05.10.2026
O. Wincenty Józef Kruszewski OCarm. (1843-1922) - Miłosierny Samarytanin z Oborskiego Karmelu


Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Kolebką naszego zakonu jest Góra Karmel w Ziemi Świętej, gdzie w niewielkiej kaplicy dedykowanej Matce Bożej gromadzili się codziennie pierwsi eremici na wspólnej modlitwie i Eucharystii. W jakiś sposób tego pierwotnego ducha Karmelu odnajdujemy na Wzgórzu Matki Bożej Bolesnej w Oborach!

Jak uczy Papież Benedykt XVI: „Życie chrześcijańskie to nieustanne wchodzenie na górę spotkania z Bogiem, aby później zejść, niosąc miłość i siłę, które z niego się rodzą, aby służyć naszym braciom i siostrom z taką samą miłością jak Bóg”.

Jak pisze jeden z karmelitów: „Życie chrześcijańskie polega na sprawianiu, aby Chrystus w nas zamieszkał i z nas docierał do naszych braci, którzy najbardziej potrzebują Jego miłości, Jego pomocy, Jego uzdrowienia (o. Marcelino Iragui OCD).

Przykładem może być dla nas o. Wincenty Józef Kruszewski OCarm., zmarły w opinii świętości karmelita z Obór, którego 104. rocznicę śmierci wspominamy 6 października br.

W roku 1879 rozpoczął swoją posługę kapłańską i zakonną u stóp Matki Bożej Bolesnej.

Tutaj – przez 43 lata - jak ów ewangeliczny miłosierny Samarytanin (Łk 10, 30-37) z wielką miłością i oddaniem nieustannie pochylał się nad chorymi na duszy i ciele. Jako niestrudzony spowiednik i prawdziwy więzień konfesjonału, ceniony kierownik duchowy i poszukiwany egzorcysta, troskliwy ojciec dla ubogich i pocieszyciel nieszczęśliwych, często nawiedzający chorych z darem sakramentów i umiejętnie wykorzystujący dary natury poprzez ziołolecznictwo, naśladował we wszystkim Boskiego Samarytanina, naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Jeden z dawnych przeorów oborskiego konwentu napisał o nim: „Utrwaliła się opinia u wszystkich, którzy znali tego kapłana, że tyle dobrego dla ludzi mógł zdziałać tylko święty. On odszedł do wieczności po nagrodę, ale pamięć o jego cnotach żyje nadal…”.

Drodzy bracia i siostry! O czym przede wszystkim przypomina nam dzisiaj ten miłosierny Samarytanin z Oborskiego Karmelu? Do czego nas wzywa ten cichy i pokorny zakonnik zapatrzony nieustannie w najdroższy wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego i rozważający codziennie Jego bolesną drogę na Kalwarię? 

O. Wincenty całą swoją postawą i ofiarną posługą pomagał wszystkim zwrócić się z ufnością do Serca Zbawiciela otwartego na krzyżu i przyjąć miłość Ojca zawsze bogatego w miłosierdzie.

Jako gorliwy i niestrudzony spowiednik bardzo troszczył się o formację sumienia tych, którzy klękali przy kratkach jego konfesjonału. Posługując wiernym w sakramencie spowiedzi świętej był bardzo spokojny i niezwykle cierpliwy.

Jak zapamiętali to świadkowie: O. Wincenty „spowiadał zawsze w konfesjonale przy zakrystii (…) „Spowiadał długo, dokładnie i miał zwyczaj pouczać ludzi o prawdach wiary”. „Człowiek czuł się po takiej spowiedzi bardzo oczyszczony. Ludzie cenili sobie spowiedź u niego. Dlatego dużo się osób u niego spowiadało”. „Był zawsze do dyspozycji, dla wszystkich, którzy przychodzili i prosili go o spowiedź. Spowiedź u niego była szczególna, do wszystkiego naprowadził, wszystko przypomniał… O wszystko się wypytał, od A do Z i dopomógł spowiadającemu się.”. Jego też ludzie najczęściej prosili, aby zaopatrywał i dysponował chorych na śmierć”.

Jeden ze świadków zeznaje, że Ojciec Wincenty „przesiadywał długo w konfesjonale. Ponieważ był słabo ubrany, przeziębiwszy się, zmarł na zapalenie pęcherza”.

Z pełnym przekonaniem można zatem powiedzieć, że o. Wincenty sprawując niestrudzenie i z największym poświęceniem swoją spowiedniczą posługę miłosierdzia był prawdziwym „więźniem i męczennikiem konfesjonału”.

Drodzy bracia i siostry!

W czasie zaborów, gdy Polska była wymazana z mapy Europy, a klasztor w Oborach, cudem ocalony od kasaty przez rosyjskiego zaborcę, O. Kruszewski niestrudzenie pracował nad wolnością w wymiarze najgłębszym i najistotniejszym - w sercach i sumieniach Polaków, tam gdzie żaden zaborca nie ma dostępu. 

