Drodzy Bracia
i Siostry! O czym nam przypomina, do czego nas wzywa obchodzony dzisiaj w całym
Kościele Światowy Dzień Misyjny?
„Kościół
przypomina swoim wiernym, że na mocy sakramentu chrztu świętego wszyscy są
powołani do świętości i są odpowiedzialni za dzieło misyjne, a więc za
dzielenie się Dobra Nowiną. Jedni są posłani do misji ad gentes i jadą w
rejony, gdzie ludzie nie znają lub słabo znają Chrystusa, inni są zaproszeni do
współpracy poprzez modlitwę, ofiarę postu, jałmużnę czy osobiste świadectwo
tam, gdzie żyją” – mówi ks. bp Jerzy Mazur.
I
Nasz Wielki
Rodak Św. Jan Paweł II powiedział: „Nie ma nic piękniejszego, niż poznać Jezusa
i dzielić się z innymi przyjaźnią z Nim. Nie można spotkać Pana i milczeć”.
Podobnie
Papież Franciszek przypomina, że „Ewangelizacja rozpoczyna się zawsze od
spotkania z Panem Jezusem: ten, kto zbliżył się do Niego i doświadczył Jego
miłości, natychmiast chce dzielić się z innymi pięknem tego spotkania i
radością, rodzącą się z tej przyjaźni. Im lepiej znamy Chrystusa, tym bardziej
pragniemy Go głosić. Im więcej z Nim rozmawiamy, tym bardziej pragniemy o Nim
mówić. Im bardziej On przyciąga nas do siebie, tym bardziej chcemy prowadzić do
Niego innych ludzi”.
Z uczuciem
wdzięczności myślimy o misjonarzach, którzy przynieśli światło wiary na polską
ziemię i zaszczepili ją w sercach naszych przodków. Cieszymy się tym skarbem
wiary już od ponad 1060 lat. Mamy jednocześnie świadomość, że większość ludzi
na świecie nie słyszało o Chrystusie. Obecnie jest to pięć miliardów na ogólną
liczbę ośmiu miliardów całej populacji Ziemi. Chrześcijan jest niecałe trzy
miliardy, czyli 35 %. Świat współczesny potrzebuje misjonarzy, potrzebuje
odważnych uczniów Chrystusa, którzy poniosą Dobrą Nowinę o zbawieniu aż po
krańce ziemi.
Obecnie, 1617 misjonarzy i misjonarek z Polski głosi Ewangelię w 99
krajach świata. Opuścili swe domy rodzinne, wspólnoty i diecezje, by wśród
trudności i przeszkód dzielić się skarbem wiary i służyć najuboższym z ubogich.
Są obecni w
dalekiej Afryce, Ameryce Południowej i Środkowej, Azji, a nawet Oceanii i na
zimnej Alasce. Misjonarze nie tylko głoszą Ewangelię i formują wspólnoty wiary,
ale także pełnią dzieła miłości miłosiernej. Udręczonym ubóstwem i chorobami
społecznościom lokalnym niosą nadzieję i pociechę swą bezinteresowną pomocą.
Pomagają ubogim, bezdomnym, wykluczonym ze względu na pochodzenie i brak
wykształcenia. Często stają wobec konfliktów lokalnych, które przeradzają się w
rzezie i rozboje, a nawet otwartą wojnę. Udzielają schronienia i pomocy
cierpiącym. Troszczą się o dzieci, ofiary wojen i nienawiści. Wszystkich
wzywają do przebaczenia i pojednania. Nieraz ryzykują własnym życiem, trwając w
solidarności z prześladowanymi i bezbronnymi.
II
Wspaniałe
świadectwo takiego właśnie zaangażowania misyjnego pozostawili nam polscy
franciszkanie konwentualni 33 – letni o. Zbigniew Strzałkowski i 31 - letni o.
Michał Tomaszek, błogosławieni męczennicy z Peru w Ameryce Południowej.
Młodzi
franciszkanie od sierpnia 1989 r. przez dwa lata pracowali jako misjonarze w
peruwiańskich Andach w miejscowości Pariacoto, a w dniu 9 sierpnia 1991 roku z
powodu głoszonej Ewangelii zostali zamordowani przez terrorystów z
komunistycznej organizacji ”Świetlisty Szlak”.
