, byśmy przemienili się w Nią, aby tylko Ona
pozostawała”. (POMK, VII, 452).
„Maryjo, niewiasto działania, spraw, by nasze ręce i nasze stopy poruszały
się „z pośpiechem” ku innym, żeby nieść miłosierdzie i miłość Twojego Syna
Jezusa, żeby nieść w świat – tak jak Ty – światło Ewangelii” (pap.
Franciszek). Amen.
o. Piotr Męczyński O.Carm.
Obory, 31 maja A. D. 2026
|