Przypominał, że prawdziwa wolność zaczyna się zawsze od wolności ducha i jedności z Chrystusem.

Uczył budować dom swego życia i niepodległej Polski nie na piasku fałszywie rozumianej wolności do której kusi nas szatan i namawia świat, ale na mocnym fundamencie wierności przykazaniom Dekalogu i Chrystusowej Ewangelii oraz chrześcijańskiej moralności.

Przypominał, że najstraszniejszym rodzajem niewoli w wymiarze osobistym i wspólnotowym jest trwanie w grzechu śmiertelnym, w zatwardziałości serca, we wzajemnej nienawiści i braku przebaczenia, oraz obojętności na potrzeby bliźnich.

Jako egzorcysta, podejmując w imieniu Kościoła posługę miłosierdzia wobec ludzi opętanych i dręczonych przez złego ducha oraz codzienną walkę duchową z szatanem, dobrze rozumiał, że ostatecznie stawką jest zbawienie dusz i osiągnięcie ojczyzny niebieskiej.

Dzisiaj pełni wdzięczności przychodzimy na Oborską Kalwarię, by razem z o. Wincentym stanąć z wiarą pod krzyżem Chrystusa u boku Matki Bolesnej. Ona, jako Ucieczka Grzeszników i Matka Miłosierdzia, nieustannie wskazuje nam otwarte na krzyżu Serce Zbawiciela i pomaga w zachowaniu i odzyskaniu tej wewnętrznej wolności i godności przybranych dzieci Bożych otrzymanej w sakramencie chrztu świętego.

O. Wincenty Kruszewski dożył tej szczęśliwej chwili gdy Polska w 1918 roku, po 123 latach zaborów i nieobecności na mapach politycznych Europy, odzyskała niepodległość. Zmarł w opinii świętości 6 października 1922 roku. Dla wszystkich gromadzących się w Oborskim Sanktuarium pozostanie wielkim nauczycielem drogi do prawdziwej wolności i korzystania z daru wolności.  

W roku 1927, a więc zaledwie pięć lat po jego śmierci, wydana została niewielka książeczka „U stóp Matki Boskiej Bolesnej łaskami słynącej w kościele OO. Karmelitów w Oborach”, w której autor zawarł takie słowa:

„OO. Karmelici, wielcy czciciele Maryi, strzegli mimo różnych kolei dziejowych, z całym oddaniem i wiernością tego drogiego klejnotu [figury Matki Boskiej Bolesnej], w ich kościele umieszczonego. Nie ulegli przemocy i różnym udrękom, doznanym ze strony prusaków, znosili cierpliwie i mężnie ciosy, zadawane klasztorowi przez przemożnego moskwiczyna. Nie wolno im było przyjmować nowych członków do zakonu. Karmel w Oborach zdawał się wymierać. Ostatnim jakby stróżem Syjonu Oborskiego pozostał czcigodny O. Wincenty Kruszewski, znany w całej okolicy i czczony dla wielkich swoich cnót i zalet serca. On to, jakby biblijny „robaczek w drzewie” krzątał się, sędziwym starcem będąc, w tej świątyni, pracując nieustannie dla pomnożenia jej chwały. Gorliwość tego domu Bożego pochłaniała go. Był żywym przykładem wiary i miłości dla wszystkich odwiedzających kościółek Matki Boskiej Bolesnej w Oborach i zdawał się żarliwością swoją przypominać wiernym czcicielom Maryi Oborskiej owe słowa psalmisty, pełne zachwytu i słodkich wylewów serca: „O jak są miłe, Twe przybytki Panie”!

Maryja ze swej strony nie dopuściła, by Jej „bracia” (jak Karmelitów nazwać poleciła), od straży tej świątyni odstąpili. Jakkolwiek w ostatnich czasach nieliczne były powołania do zakonu, przybyli w odrodzonej już i wolnej Polsce bracia zakonni z innych klasztorów, by strzec i chronić przekazane im dziedzictwo i szerzyć nabożeństwo do Matki Boskiej Bolesnej, która w Oborach tron łask założyła”.

Miesiąc październik w szczególny sposób poświęcony jest Matce Bożej Różańcowej. Pod tym właśnie tytułem Maryja objawiła się sto lat temu w fatimskiej Dolinie Pokoju.

Gdy spytano małą Hiacyntę, o co najbardziej prosiła Matka Boża podczas fatimskich objawień, dziewczynka odpowiedziała: „O codzienne odmawianie różańca”.

Pięknym przykładem może być dla nas Czcigodny Ojciec Wincenty Kruszewski z Karmelu w Oborach, który na co dzień nie rozstawał się z różańcem, wszystkim mówił o miłości i mocy wstawiennictwa Matki Bolesnej, której był całkowicie oddany.