Po mszy
świętej, około godziny 20:00 grupa uzbrojonych terrorystów z zakrytymi twarzami
pochwyciła obu kapłanów i wepchnęła ich do samochodów.
Siostra
zakonna Berta Hernandez będąca świadkiem wydarzeń relacjonuje:
«W pewnym
momencie Michał zwrócił się do terrorystów: ‛Jeżeli uważacie, że w czymś
błądziliśmy, to nam powiedzcie’. Nie otrzymał odpowiedzi. Ojciec Zbigniew
zapytał: ‛Dlaczego mówicie, że oszukujemy lud? Naszym celem jest niesienie
pomocy. Przecież głosimy pokój i miłość". Ostatecznie jako główne powody,
w mniemaniu terrorystów wystarczające do zamordowania franciszkańskich
misjonarzy, podano, iż dostarczając pożywienie, przyczyniali się do uśpienia
świadomości rewolucyjnej ludu. Poza tym, niekorzystny wpływ na
rozprzestrzenienie się rewolucji miało mieć odmawianie modlitw różańcowych,
odprawianie mszy św. oraz kult świętych. Kolejny zarzut dotyczył dopuszczania
się rzekomego oszukiwania ludzi posługując się Biblią, a szczególnie Ewangelią.
One były traktowane jako kłamstwo, gdyż w ogóle na religię patrzono jak na
opium dla ludu. W końcu terrorystom nie podobało się to, że ojcowie zwiastowali
pokój oraz że niby byli imperialistami.
Kolejne chwile
w tej sekwencji wydarzeń to już tylko podpalenie mostu i ucieczka terrorystów
razem ze swymi więźniami szlakiem w górę, w kierunku Pueblo Viejo. Tam, na
krętej, górskiej drodze, w miejscu gdzie niezbyt wiele osób mieszka, w pobliżu
ruin starego kościoła wykonano egzekucję". Ojcowie mieli związane ręce i
zginęli od strzałów w tył głowy, a do o. Zbigniewa dodatkowo strzelono w plecy
i na nich pozostawiono tekturową tabliczkę z napisem w języku hiszpańskim: „W
ten sposób umierają lizusy imperializmu”.
Wcześniej
jeszcze O. Michał i O. Zbigniew obronili trzech młodych postulantów franciszkańskich
modlących się w kaplicy. W chwili wtargnięcia do klasztoru terroryści zapytali,
gdzie są inni ojcowie. Michał i Zbigniew żyli słowami, które Jezus powiedział w
chwili swego pojmania na Górze Oliwnej: „Jeśli Mnie szukacie, zostawcie
tamtych.”. Skierowali do terrorystów podobne słowa: „My jesteśmy kapłanami,
postulantów zostawcie!”" (świadectwo s. Berty Hernández, Summarium
s. 654).
Zachowanie polskich
misjonarzy, szczególnie w ostatnich godzinach życia ich kroki, słowa,
upodobniły ich w niezwykły sposób do Jezusa na drodze krzyżowej. Nie
złorzeczyli, choć im złorzeczono, choć cierpieli nie grozili, ale oddawali się
Bogu, dźwigając cierpienie, ból, niesprawiedliwość, grzechy bliskich i dalekich
od Boga. Złożyli największą ofiarę z miłości do Chrystusa i do tych, którym
służyli jako misjonarze, przyjęli postać pszenicznego ziarna z Chrystusowej
przypowieści, które wpadłszy w ziemię obumiera aby przynieść plon obfity. Nie
zbłądzili przyjmując taką właśnie drogę, nie przepadła ich ofiara, ponieważ
Dobry Pasterz i Stróż ich dusz poprowadził ich królewską drogą do chwały: do
nieba i do uznania ich ofiary przez Kościół jako męczeństwo - udział w
świętości Króla Męczenników Jezusa Chrystusa.
„Na ich
pogrzebie, prowadzonym przez biskupa, lud towarzyszył trumnom z kwiatami i
łzami, podczas gdy dzieci płacząc, śpiewały piosenki, których nauczył je o.
