18.10.2026
„Pośród narodów głoście chwałę Pana”.


Drodzy Bracia i Siostry! O czym nam przypomina, do czego nas wzywa obchodzony dzisiaj w całym Kościele Światowy Dzień Misyjny?

„Kościół przypomina swoim wiernym, że na mocy sakramentu chrztu świętego wszyscy są powołani do świętości i są odpowiedzialni za dzieło misyjne, a więc za dzielenie się Dobra Nowiną. Jedni są posłani do misji ad gentes i jadą w rejony, gdzie ludzie nie znają lub słabo znają Chrystusa, inni są zaproszeni do współpracy poprzez modlitwę, ofiarę postu, jałmużnę czy osobiste świadectwo tam, gdzie żyją” – mówi ks. bp Jerzy Mazur.

I

Nasz Wielki Rodak Św. Jan Paweł II powiedział: „Nie ma nic piękniejszego, niż poznać Jezusa i dzielić się z innymi przyjaźnią z Nim. Nie można spotkać Pana i milczeć”.

Podobnie Papież Franciszek przypomina, że „Ewangelizacja rozpoczyna się zawsze od spotkania z Panem Jezusem: ten, kto zbliżył się do Niego i doświadczył Jego miłości, natychmiast chce dzielić się z innymi pięknem tego spotkania i radością, rodzącą się z tej przyjaźni. Im lepiej znamy Chrystusa, tym bardziej pragniemy Go głosić. Im więcej z Nim rozmawiamy, tym bardziej pragniemy o Nim mówić. Im bardziej On przyciąga nas do siebie, tym bardziej chcemy prowadzić do Niego innych ludzi”.

Z uczuciem wdzięczności myślimy o misjonarzach, którzy przynieśli światło wiary na polską ziemię i zaszczepili ją w sercach naszych przodków. Cieszymy się tym skarbem wiary już od ponad 1060 lat. Mamy jednocześnie świadomość, że większość ludzi na świecie nie słyszało o Chrystusie. Obecnie jest to pięć miliardów na ogólną liczbę ośmiu miliardów całej populacji Ziemi. Chrześcijan jest niecałe trzy miliardy, czyli 35 %. Świat współczesny potrzebuje misjonarzy, potrzebuje odważnych uczniów Chrystusa, którzy poniosą Dobrą Nowinę o zbawieniu aż po krańce ziemi.

Obecnie, 1617 misjonarzy i misjonarek z Polski głosi Ewangelię w 99 krajach świata. Opuścili swe domy rodzinne, wspólnoty i diecezje, by wśród trudności i przeszkód dzielić się skarbem wiary i służyć najuboższym z ubogich.

Są obecni w dalekiej Afryce, Ameryce Południowej i Środkowej, Azji, a nawet Oceanii i na zimnej Alasce. Misjonarze nie tylko głoszą Ewangelię i formują wspólnoty wiary, ale także pełnią dzieła miłości miłosiernej. Udręczonym ubóstwem i chorobami społecznościom lokalnym niosą nadzieję i pociechę swą bezinteresowną pomocą. Pomagają ubogim, bezdomnym, wykluczonym ze względu na pochodzenie i brak wykształcenia. Często stają wobec konfliktów lokalnych, które przeradzają się w rzezie i rozboje, a nawet otwartą wojnę. Udzielają schronienia i pomocy cierpiącym. Troszczą się o dzieci, ofiary wojen i nienawiści. Wszystkich wzywają do przebaczenia i pojednania. Nieraz ryzykują własnym życiem, trwając w solidarności z prześladowanymi i bezbronnymi.

II

Wspaniałe świadectwo takiego właśnie zaangażowania misyjnego pozostawili nam polscy franciszkanie konwentualni 33 – letni o. Zbigniew Strzałkowski i 31 - letni o. Michał Tomaszek, błogosławieni męczennicy z Peru w Ameryce Południowej.

Młodzi franciszkanie od sierpnia 1989 r. przez dwa lata pracowali jako misjonarze w peruwiańskich Andach w miejscowości Pariacoto, a w dniu 9 sierpnia 1991 roku z powodu głoszonej Ewangelii zostali zamordowani przez terrorystów z komunistycznej organizacji ”Świetlisty Szlak”.

Po mszy świętej, około godziny 20:00 grupa uzbrojonych terrorystów z zakrytymi twarzami pochwyciła obu kapłanów i wepchnęła ich do samochodów.

Siostra zakonna Berta Hernandez będąca świadkiem wydarzeń relacjonuje:

«W pewnym momencie Michał zwrócił się do terrorystów: ‛Jeżeli uważacie, że w czymś błądziliśmy, to nam powiedzcie’. Nie otrzymał odpowiedzi. Ojciec Zbigniew zapytał: ‛Dlaczego mówicie, że oszukujemy lud? Naszym celem jest niesienie pomocy. Przecież głosimy pokój i miłość". Ostatecznie jako główne powody, w mniemaniu terrorystów wystarczające do zamordowania franciszkańskich misjonarzy, podano, iż dostarczając pożywienie, przyczyniali się do uśpienia świadomości rewolucyjnej ludu. Poza tym, niekorzystny wpływ na rozprzestrzenienie się rewolucji miało mieć odmawianie modlitw różańcowych, odprawianie mszy św. oraz kult świętych. Kolejny zarzut dotyczył dopuszczania się rzekomego oszukiwania ludzi posługując się Biblią, a szczególnie Ewangelią. One były traktowane jako kłamstwo, gdyż w ogóle na religię patrzono jak na opium dla ludu. W końcu terrorystom nie podobało się to, że ojcowie zwiastowali pokój oraz że niby byli imperialistami.

Kolejne chwile w tej sekwencji wydarzeń to już tylko podpalenie mostu i ucieczka terrorystów razem ze swymi więźniami szlakiem w górę, w kierunku Pueblo Viejo. Tam, na krętej, górskiej drodze, w miejscu gdzie niezbyt wiele osób mieszka, w pobliżu ruin starego kościoła wykonano egzekucję". Ojcowie mieli związane ręce i zginęli od strzałów w tył głowy, a do o. Zbigniewa dodatkowo strzelono w plecy i na nich pozostawiono tekturową tabliczkę z napisem w języku hiszpańskim: „W ten sposób umierają lizusy imperializmu”.

Wcześniej jeszcze O. Michał i O. Zbigniew obronili trzech młodych postulantów franciszkańskich modlących się w kaplicy. W chwili wtargnięcia do klasztoru terroryści zapytali, gdzie są inni ojcowie. Michał i Zbigniew żyli słowami, które Jezus powiedział w chwili swego pojmania na Górze Oliwnej: „Jeśli Mnie szukacie, zostawcie tamtych.”. Skierowali do terrorystów podobne słowa: „My jesteśmy kapłanami, postulantów zostawcie!”" (świadectwo s. Berty Hernández, Summarium s. 654).

Zachowanie polskich misjonarzy, szczególnie w ostatnich godzinach życia ich kroki, słowa, upodobniły ich w niezwykły sposób do Jezusa na drodze krzyżowej. Nie złorzeczyli, choć im złorzeczono, choć cierpieli nie grozili, ale oddawali się Bogu, dźwigając cierpienie, ból, niesprawiedliwość, grzechy bliskich i dalekich od Boga. Złożyli największą ofiarę z miłości do Chrystusa i do tych, którym służyli jako misjonarze, przyjęli postać pszenicznego ziarna z Chrystusowej przypowieści, które wpadłszy w ziemię obumiera aby przynieść plon obfity. Nie zbłądzili przyjmując taką właśnie drogę, nie przepadła ich ofiara, ponieważ Dobry Pasterz i Stróż ich dusz poprowadził ich królewską drogą do chwały: do nieba i do uznania ich ofiary przez Kościół jako męczeństwo - udział w świętości Króla Męczenników Jezusa Chrystusa.

„Na ich pogrzebie, prowadzonym przez biskupa, lud towarzyszył trumnom z kwiatami i łzami, podczas gdy dzieci płacząc, śpiewały piosenki, których nauczył je o. Michał. Kamienie skropione krwią męczenników jak drogocenne relikwie zostały zebrane przez ludzi z miejsca ich męczeństwa”.

Kard. Angelo Amato w homilii beatyfikacyjnej powiedział: „Nasi męczennicy mówili językiem Bożej miłości. (…) Z powodu miłości stali się misjonarzami, zachęceni potrzebą głoszenia Chrystusa i niesienia ludom Dobrej Nowiny. Uczyli dzieci i młodych miłości do Jezusa. Pomagali potrzebującym, towarzyszyli chorym. Byli uprzejmi, przyjaźni, pracowici. Na przykład w czasie epidemii cholery, w marcu 1991 r. dwaj franciszkanie starali się towarzyszyć zarażonym, przewożąc ich do szpitali. Pomagali mieszkańcom wiosek w czasie kryzysu ekonomicznego i suszy. Przyczyniali się do budowy studni. Organizowali kursy hodowli zwierząt, uprawy roli i budowy dróg. Nie mieli nieprzyjaciół, wszyscy ich szanowali i kochali. (…)

Ich przepowiadanie i zachowanie, ich apostolstwo i akceptacja męczeństwa były lekcjami miłości, ponieważ miłość zwycięża nienawiść i gasi zemstę”.

Warto tu także przywołać postać Sługi Bożej Heleny Kmieć, młodej polskiej wolontariuszki, zamordowanej 24 stycznia 2017 r. na misji w Boliwii, gdzie z wielką miłością pomagała siostrom służebniczkom dębickim w prowadzeniu ochronki dla dzieci. Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się 10 maja 2024 r.

Bracia i Siostry! Także naszym powołaniem jest dawanie świadectwa tej miłości, która ma swoje źródło w Sercu Jezusa, Boskiego Odkupiciela, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi.

Papież Leon XIV w orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Misyjny napisał:

„Apostołowie ewangelizowali przynagleni miłością Chrystusa i dla Chrystusa (por. 2 Kor 5, 14). Podobnie, na przestrzeni wieków, rzesze chrześcijan, męczenników, wyznawców i misjonarzy oddawały życie, aby świat poznał tę Bożą miłość. (…)

Świat wciąż potrzebuje tych odważnych świadków Chrystusa, a wspólnoty kościelne nadal potrzebują nowych powołań misyjnych, które zawsze powinny nam leżeć na sercu i o które trzeba modlić się nieustannie do Ojca. Niech On udzieli nam daru ludzi młodych i dorosłych, gotowych porzucić wszystko, aby podążać za Chrystusem drogą ewangelizacji aż po krańce ziemi! (…) Zaangażujmy się wszyscy – każdy zgodnie z własnym powołaniem i otrzymanymi darami – w wielką misję ewangelizacyjną, która jest zawsze dziełem miłości”.

„Dzięki wsparciu misjonarze są w stanie pomóc w dożywianiu dzieci, w ich edukacji, remontach kaplic czy w leczeniu chorych w prowadzonych przez misje punktach medycznych” – mówi ks. bp Jerzy Mazur.

III

Pięknym przykładem takiego misyjnego zapału i zaangażowania w dzieło ewangelizacji może być dla nas 19 – letnia włoszka, Chiara Badano. Mówiono o niej Chiara „Luce”, tzn. Światło.

Gdy miała 17 lat wykryto u niej raka kości z przerzutami. Podczas pobyt w szpitalu wyróżnia się altruizmem. Rezygnując z własnego wypoczynku, pomaga dziewczynie w ciężkiej depresji, uzależnionej od narkotyków. Towarzyszy jej wszędzie. Wstaje z łóżka mimo bólu, jaki odczuwa z powodu przerzutów w kręgosłupie. Potem będę miała czas aby spać - mówi.

Chiara swoimi czynami miłości objawiała i dawała Boga. Kochała ludzi, a szczególnie tych, którzy są daleko od Boga. Gdy pewnego razu mama zapytała ją, czy mówi tym osobom o Bogu, Chiara odpowiedziała, że nie mówi o Nim, lecz chce Go im dawać przez świadectwo życia.

Wolontariuszowi, Janowi Franciszkowi Piccardo, który wyjeżdża do Beninu w Afryce, by pomagać w wykopaniu 30 studni wody pitnej, przekazuje swoje oszczędności, prezent z ostatnich urodzin, mówiąc: "nie potrzebuję ich, ja mam wszystko".

Misje są wielką miłością Chiary. Pragnie kiedyś tam wyjechać. I mimo że nie zrealizowała tego marzenia - po jej śmierci w krajach misyjnych powstają dzieła nazwane jej imieniem. W trakcie choroby Chiara przekazuje na cele misyjne swoje oszczędności, a i po śmierci rodzice znajdują w jej rzeczach pieniądze odłożone dla Afryki.

Pokój w szpitalu a następnie jej dom rodzinny staje się "domowym Kościołem" - miejscem spotkań i apostolatu.

Odwiedza ją kardynał Saldarini i pyta: "Masz przepiękne oczy. [Bije z nich] cudowne światło. Skąd ono w Tobie się bierze?". Chiara odpowiada: "Staram się bardzo kochać Jezusa".

Przed śmiercią potwierdza, że zgadza się na przekazanie swoich rogówek, nienaruszonych przez chorobę, do transplantacji i – jak powiedziała jej matka – był to ostatni akt miłości do ludzi z jej strony. Zostały one przeszczepione, i dzisiaj dwoje młodych ludzi widzi dzięki niej.

Bł. Chiara swoim rówieśnikom zostawiła przesłanie: „Ja nie mogę już biec, ale chciałabym przekazać Wam pochodnię, jak na olimpiadzie. Macie jedno życie, warto przeżyć je dobrze”.

Bracia i Siostry! Świadectwo tej młodej Włoszki jest dla nas zaproszeniem, aby jeszcze bardziej przylgnąć do Chrystusa, by odzyskać wewnętrzny żar miłości oraz radość i moc świadectwa pociągającą innych do Boga.

Dlatego papież Benedykt XVI zwracając się do młodzieży powiedział: „Zachęcam was, byście czerpali moc z modlitwy i sakramentów. Autentyczna ewangelizacja zawsze rodzi się z modlitwy i jest przez nią wspierana: musimy najpierw rozmawiać z Bogiem, abyśmy mogli mówić o Bogu. I w modlitwie zawierzajmy Panu osoby, do których jesteśmy posłani, prosząc Go, aby dotknął ich serca. Prośmy Ducha Świętego, aby nas uczynił swoimi narzędziami dla ich zbawienia. Prośmy Chrystusa, aby wkładał w nasze usta słowa i czynił nas znakami swojej miłości. (…)”.

Drodzy bracia i siostry!

Pamiętajmy, że sprawa misji to wspólna sprawa wszystkich dzieci Kościoła, ożywionych i zjednoczonych miłością Chrystusa.

Dlatego naszym zadaniem jest nie tylko duchowe i materialnie wspieranie misjonarzy pracujących na odległych kontynentach, ale przede wszystkim my sami, musimy czuć się uczniami – misjonarzami, posłanymi do głoszenia Chrystusa i Jego Ewangelii tam, gdzie żyjemy – w domu, w szkole, na uczelni i w pracy.

Poprzez świadectwo żywej wiary, wyznawanej z odwagą i bez obłudy, potwierdzanej każdego dnia uczynkami miłości bliźniego, darem modlitwy oraz cierpienia przyjętego i ofiarowanego za innych, pomagajmy im spotkać Jezusa i przylgnąć z ufnością do Jego Serca.

IV

Drodzy bracia i siostry!

W dzisiejszej niedzielę obchodzoną jako Światowy Dzień Misyjny wspominamy św. Łukasza Ewangelistę, wiernego towarzysza podróży misyjnych i jednocześnie lekarza św. Pawła. O tym, że był On lekarzem wspomina Apostoł Narodów w swoim Liście do Kolosan pisząc: „Pozdrawia was Łukasz, umiłowany lekarz” (Kol 4, 14). Dlatego dzień 18 października stanowi patronalne święto Służby Zdrowia. Według św. Łukasza troska o chorych i ubogich znajduje się w samym sercu Chrystusowej Ewangelii powierzonej Apostołom i głoszonej przez nich całemu światu.

Współcześnie takim świadkiem Ewangelii Miłości, troski o chorych i pokornej posługi najbiedniejszym z biednych stał się Sługa Boży o. Marian Żelazek (zmarły w 2006 r.), 88-letni werbista, pracujący ponad 50 lat jako misjonarz w Indiach. Od 1975 roku do ostatniej chwili życia swoją działalność misyjną prowadził w Puri nad Zatoką Bengalską.

Ojciec Marian mówi:  Praca misjonarza szczególnie tego wymaga, aby naśladować Chrystusa... Najważniejszym czynnikiem naszej pracy w kolonii trędowatych jest nasza obecność wśród nich. Przeklęci nie są już przeklętymi. Chrystus przychodzi do trędowatych. Rzecz to cudowna: spotkanie trędowatych z Chrystusem, którego my zastępujemy, albo lepiej - z Chrystusem w nas.

Papież Franciszek pomaga nam zrozumieć, co to znaczy być uczniem – misjonarzem Chrystusa, gdy mówi, że „prawdziwa wiara w Syna Bożego, który przyjął ciało, jest nieodłączna od daru z siebie, od przynależności do wspólnoty, od służby”.

„Wierzyć w Jezusa znaczy dać Mu nasze ciało z pokorą i odwagą Maryi, aby mógł On nadal mieszkać pośród ludzi. Oznacza dać Mu nasze ręce, żeby okazać czułość maluczkim i ubogim; nasze ręce, by wychodzić na spotkanie braciom; nasze ramiona, aby wspierać słabych…”.

Wspaniałym przykładem może być dla nas Służebnica Boża Wanda Błeńska, lekarka i świecka misjonarka, która przez 40 lat opiekowała się trędowatymi w Ugandzie na Czarnym Ladzie.

Zdobyła serca Ugandyjczyków nie tylko dzięki swoim kompetencjom zawodowym, ale także swoim podejściem do chorych. Pomogła przełamać społeczny lęk przed trędowatymi. Podjęła wiele działań, by przywrócić im poczucie godności.

Mówiła, że „jeżeli chce się być dobrym lekarzem, to trzeba pokochać swoich pacjentów”.

„W swoich pacjentach nie widziała wyłącznie procesu chorobowego, który trzeba leczyć, ale całego człowieka, z jego cierpieniem, wewnętrzną wrażliwością wraz z otaczającą go społecznością i rodziną. Rozumiała, z jakimi problemami borykają się chorzy, i starała się im pomóc na wszystkich płaszczyznach”.

Była osobą głęboko religijną. W Afryce każdy dzień rozpoczynała od Mszy świętej. Twierdziła, że wiara dawała jej siłę do pracy.

„Leczyłam nie trąd, ale osoby z trądem, czyli wszystkie choroby, na jakie chorowali – mówi pani Wanda. Traktowałam ich jak zwyczajnych pacjentów. Każdego, jak pacjenta, który ma chorobę zakaźną. Pacjentom przede wszystkim trzeba okazać serce i oni szybko to wyczują. Chorzy są bardzo wrażliwą grupą ludzi. Zwłaszcza bardzo cierpiący wiedzą, czy się pomaga całym sercem, czy tylko przychodzi oficjalnie. Tak, chory to wyczuje… I rzeczywiście to okazane serce działa na niego kojąco. Nie tylko kojąco, ale i gojąco. Jeżeli chce się być dobrym lekarzem, to trzeba pokochać swoich pacjentów. W tym znaczeniu, że daje im się czas, otacza się ich troską, uczy, bo to zawsze jest konieczne.

Jeżeli chodzi o personel szpitala, to najlepszymi pracownikami byli wcześniejsi pacjenci lub ci, którzy mieli w rodzinie kogoś, kto chorował na trąd. Oni mieli serce dla pacjentów”.

Po czterdziestu trzech latach spędzonych na afrykańskiej misji, dr Błeńska wróciła do Polski w 1993 roku. Pani Doktor zmarła 27 listopada 2014 r. w swoim domu w Poznaniu w wieku 103 lat.

Papież Franciszek uczy: „Przykazanie miłości, które Jezus pozostawił swoim uczniom, znajduje konkretną realizację także w relacji z chorymi. Dążmy do tego celu i sprawmy, aby nikt nie został pozostawiony sam sobie, aby nikt nie czuł się wykluczony lub opuszczony”.

„Braterska miłość w Chrystusie rodzi wspólnotę, która potrafi leczyć, która nikogo nie opuszcza, która włącza i przyjmuje przede wszystkim najsłabszych”.

V

Drodzy bracia i siostry!

Sprawa misji to wspólna sprawa wszystkich dzieci Kościoła, ożywionych i zjednoczonych miłością Chrystusa.

„Papież Franciszek przypomniał nam, że sercem misji Kościoła jest modlitwa – mówi ks. bp Jerzy Mazur. Wydaje mi się, że trzeba nade wszystko modlić się o to, aby Pan Bóg chronił i strzegł misjonarzy. Stawiają oni bowiem czoła wielu niebezpieczeństwom, zagrożeniom zdrowia, a nawet życia. Żyją w trudnych warunkach, ich posługa wymaga wielkiej odporności psychicznej, siły woli i ducha. Trzeba się modlić, aby nie wątpili w sens swej posługi, by byli cierpliwi, ofiarni i dyspozycyjni wobec Ducha Świętego, który nimi się posługuje. Trzeba się modlić o łaskę dla nich, opiekę Bożą i światło. Trzeba się modlić, by ich misja przynosiła obfite owoce nawrócenia, umocnienia na drodze wiary nadziei i miłości tych, którym głoszą Ewangelię. (…) Siostry Służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji trwają dzień i noc na modlitwie, wypraszając potrzebne łaski dla misjonarzy oraz łaskę nawrócenia i wiary dla nieznających Chrystusa. One czują się wezwane do niesienia duchowej pomocy innym przez modlitwę. Same mówią: „jesteśmy zamknięte, aby misjonarze dotarli wszędzie, gdzie pójdą; jesteśmy za kratami, aby pomagający bliźnim pokonali przeszkody, milczymy, aby było słychać tych, którzy głoszą Słowo Boże”.

To nasze „misjonarskie powołanie” realizuje się zatem w różny sposób. Także chorzy, przykuci do łóżek, na długie dni zamknięci w szpitalach, którzy łączą swoje cierpienia z męką Zbawiciela dla przekazu wiary, są największym motorem misji w Kościele – są cierpiącymi misjonarzami.

Św. Jan Paweł II uczy: „Zbawcza wartość każdego cierpienia, przyjętego i ofiarowanego z miłością, wypływa z Ofiary Chrystusa. Misjonarzowi w jego ofierze winni towarzyszyć wierni i podtrzymywać go własną ofiarą. Przez taką ofiarę chorzy stają się sami misjonarzami (RMis 78).

Wspaniałym przykładem może być dla nas św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Młoda karmelitanka całe swoje życie zakonne spędziła w ukryciu klasztoru w Lisieux. Żyła zaledwie 24 lata. A jednak papież Pius XI w roku 1927 ogłosił ją Patronką Misji i Misjonarzy na całym świecie. Wspierała ich modlitwą i pokutą oraz ofiarą swego cierpienia.

„Teresa poczuła się szczególnie zespolona ze wszystkimi na świecie misjami i misjonarzami Kościoła” – mówił o niej św. Jan Paweł II.

Młoda karmelitanka utrzymywała kontakt listowny z dwoma francuskimi misjonarzami. Jeden z kapłanów pracował w Algierii, a drugi w Chinach. Wspierała ich modlitwą i ofiarą.

Do jednego z misjonarzy posługujących w Chinach napisała:

„Będę doprawdy bardzo szczęśliwa, współpracując z Ojcem dla zbawienia dusz, w tym przecież celu wstąpiłam do Karmelu i nie mogąc być misjonarką czynną, chciałabym być nią mocą miłości i pokuty”.

Będąc ciężko chora na gruźlicę pisze do swojej siostry: „Czy wiesz, co dodaje mi sił? Otóż idę dla jakiegoś misjonarza. Myślę, że tam, gdzieś daleko, jeden z nich jest być może wyczerpany na swych apostolskich drogach, i aby zmniejszyć jego zmęczenie, ofiaruję Dobremu Bogu moje własne”.

Myślę, że to piękna wskazówka i zachęta dla nas wszystkich, szczególnie dla osób chorych. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do zaangażowania w misyjne dzieło Kościoła, wszyscy możemy stać się prawdziwymi dobrodziejami i pomocnikami misjonarzy pracujących w odległych rejonach świata.

„Misjonarze na co dzień zmagają się z trudnymi warunkami, chorobami, samotnością i wyzwaniami, które często przekraczają ludzkie siły. Nasza modlitwa, post i ofiarowane cierpienie mogą być dla nich ogromnym wsparciem” (o. Marcin Wrzos OMI).

Pan Jezus mówił do św. Faustyny: „Jedna jest cena, za którą się kupuje dusze, a tą jest cierpienie złączone z cierpieniem Moim na krzyżu”.

„Modlitwą i cierpieniem więcej zbawisz dusz, aniżeli misjonarz przez same tylko nauki i kazania” (Dz. 1767). „Potrzeba Mi cierpień twoich dla ratowania dusz” (Dz. 1612). „Z cierpień twoich będą korzystać inne dusze” (Dz. 67).

„Cierpienie samo w sobie jest niczym, ale cierpienie przeżywane we wspólnocie z Męką Chrystusa jest cudownym darem” – mówi św. Matka Teresa z Kalkuty.

Drodzy bracia i siostry! W życiu ludzi chorych, udręczonych i zmęczonych ogromem doznawanych cierpień, wielką pociechą i umocnieniem jest fakt duchowego uczestnictwa w dziele ewangelizacji świata.

Świadomość, że przez swój krzyż mogą być współpracownikami misjonarzy, którzy docierają z Ewangelią aż na krańce świata, może być dla nich nową ożywczą siłą w codziennym zmaganiu się z losem.

Spotykając się z Chrystusem cierpiącym, doświadczając cierpienia w swoim życiu i ofiarując to doświadczenie, by pomóc innym spotkać Zbawiciela, stają się misjonarzami modlącymi się, aby Ewangelia Chrystusowa dotarła do wszystkich.

Drodzy bracia i siostry! Kończąc nasze rozważanie za św. Janem Pawłem II prosimy:

„Najukochańszy Panie nasz, Jezu Chryste, który nas odkupiłeś ceną przenajświętszej Krwi swojej, ogarnij miłosiernym wzrokiem biedną ludzkość, któ­ra w znacznej części jest jeszcze pogrążona w mro­kach niewiary. Spraw, by cała ludzkość zajaśniała światłem prawdy. Poślij Panie apostołów Twojej Ewangelii, wspomagaj ich żarliwość, aby nieznający Chrystusa dostrzegli Jego miłość i za ich pośrednictwem weszli do Chrystusowej owczarni.

Wspomagaj wysiłki wszystkich misjonarzy i misjonarek, niech ta służba prowadzi do prawdy i miłości. Oświeć błądzących i sprowadź ich do przystani prawdy i jedności.

Darz misjonarzy zdrowiem, optymizmem i wiarą w sens poświęcenia i ofiary. Upadającym pod ciężarem krzyża daj moc do ochotnej i wielkodusznej służby. Pomagaj wszystkim pracownikom. Niech wielkim wysiłkiem kapłanów i świeckich rośnie Twój Kościół, wielki świadek Twego Odkupienia”. Amen.

o. Piotr Męczyński OCarm.

« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio