Drodzy bracia i siostry!
Przeżywamy Oktawę Narodzenia Pańskiego. Świętujemy
radosną tajemnicę Narodzenia Boskiego Odkupiciela.
Powróćmy do
klimatu Betlejemskiej Nocy, aby razem z dziewiczą Matką, Jej oczami i sercem
kontemplować i rozważać tajemnicę Dzieciątka leżącego na sianie w ubogim
żłobie.
Razem z Maryją adorujmy Boskie Dzieciatko i śpiewajmy
Mu wdzięcznym sercem: „Miłość, która to sprawiła, iż Cię do nas sprowadziła,
niech swą iskrą nas zapali, abyśmy Cię miłowali”.
Papież
Franciszek rozważając tę tajemnicę powiedział: „Bóg jest małym dzieckiem w
ramionach niewiasty, która karmi swojego Stwórcę. (…) Bóg nie jest odległym
panem, który żyje samotnie w niebie, lecz jest Miłością wcieloną, zrodzoną tak,
jak my z matki, aby być bratem każdego z nas”.
Maryja, Matka Chrystusa i nasza Niebieska Matka, za pośrednictwem Sługi
Bożego ks. Stefano Gobbiego, włoskiego kapłana – mistyka, powiedziała:
„Dzieciątko Jezus jest prawdziwym Bogiem, naszym Zbawicielem,
oczekiwanym od dawna Mesjaszem. Jako Mama zrodziłam Go do życia ziemskiego,
lecz to On – jako Stwórca – jest Dawcą życia. Przez Moje «tak» pozwoliłam Mu
wejść w czas, lecz On – jako Wieczny – jest poza czasem. Tulę Go w Moich
ramionach i pomagam Mu, lecz to On wszystko podtrzymuje, gdyż jest
Wszechmogący. Słowo Ojca – Bóg, Stwórca wszechmocny i wszechwiedzący – chciało
przyoblec się w słabość, narzucić Sobie ograniczenie czasu. Przyjęło kruchość ludzkiej
natury, narodziło się ze Mnie i jak każde dziecko odczuwało wszystkie potrzeby.
Ileż razy – całując Go z matczyną czułością – mówiłam Mu: «Przecież to
Ty jesteś odwiecznym pocałunkiem Ojca!» Pieszcząc Go myślałam: «Ty jesteś Boską
pieszczotą, uszczęśliwiającą dusze». Podczas ubierania Go w małe ubranka
szeptałam: «Ty jesteś Tym, który przyodziewa ziemię kwiatami, a niezmierzony
wszechświat – gwiazdami». Karmiąc Go, śpiewałam Mu: «To Ty jesteś Tym, który
dostarcza pożywienia żyjącym». A gdy mówiłam do Niego z matczyną miłością:
«Synu Mój» i gdy Moja dusza Go adorowała, tak modliłam się do Niego: «Ty jesteś
Synem Ojca, Jego Synem Jedynym i Wiecznym, Jego żyjącym Słowem....».
Jezus rodzi się, aby wybawić wszystkich ludzi z grzechów. Światło wschodzi w ciemnościach: przychodzi Dzieciątko, by
zbawić świat” (Orędzie do kapłanów, umiłowanych
synów Matki Bożej, 2 luty 1983).
Drodzy bracia i siostry!
Także i my, pociągnięci przykładem Maryi, „wejdźmy z wiarą do
betlejemskiej groty. (…) Bez wiary nie zobaczymy nic innego, jak tylko biedne
dzieciątko wzruszające nas swoją pięknością, które drży i płacze ze względu na
zimno i kłującą słomę. Ale jeśli wejdziemy z wiarą, że to dziecko jest Synem
Bożym, który z miłości do nas przyszedł na ziemię, który cierpi, aby
zadośćuczynić za nasze grzechy, to czyż będzie możliwe nie dziękować Mu i nie
kochać Go?” (św. A. M. de Ligurio).
Betlejemski
żłóbek kryje w sobie tajemnicę wielkiej miłości i pokory Boga. Jezus Chrystus,
Syn Boży, przychodzi, by przynieść ludziom zbawienie. Bóg schodzi ku
człowiekowi, by wyprowadzić go z nocy grzechu ku światłu nowemu życia.
Papież Franciszek
powiedział, że „Syn Boży, błogosławiony z natury, przychodzi, aby uczynić nas
dziećmi błogosławionymi przez łaskę. Tak, Bóg przychodzi na świat jako syn, aby
uczynić nas dziećmi Bożymi. Cóż za wspaniały dar!”.
„Dziś Syn Boży się narodził: wszystko się zmienia –
mówi Papież. Zbawiciel świata staje się uczestnikiem naszej ludzkiej natury,
nie jesteśmy już samotni i opuszczeni”.
„Dziecię Jezus przychodzi, by zająć się naszym życiem
i naszą ludzką biedą, by uwolnić nas od grzechu, śmierci i szatana” (Biskup
Płocki Szymon Stułkowski).
Ciągle aktualne są słowa św. Augustyna: „Wielki chory
leżał na ziemi i dlatego potrzeba było wielkiego lekarza z nieba”.
Święta Siostra Faustyna zwraca się do Boga słowami:
„Miłosierdzie Cię pobudziło, żeś sam raczył zstąpić do nas i wydźwignąć
nas z nędzy naszej”.
Abp
Salvatore Pennacchio, Nuncjusz Apostolski w Polsce (w latach 2016 – 2023) w
homilii na Boże Narodzenie (25.12.2019) powiedział:
„Drodzy
Siostry i Bracia, powinniśmy nieustannie uświadamiać sobie, że to my właśnie
jesteśmy ową mizerną stajenką, w której rodzi się Bóg. Sami wiemy, że z powodu
naszych słabości i grzechów, nie jesteśmy jakimś wspaniałym pałacem, który
chętnie byśmy Mu ofiarowali. Jezus przychodzi na świat w miejscu, gdzie
przebywają zwierzęta, bo ludzkie, bardziej godne siedziby zostają przed Nim
zamknięte. Stajnia symbolizuje tę sferę naszej duszy, którą najchętniej
ukrylibyśmy przed wszystkimi. Tam właśnie rodzą się i zamieszkują nasze
instynkty, pragnienia, pokusy, których sami się boimy. Panuje tam chłód,
ciemność, brud. Jakże mizerna i wstyd przynosząca jest ta szopka… a jednak Bóg
chciał narodzić się właśnie w tym miejscu.
Ta prawda
wymaga od nas wielkiej pokory. Musimy zebrać się na odwagę i otworzyć przed Panem drzwi naszej stajenki, ukazując
Mu całe nasze wnętrze. (…)
On pragnie
zejść do najbardziej skrywanych zakamarków naszej duszy i Swoim blaskiem
oświecić panujące tam ciemności, wyzwolić nas z niewoli grzechu, z tego
wewnętrznego więzienia fałszywych ideałów i obsesji”.
Jak mówi papież Franciszek: „W Jezusie Ojciec dał nam
brata, który wychodzi, by nas szukać, kiedy jesteśmy zdezorientowani i
zatracamy kierunek; wiernego przyjaciela, który jest zawsze blisko nas; dał nam
swego Syna, który nam przebacza i podnosi z grzechu”.
„On, zstąpił między nas, aby nas podnieść i
przyprowadzić z powrotem w objęcia Ojca”.
Drodzy bracia i siostry!
„Bóg przychodzi w Jezusie narodzonym w Betlejem, aby
podać nam swą rękę. Teraz jest czas na nasz ruch, na nasz powrót, na
wyciągnięcie naszych rąk do Bożej, ojcowskiej ręki”.
W Jego „obliczu jaśnieje najwspanialsza z tajemnic:
tajemnica Bożej miłości. Zaufajmy tej miłości i otwórzmy nasze serca
Chrystusowi. Niech Ten, który rodzi się dla nas, narodzi się także w nas.
Pozwólmy Mu przemienić nasze życie, napełnić je radością, nadzieją, i pokojem.”
(Bp Aleksander Kaszkiewicz).
Pewien człowiek dzieli się z nami takim świadectwem:
„Przez moje złe wybory szukałem miłości i szczęścia na oślep. Moje serce było
poranione i pragnąłem byle czego, co sprawi, że ta rana zostanie w jakiś sposób
uleczona, tylko nic tam nie pasowało. Nie pasowały tam pornografia, adrenalina,
narkotyki, używki.
Jeden dzień okazał się przełomowy w moim życiu. Dzień,
który był taką pieczęcią, nawrotem na właściwe tory, o czym tamtego dnia nie
wiedziałem, bo wtedy było ze mną bardzo źle. Była to kulminacja wszelkiego zła
w moim życiu, pustki, bezradności.
Tamtego dnia zdecydowałem się pójść do spowiedzi. To
był krok trochę w ciemno, bo nie znałem żadnych księży, żadnych ludzi Kościoła.
Tamtego dnia trafiłem do kratek konfesjonału i pierwszy raz w życiu wyznałem
swoje grzechy – prawdziwie, szczerze, bez udawania, bez ściemniania.
Przyznałem, że jestem uzależniony od narkotyków, że siedzę w bagnie innych
grzechów, że jestem złodziejem, i wiele innych rzeczy, których się wstydziłem.
Przyznałem się, że cierpię, pierwszy raz. Odważyłem
się. Do tamtej pory każdemu mówiłem: „ja nie cierpię, jestem silny, jestem
samowystarczalny, jestem mocny”. Wtedy przyznałem, że to wszystko kłamstwa.
Pod koniec spowiedzi bardzo dobitnie usłyszałem od
księdza jedno zdanie. Wypowiedział kilka wcześniej, ale to ostatnie było
najbardziej uderzające. Powiedział: „I ja odpuszczam tobie grzechy. W imię Ojca
i Syna, i Ducha Świętego”, i zapukał w kraty konfesjonału.
Czułem, jakby pod wpływem tych słów i tego zdania,
tego znaku krzyża, Ktoś coś ze mnie zdjął, taki ogromny ciężar. Objawem tego
były łzy, poczucie oczyszczenia. Poczucie tego, że teraz jestem pierwszy raz
sobą. Ten płaczący, ale wolny. Pierwszy raz wolny od masek. Wtedy pierwszy raz
pokazała się moja twarz, twarz słabej osoby.
To był dzień przełomu, dzień, w którym zacząłem
odkrywać swoją wartość. Wszedłem w proces odkrywania swojej wartości, która
jest w Bogu. Chwyciłem się tego bardzo mocno i zacząłem zgłębiać i praktykować
wiarę, przyjmować sakramenty, walczyć ze swoimi słabościami, często się
spowiadać. I tak trwa to do dziś. Ponad 12 lat. Spowiedź św. uratowała moje
życie!”
Drodzy bracia i siostry! Adorujmy z uwielbieniem
Boskie Dzieciątko i rozpoznajmy w Nim oblicze czułej i wiernej miłości Ojca,
który „tak, umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w
Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).
Uwierzmy tej Miłości, która ze żłóbka ramiona do nas
wyciąga, pozwólmy, aby zrodziła się w naszych sercach, była źródłem naszej
nadziei i światłem Ewangelii kształtowała naszą codzienność, aby nas prowadziła
w objęcia Ojca.
Święty Ojciec Pio kazał umieścić żłóbek z figurką
Boskiego Dzieciątka w miejscu widocznym z jego konfesjonału
i często spoglądał na niego w ciągu dnia. Do wstających od kratek
jego konfesjonału penitentów mawiał: „Trzymaj się blisko żłóbka, tego pięknego
małego chłopca”.
Drogi Bracie, Droga Siostro!
Nie bój się! Z ufnością zbliż się do Niego! „Pan się narodził, aby rozświetlić
twoje życie, a Jego oczy promienieją miłością do ciebie” (pap. Franciszek,
24.12.2023). Amen.
o. Piotr
Męczyński O.Carm.
|