Michał. Kamienie skropione krwią męczenników jak drogocenne relikwie zostały
zebrane przez ludzi z miejsca ich męczeństwa”.
Kard. Angelo
Amato w homilii beatyfikacyjnej powiedział: „Nasi męczennicy mówili językiem
Bożej miłości. (…) Z powodu miłości stali się misjonarzami, zachęceni potrzebą
głoszenia Chrystusa i niesienia ludom Dobrej Nowiny. Uczyli dzieci i młodych
miłości do Jezusa. Pomagali potrzebującym, towarzyszyli chorym. Byli uprzejmi,
przyjaźni, pracowici. Na przykład w czasie epidemii cholery, w marcu 1991 r.
dwaj franciszkanie starali się towarzyszyć zarażonym, przewożąc ich do
szpitali. Pomagali mieszkańcom wiosek w czasie kryzysu ekonomicznego i suszy.
Przyczyniali się do budowy studni. Organizowali kursy hodowli zwierząt, uprawy
roli i budowy dróg. Nie mieli nieprzyjaciół, wszyscy ich szanowali i kochali.
(…)
Ich
przepowiadanie i zachowanie, ich apostolstwo i akceptacja męczeństwa były
lekcjami miłości, ponieważ miłość zwycięża nienawiść i gasi zemstę”.
Warto tu także
przywołać postać Sługi Bożej Heleny Kmieć, młodej polskiej wolontariuszki,
zamordowanej 24 stycznia 2017 r. na misji w Boliwii, gdzie z wielką miłością
pomagała siostrom służebniczkom dębickim w prowadzeniu ochronki dla dzieci. Jej
proces beatyfikacyjny rozpoczął się 10 maja 2024 r.
Bracia i
Siostry! Także naszym powołaniem jest dawanie świadectwa tej miłości, która ma
swoje źródło w Sercu Jezusa, Boskiego Odkupiciela, który pragnie zbawienia
wszystkich ludzi.
Papież Leon
XIV w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Misyjny napisał:
„Apostołowie
ewangelizowali przynagleni miłością Chrystusa i dla Chrystusa (por. 2 Kor
5, 14). Podobnie, na przestrzeni wieków, rzesze chrześcijan, męczenników,
wyznawców i misjonarzy oddawały życie, aby świat poznał tę Bożą miłość. (…)
Świat wciąż
potrzebuje tych odważnych świadków Chrystusa, a wspólnoty kościelne nadal
potrzebują nowych powołań misyjnych, które zawsze powinny nam leżeć na sercu i
o które trzeba modlić się nieustannie do Ojca. Niech On udzieli nam daru ludzi
młodych i dorosłych, gotowych porzucić wszystko, aby podążać za Chrystusem
drogą ewangelizacji aż po krańce ziemi! (…) Zaangażujmy się wszyscy – każdy
zgodnie z własnym powołaniem i otrzymanymi darami – w wielką misję
ewangelizacyjną, która jest zawsze dziełem miłości”.
„Dzięki
wsparciu misjonarze są w stanie pomóc w dożywianiu dzieci, w ich edukacji,
remontach kaplic czy w leczeniu chorych w prowadzonych przez misje punktach
medycznych” – mówi ks. bp Jerzy Mazur.
III
Pięknym
przykładem takiego misyjnego zapału i zaangażowania w dzieło ewangelizacji może
być dla nas 19 – letnia włoszka, Chiara Badano. Mówiono o niej Chiara „Luce”,
tzn. Światło.
Gdy miała 17
lat wykryto u niej raka kości z przerzutami. Podczas pobyt w szpitalu wyróżnia
się altruizmem. Rezygnując z własnego wypoczynku, pomaga dziewczynie w ciężkiej
depresji, uzależnionej od narkotyków. Towarzyszy jej wszędzie. Wstaje z łóżka
mimo bólu, jaki odczuwa z powodu przerzutów w kręgosłupie. Potem będę miała
czas aby spać - mówi.
Chiara swoimi
czynami miłości objawiała i dawała Boga. Kochała ludzi, a szczególnie tych,
którzy są daleko od Boga. Gdy pewnego razu mama zapytała ją, czy mówi tym
osobom o Bogu, Chiara odpowiedziała, że nie mówi o Nim, lecz chce Go im dawać
przez świadectwo życia.
Wolontariuszowi,
Janowi Franciszkowi Piccardo, który wyjeżdża do Beninu w Afryce, by pomagać w
wykopaniu 30 studni wody pitnej, przekazuje swoje oszczędności, prezent z
ostatnich urodzin, mówiąc: "nie potrzebuję ich, ja mam wszystko".
Misje są
wielką miłością Chiary. Pragnie kiedyś tam wyjechać. I mimo że nie zrealizowała
tego marzenia - po jej śmierci w krajach misyjnych powstają dzieła nazwane jej
imieniem. W trakcie choroby Chiara przekazuje na cele misyjne swoje
oszczędności, a i po śmierci rodzice znajdują w jej rzeczach pieniądze odłożone
dla Afryki.
Pokój w
szpitalu a następnie jej dom rodzinny staje się "domowym Kościołem" -
miejscem spotkań i apostolatu.
Odwiedza ją
kardynał Saldarini i pyta: "Masz przepiękne oczy. [Bije z nich] cudowne
światło. Skąd ono w Tobie się bierze?". Chiara odpowiada: "Staram się
bardzo kochać Jezusa".
Przed śmiercią
potwierdza, że zgadza się na przekazanie swoich rogówek, nienaruszonych przez
chorobę, do transplantacji i – jak powiedziała jej matka – był to ostatni akt
miłości do ludzi z jej strony. Zostały one przeszczepione, i dzisiaj dwoje
młodych ludzi widzi dzięki niej.
Bł. Chiara
swoim rówieśnikom zostawiła przesłanie: „Ja
nie mogę już biec, ale chciałabym przekazać Wam pochodnię, jak na olimpiadzie.
Macie jedno życie, warto przeżyć je dobrze”.
Bracia i
Siostry! Świadectwo tej młodej Włoszki jest dla nas zaproszeniem, aby jeszcze
bardziej przylgnąć do Chrystusa, by odzyskać wewnętrzny żar miłości oraz radość
i moc świadectwa pociągającą innych do Boga.
Dlatego papież
Benedykt XVI zwracając się do młodzieży powiedział: „Zachęcam was, byście
czerpali moc z modlitwy i sakramentów. Autentyczna ewangelizacja zawsze rodzi
się z modlitwy i jest przez nią wspierana: musimy najpierw rozmawiać z Bogiem,
abyśmy mogli mówić o Bogu. I w modlitwie zawierzajmy Panu osoby, do których
jesteśmy posłani, prosząc Go, aby dotknął ich serca. Prośmy Ducha Świętego, aby
nas uczynił swoimi narzędziami dla ich zbawienia. Prośmy Chrystusa, aby wkładał
w nasze usta słowa i czynił nas znakami swojej miłości. (…)”.
Drodzy bracia
i siostry!
Pamiętajmy, że
sprawa misji to wspólna sprawa wszystkich dzieci Kościoła, ożywionych i
zjednoczonych miłością Chrystusa.
Dlatego naszym zadaniem jest
nie tylko duchowe i
materialnie wspieranie misjonarzy pracujących na odległych kontynentach, ale
przede wszystkim my sami, musimy czuć się uczniami – misjonarzami, posłanymi do
głoszenia Chrystusa i Jego Ewangelii tam, gdzie żyjemy – w domu, w szkole, na
uczelni i w pracy.
Poprzez
świadectwo żywej wiary, wyznawanej z odwagą i bez obłudy, potwierdzanej każdego
dnia uczynkami miłości bliźniego, darem modlitwy oraz cierpienia przyjętego i
ofiarowanego za innych, pomagajmy im spotkać Jezusa i przylgnąć z ufnością do
Jego Serca.
IV
Drodzy bracia
i siostry!
W dzisiejszej
niedzielę obchodzoną jako Światowy Dzień Misyjny wspominamy św. Łukasza
Ewangelistę, wiernego towarzysza podróży misyjnych i jednocześnie lekarza św.
Pawła. O tym, że był
On lekarzem wspomina Apostoł Narodów w swoim Liście do Kolosan
pisząc: „Pozdrawia was Łukasz, umiłowany lekarz” (Kol 4, 14). Dlatego
dzień 18 października stanowi patronalne święto Służby Zdrowia. Według św.
Łukasza troska o chorych i ubogich znajduje się w samym sercu Chrystusowej
Ewangelii powierzonej Apostołom i głoszonej przez nich całemu światu.
Współcześnie
takim świadkiem Ewangelii Miłości, troski o chorych i pokornej posługi
najbiedniejszym z biednych stał się Sługa Boży o. Marian Żelazek (zmarły w 2006
r.), 88-letni werbista, pracujący ponad 50 lat jako misjonarz w Indiach. Od
1975 roku do ostatniej chwili życia swoją działalność misyjną prowadził
w Puri nad Zatoką Bengalską.
Ojciec Marian mówi: Praca
misjonarza szczególnie tego wymaga, aby naśladować Chrystusa... Najważniejszym
czynnikiem naszej pracy w kolonii trędowatych jest nasza obecność wśród nich.
Przeklęci nie są już przeklętymi. Chrystus przychodzi do trędowatych. Rzecz to
cudowna: spotkanie trędowatych z Chrystusem, którego my zastępujemy, albo
lepiej - z Chrystusem w nas.
Papież
Franciszek pomaga nam zrozumieć, co to znaczy być uczniem – misjonarzem
Chrystusa, gdy mówi, że „prawdziwa wiara w Syna Bożego, który przyjął ciało,
jest nieodłączna od daru z siebie, od przynależności do wspólnoty, od służby”.
„Wierzyć w
Jezusa znaczy dać Mu nasze ciało z pokorą i odwagą Maryi, aby mógł On nadal
mieszkać pośród ludzi. Oznacza dać Mu nasze ręce, żeby okazać czułość maluczkim
i ubogim; nasze ręce, by wychodzić na spotkanie braciom; nasze ramiona, aby
wspierać słabych…”.
Wspaniałym
przykładem może być dla nas Służebnica Boża Wanda Błeńska, lekarka i świecka
misjonarka, która przez 40 lat opiekowała się trędowatymi w Ugandzie na Czarnym
Ladzie.
Zdobyła serca
Ugandyjczyków nie tylko dzięki swoim kompetencjom zawodowym, ale także swoim
podejściem do chorych. Pomogła przełamać społeczny lęk przed trędowatymi.
Podjęła wiele działań, by przywrócić im poczucie godności.
Mówiła, że
„jeżeli chce się być dobrym lekarzem, to trzeba pokochać swoich pacjentów”.
„W swoich
pacjentach nie widziała wyłącznie procesu chorobowego, który trzeba leczyć, ale
całego człowieka, z jego cierpieniem, wewnętrzną wrażliwością wraz
z otaczającą go społecznością i rodziną. Rozumiała, z jakimi problemami
borykają się chorzy, i starała się im pomóc na wszystkich
płaszczyznach”.
Była osobą
głęboko religijną. W Afryce każdy dzień rozpoczynała od Mszy świętej.
Twierdziła, że wiara dawała jej siłę do pracy.
„Leczyłam nie
trąd, ale osoby z trądem, czyli wszystkie choroby, na jakie chorowali – mówi
pani Wanda. Traktowałam ich jak zwyczajnych pacjentów. Każdego, jak pacjenta,
który ma chorobę zakaźną. Pacjentom przede wszystkim trzeba okazać serce i oni
szybko to wyczują. Chorzy są bardzo wrażliwą grupą ludzi. Zwłaszcza bardzo
cierpiący wiedzą, czy się pomaga całym sercem, czy tylko przychodzi oficjalnie.
Tak, chory to wyczuje… I rzeczywiście to okazane serce działa na niego kojąco.
Nie tylko kojąco, ale i gojąco. Jeżeli chce się być dobrym lekarzem, to trzeba
pokochać swoich pacjentów. W tym znaczeniu, że daje im się czas, otacza się ich
troską, uczy, bo to zawsze jest konieczne.
Jeżeli chodzi
o personel szpitala, to najlepszymi pracownikami byli wcześniejsi pacjenci lub
ci, którzy mieli w rodzinie kogoś, kto chorował na trąd. Oni mieli serce dla
pacjentów”.
Po
czterdziestu trzech latach spędzonych na afrykańskiej misji, dr Błeńska wróciła
do Polski w 1993 roku. Pani Doktor zmarła 27 listopada 2014 r. w swoim domu w
Poznaniu w wieku 103 lat.
Papież
Franciszek uczy: „Przykazanie miłości, które Jezus pozostawił swoim uczniom,
znajduje konkretną realizację także w relacji z chorymi. Dążmy do tego celu i
sprawmy, aby nikt nie został pozostawiony sam sobie, aby nikt nie czuł się
wykluczony lub opuszczony”.
„Braterska
miłość w Chrystusie rodzi wspólnotę, która potrafi leczyć, która nikogo nie
opuszcza, która włącza i przyjmuje przede wszystkim najsłabszych”.
V
Drodzy bracia
i siostry!
Sprawa misji
to wspólna sprawa wszystkich dzieci Kościoła, ożywionych i zjednoczonych
miłością Chrystusa.
„Papież
Franciszek przypomniał nam, że sercem misji Kościoła jest modlitwa – mówi ks.
bp Jerzy Mazur. Wydaje mi się, że trzeba nade wszystko modlić się o to, aby Pan
Bóg chronił i strzegł misjonarzy. Stawiają oni bowiem czoła wielu
niebezpieczeństwom, zagrożeniom zdrowia, a nawet życia. Żyją w trudnych
warunkach, ich posługa wymaga wielkiej odporności psychicznej, siły woli i
ducha. Trzeba się modlić, aby nie wątpili w sens swej posługi, by byli
cierpliwi, ofiarni i dyspozycyjni wobec Ducha Świętego, który nimi się
posługuje. Trzeba się modlić o łaskę dla nich, opiekę Bożą i światło. Trzeba
się modlić, by ich misja przynosiła obfite owoce nawrócenia, umocnienia na
drodze wiary nadziei i miłości tych, którym głoszą Ewangelię. (…) Siostry
Służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji trwają dzień i noc na
modlitwie, wypraszając potrzebne łaski dla misjonarzy oraz łaskę nawrócenia i
wiary dla nieznających Chrystusa. One czują się wezwane do niesienia duchowej
pomocy innym przez modlitwę. Same mówią: „jesteśmy zamknięte, aby misjonarze
dotarli wszędzie, gdzie pójdą; jesteśmy za kratami, aby pomagający bliźnim
pokonali przeszkody, milczymy, aby było słychać tych, którzy głoszą Słowo
Boże”.
To nasze
„misjonarskie powołanie” realizuje się zatem w różny sposób. Także chorzy,
przykuci do łóżek, na długie dni zamknięci w szpitalach, którzy łączą swoje
cierpienia z męką Zbawiciela dla przekazu wiary, są największym motorem misji w
Kościele – są cierpiącymi misjonarzami.
Św. Jan Paweł
II uczy: „Zbawcza wartość każdego cierpienia, przyjętego i ofiarowanego z
miłością, wypływa z Ofiary Chrystusa. Misjonarzowi w jego ofierze winni
towarzyszyć wierni i podtrzymywać go własną ofiarą. Przez taką ofiarę chorzy
stają się sami misjonarzami (RMis 78).
Wspaniałym
przykładem może być dla nas św. Teresa
od Dzieciątka Jezus. Młoda karmelitanka całe swoje życie zakonne spędziła
w ukryciu klasztoru w Lisieux. Żyła zaledwie 24 lata. A jednak
papież Pius XI w roku 1927 ogłosił ją Patronką Misji i Misjonarzy na
całym świecie. Wspierała ich modlitwą i pokutą oraz ofiarą swego cierpienia.
„Teresa
poczuła się szczególnie zespolona ze wszystkimi na świecie misjami
i misjonarzami Kościoła” – mówił o niej św. Jan Paweł II.
Młoda
karmelitanka utrzymywała kontakt listowny z dwoma francuskimi
misjonarzami. Jeden z kapłanów pracował w Algierii, a drugi
w Chinach. Wspierała ich modlitwą i ofiarą.
Do jednego z
misjonarzy posługujących w Chinach napisała:
„Będę doprawdy
bardzo szczęśliwa, współpracując z Ojcem dla zbawienia dusz, w tym przecież
celu wstąpiłam do Karmelu i nie mogąc być misjonarką czynną, chciałabym być nią
mocą miłości i pokuty”.
Będąc ciężko chora na gruźlicę pisze
do swojej siostry: „Czy wiesz, co
dodaje mi sił? Otóż idę dla jakiegoś misjonarza. Myślę, że tam, gdzieś daleko,
jeden z nich jest być może wyczerpany na swych apostolskich drogach,
i aby zmniejszyć jego zmęczenie, ofiaruję Dobremu Bogu moje własne”.
Myślę, że to
piękna wskazówka i zachęta dla nas wszystkich, szczególnie dla osób chorych.
Wszyscy jesteśmy zaproszeni do zaangażowania w misyjne dzieło Kościoła, wszyscy
możemy stać się prawdziwymi dobrodziejami i pomocnikami misjonarzy pracujących
w odległych rejonach świata.
„Misjonarze na
co dzień zmagają się z trudnymi warunkami, chorobami, samotnością i wyzwaniami,
które często przekraczają ludzkie siły. Nasza modlitwa, post i ofiarowane
cierpienie mogą być dla nich ogromnym wsparciem” (o. Marcin Wrzos OMI).
Pan Jezus
mówił do św. Faustyny: „Jedna jest cena, za którą się kupuje dusze, a tą
jest cierpienie złączone z cierpieniem Moim na krzyżu”.
„Modlitwą i
cierpieniem więcej zbawisz dusz, aniżeli misjonarz przez same tylko nauki i
kazania” (Dz. 1767). „Potrzeba Mi cierpień twoich dla ratowania dusz”
(Dz. 1612). „Z cierpień twoich będą korzystać inne dusze” (Dz. 67).
„Cierpienie
samo w sobie jest niczym, ale cierpienie przeżywane we wspólnocie z Męką
Chrystusa jest cudownym darem” – mówi św. Matka Teresa z Kalkuty.
Drodzy bracia
i siostry! W życiu ludzi chorych, udręczonych i zmęczonych ogromem doznawanych
cierpień, wielką pociechą i umocnieniem jest fakt duchowego uczestnictwa w
dziele ewangelizacji świata.
Świadomość, że
przez swój krzyż mogą być współpracownikami misjonarzy, którzy docierają z
Ewangelią aż na krańce świata, może być dla nich nową ożywczą siłą w codziennym
zmaganiu się z losem.
Spotykając się
z Chrystusem cierpiącym, doświadczając cierpienia w swoim życiu i ofiarując to
doświadczenie, by pomóc innym spotkać Zbawiciela, stają się misjonarzami
modlącymi się, aby Ewangelia Chrystusowa dotarła do wszystkich.
Drodzy bracia
i siostry! Kończąc nasze rozważanie za św. Janem Pawłem II prosimy:
„Najukochańszy
Panie nasz, Jezu Chryste, który nas odkupiłeś ceną przenajświętszej Krwi
swojej, ogarnij miłosiernym wzrokiem biedną ludzkość, która w znacznej części
jest jeszcze pogrążona w mrokach niewiary. Spraw, by cała ludzkość zajaśniała
światłem prawdy. Poślij Panie apostołów Twojej Ewangelii, wspomagaj ich
żarliwość, aby nieznający Chrystusa dostrzegli Jego miłość i za ich
pośrednictwem weszli do Chrystusowej owczarni.
Wspomagaj
wysiłki wszystkich misjonarzy i misjonarek, niech ta służba prowadzi do prawdy
i miłości. Oświeć błądzących i sprowadź ich do przystani prawdy i jedności.
Darz
misjonarzy zdrowiem, optymizmem i wiarą w sens poświęcenia i ofiary. Upadającym
pod ciężarem krzyża daj moc do ochotnej i wielkodusznej służby. Pomagaj
wszystkim pracownikom. Niech wielkim wysiłkiem kapłanów i świeckich rośnie Twój
Kościół, wielki świadek Twego Odkupienia”. Amen.
o. Piotr Męczyński OCarm.
|