Jeden ze świadków jego świętego życia wspomina: Przed dorocznym odpustem na Uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej 16 lipca, „gdy ludzie przyjechali na odpust i spali w stodole, to o. Wincenty z różańcem całą niemal noc po ogrodzie chodził i modlił się” [za pielgrzymów].

O przywiązaniu i czci wyrażanej Matce Bożej przez Ojca Wincentego mówiła też w swojej relacji jedna ze starszych mieszkanek Obór: „Widziałam, jak się modlił po cichu, klęcząc ze złożonymi rękami, przy ołtarzu Matki Bożej Szkaplerznej. Różaniec to już u niego było pierwsze; różaniec i szkaplerz. On przyjmował dzieci do szkaplerza, mówiąc: »Noś ten szkaplerz zawsze!«”.

„Kiedyś o. Wincenty został zapytany przez pewnego kapłana, jak to robi, że leczy, że pomaga ludziom niepokojonym przez szatana?

Odpowiedział pełen prostoty:

- »Odprawiam Mszę świętą o Duchu Świętym w intencji nieszczęśliwego człowieka, a następnie modlę się do Matki Boskiej Bolesnej – słynącej tu cudami«”.

Świadectwo tego pokornego karmelity, męża modlitwy zaprawionego w pokucie i napełnionego Duchem Świętym apostoła Bożej miłości, jest dla nas wszystkich bardzo cenne i pouczające.

Widziano go zawsze z różańcem w dłoniach, klęczącego często przed Tabernakulum u stóp Matki Bolesnej. Z tego Ukrytego Źródła – z Serca Jezusa obecnego w Eucharystii – czerpał tę miłość Bożą uzdrawiająca ludzkie dusze i ciała, którą rozlewał na wszystkich z którymi się spotykał.

„Pamiętam, gdy w pierwszy piątek lipca 1998 r. udając się z posługą do chorych w naszej parafii, zabrałem ze sobą małe obrazki przedstawiające o. Kruszewskiego na tle oborskiego kościoła. Dałem jeden taki obrazek podeszłej wiekiem pani Jadwidze w Oborach.

A ona się uśmiecha i mówi: - Poznaję, to ojciec Wincenty. On mnie uzdrowił!

Pytam więc: – Jak Panią uzdrowił? Proszę to opowiedzieć.

»Byłam – opowiada – małą, może 6-letnią dziewczynką, nie chodziłam jeszcze wtedy do szkoły. Zachorowałam bardzo ciężko na żołądek. Leżałam i byłam tak osłabiona, że nie mogłam chodzić o własnych siłach. O. Wincenty znał moją mamę, która bardzo strapiona zwróciła się do niego z prośbą o pomoc. Wtedy o. Wincenty, będący już wówczas staruszkiem, przyszedł i przyniósł w małej buteleczce poświęcone wino. Dał mi to wino do wypicia. Było tego może dwie duże łyżki. Jednocześnie modlił się za mnie i udzielił kapłańskiego błogosławieństwa. Po przyjęciu tego „lekarstwa” byłam coraz silniejsza i szybko powróciłam do zdrowia«”.

Świadectwo oborskiej parafianki dowodzi, że Ojciec Wincenty, napełniony i rozpalony Duchem Świętym, aż do ostatnich dni swego zakonnego i kapłańskiego życia, niestrudzenie roznosił wszystkim, w naczyniu swego kapłańskiego serca, miłość Bożą, uzdrawiającą ludzkie dusze i ciała.

Takim był i takim pozostał do dzisiaj, nie tylko we wdzięcznej pamięci wiernych, ale także w tajemnicy świętych obcowania, orędując za tymi, którzy proszą go o wstawiennictwo u Boga. Jakże wymowny jest krótki zapis Gabrieli z Gniewu pod Gdańskiem, uzdrowionej z raka kości: „Mój ból pozostał przy grobie ojca Wincentego”.

Wierzę, że ojciec Wincenty jest cichym opiekunem i stróżem tego sanktuarium, troskliwym ojcem i wiernym przyjacielem wszystkich chorych, strapionych i ubogich, zniewolonych nałogami i dręczonych przez złego ducha, wspomożycielem spowiedników i egzorcystów, wzorem dla kapłanów i osób konsekrowanych, potężnym orędownikiem i pełnym współczucia bratem dla wszystkich proszących go o wstawiennictwo u Boga.

Nasze rozważanie zakończę słowami poezji Anny z Gdańska, która w utworze poświęconym Ojcu Wincentemu zawarła takie strofy:

Dziś wierni pielgrzymi licznie przybywają,

W miejscu, gdzie spoczywa, z pokorą klękają.

Zatroskani o swych bliskich, zdjęcia ich przynoszą

I z ufnością przez modlitwę o pomoc Go proszą.

Bo ojciec Kruszewski wciąż ludziom pomaga,

Wysłucha każdego, kto o pomoc błaga. Amen.

 

o. Piotr Męczyński OCarm.

Obory, 6 października 2026 r. 


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio