18.01.2026
Jezus „podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła” (por. Mk 1, 31)


Drodzy bracia i siostry!

Posłuchajmy najpierw fragmentu z Ewangelii według Św. Marka (1, 29-39):

„Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy”.

Gdy dzisiaj gromadzimy się wokół Chrystusowego ołtarza w Domu Matki Bolesnej, przypominamy sobie to niezwykłe spotkanie chorych z Jezusem, które odbyło się w domu Rybaka nad jeziorem galilejskim.

Jezus wyszedł z synagogi w Kafarnaum i przyszedł do domu Szymona Piotra. Tam zaraz powiedzieli Mu, że teściowa Piotra leży w gorączce. Jezus „podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła”.

Chrystus jest pełnym mocy Synem Bożym, wczoraj i dziś ten sam. Jego moc, współczucie i miłosierdzie nie uległo osłabieniu. To samo co czynił dwa tysiące lat temu nad Jeziorem Galilejskim czyni dzisiaj zmartwychwstały Jezus obecny z nami w sakramentach Kościoła.

Pamiętam jak kilka lat temu wracaliśmy pielgrzymką autokarową z sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju z Medjugorie. W grupie była starsza pani z dorosłym synem i córką. Po przekroczeniu granicy polsko – słowackiej jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Pojawiła się gorączka, zaczęła majaczyć i tracić kontakt z otoczeniem. Sytuacja była bardzo poważna. Cały autokar modlił się za nią. Wezwaliśmy pogotowie. Po kilku kilometrach dojechaliśmy do kwatery. Chora została przeniesiona z autokaru do pokoju. Jeszcze przed przyjazdem karetki powiedziałem do syna: „Udzielę mamusi sakramentu namaszczenia chorych”. On siedział w tym czasie przy mamie na łóżku podtrzymując ją delikatnie od tyłu. Zacząłem wypowiadać sakramentalną formułę namaszczając przy tym czoło a następnie dłonie chorej. „Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże Ciebie łaską Ducha Świętego. Pan, który odpuszcza Ci grzechy, niech Cię wybawi i łaskawie podźwignie. Amen.”. W tym momencie chora otworzyła oczy mówiąc: „Co to było?”. Zdawało się, że jakby wróciła do świata żywych. Syn, który trzymał ja za ręce powiedział: „Proszę Ojca, czuję jak w tym momencie opuściła ją gorączka”. Po chwili do pokoju wszedł lekarz, który przyjechał karetką. Zbadał ją i powiedział, że nie widzi nic poważnego, ale na wszelki wypadek weźmie ją na obserwację do szpitala. Pani szybko wyszła z tego szpitala i żyła potem jeszcze dziesięć lat.

Podobnie jak teściową Szymona Piotra tak i ją Pan Jezus ujął łagodnie za rękę i podźwignął.

Drodzy bracia i siostry! Kochani Chorzy!

Niebieski Lekarz - Zmartwychwstały Chrystus przychodzi do nas przez pokorną posługę kapłanów i w sakramentach uzdrowienia: w każdej spowiedzi świętej i liturgicznym namaszczeniu chorych. W szczególny sposób Jezus Boski Lekarz przychodzi do nas w każdej Mszy świętej i w każdej naszej komunii świętej, pełen miłości pochyla się nad nami, podnosi, tuli do Serca, pociesza i umacnia.

Drodzy Moi! By mieć siłę do kroczenia drogą krzyża razem z Chrystusem, trzeba z Nim być zjednoczonym poprzez częstą Komunię świętą. Tylko wtedy doświadczymy, że Jego „jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie”. Tylko wtedy znajdziemy siłę, aby z odwagą wziąć swój krzyż i iść wiernie za Jezusem, mając Go w swoim Sercu.

Pewnego dnia Pan Jezus powiedział do chorej na gruźlicę siostry Faustyny: „Wiedz, że tę siłę, którą masz w sobie do znoszenia cierpień, musisz zawdzięczać częstej Komunii św., a więc przychodź często do tego źródła miłosierdzia i czerp naczyniem ufności cokolwiek ci potrzeba”.

„Dziękuję Ci, Jezu, za tych wszystkich, których przytulasz do swojego Serca. Dziękuję, że pochylasz się nad każdym człowiekiem doświadczonym cierpieniem i zgnębionym na duchu. Dziękuję, że bierzesz na siebie wszystkie nasze choroby. Dziękuję, że dźwigasz nasze boleści i pokrzepiasz nasze siły mocą Twojego Ciała i Twojej Krwi” – modlił się o. Józef Kozłowski, nieżyjący już charyzmatyczny jezuita z Łodzi.

Ks. Adam Trzaska, kapelan Hospicjum im. św. Łazarza w Krakowie, wspomina: „Kiedyś byłem u cho­rego objętego opieką domową. Udzieliłem mu sakramentów, a kiedy wychodziłem, zapytał, czy mógłbym kiedyś jeszcze do niego przyjść. Powiedziałem, że mogę przyjść i odprawić przy jego łóżku Mszę. Bardzo się ucieszył, umówiliśmy się na konkretny dzień. Na tej Mszy przy jego łóżku była cała rodzina – żona, dzieci i wnuki. Kiedy przyszedł moment przekazania sobie znaku pokoju, syn po­dał choremu ojcu bukiet róż, a on wręczył je żonie i przy wszyst­kich przeprosił za wszystkie swoje słabości: za alkohol, za jej łzy… Wszyscy zaczęli płakać”.

Wczytując się uważnie w dzisiejszą Ewangelię zauważamy, że Pan zbliżył się do chorej, gdy „powiedzieli Mu o niej”. Jezus delikatnie wskazuje, iż pragnie przyjść z pomocą, ale czeka na nasze akty wiary, pragnie abyśmy z ufnością mówili Mu o chorych, zawierzali ich Jego Sercu.

Drodzy bracia i siostry! Naszą miłością i gorącą modlitwą ogarniamy dzisiaj wszystkich naznaczonych stygmatem cierpienia na duszy i ciele, tych którzy obecni są dzisiaj w Oborskim Domu Maryi i tych, których twarze i imiona przynosimy zapisane w naszych sercach. Razem ze świętym Piotrem, pełni wiary i ufności, zwracamy się do miłosiernego Zbawiciela: Spójrz, Panie, oni „wszyscy Cię szukają” (Mk 1,37). Oni wszyscy Cię potrzebują. Zawierzamy ich Twemu Sercu, oddajemy ich w twoje ręce miłosierny Jezu.

Przywołany już wcześniej Ks. Trzaska, kapelan Hospicjum im. św. Łazarza w Krakowie, wspomina:

„W zeszłym roku (…) walczyliśmy o to, żeby pewien człowiek otworzył się na sakramenty, i udało się. Po wie­lu latach wrócił do Pana Boga. Duża była w tym zasługa jego bli­skich, którzy w swoich domach zorganizowali całonocne czu­wanie modlitewne w jego intencji. Kiedy rano przyszedłem do hospicjum, od drzwi usłyszałem, że ten chory mnie prosi. Czło­wiek zdeklarowany jako niewierzący, który wcześniej nie chciał ze mną rozmawiać. (…) Wyspowiadał się, przyjął wszystkie sakramenty i mogłem zadzwonić do rodziny, że ich mo­dlitwy zostały wysłuchane”.

Drodzy bracia i siostry, wracając do treści dzisiejszej Ewangelii widzimy, że gdy tylko Jezus dowiedział się o chorej – „podszedł do niej, i podniósł ją, ująwszy za rękę”. W tym momencie patrzył na nią z wielką miłością, ona była dla Niego najważniejsza.

Papież Franciszek podkreśla, że „bliskość jest tak naprawdę cennym balsamem, który daje wsparcie i pocieszenie tym, którzy cierpią w chorobie. Jako chrześcijanie, przeżywamy bliskość jako wyraz miłości Jezusa Chrystusa, który ze współczuciem stał się bliskim każdego człowieka.

Jezus (…) proponuje, by zatrzymać się, wysłuchać, nawiązać bezpośrednią i osobistą relację z drugim człowiekiem, poczuć dla niego czy dla niej empatię i wzruszenie, zaangażować się w jego cierpienie do tego stopnia, by zatroszczyć się o niego w posłudze (por. Łk 10, 30-35)”.

„Chorzy potrzebują drugiego człowieka, chcą, żeby ktoś przy nich był, nie chcą być sami – mówi ks. Trzaska. Nawet jeśli tylko śpią, bo nie mają siły na nic innego, lubią, jak obok jest drugi człowiek. Dla chorych ważny jest gest, uścisk dłoni. W hospicjum nauczyłem się, że nawet jeśli człowiek po kolei traci zmysły, przestaje widzieć, słyszeć, to ostatnią rzeczą, która mu zostaje, jest dotyk. Człowiek odchodzący chce, by ktoś trzymał go za rękę. (…)

Mieliśmy chorego, który przyznał mi się, że nie był u spowiedzi od 1939 roku i w ogóle od wojny nie praktykował. Jego historia jest dobrym przykładem na to, że nieraz, by zbliżyć się do Eucharystii, potrzebujemy drugie­go człowieka. W pewnym momencie swojego życia w hospicjum ten człowiek otworzył się na swoją opiekunkę, która codziennie przychodziła go myć i karmić. Był jej bardzo wdzięczny i kiedyś powiedział, że bardzo ją szanuje i niczego by jej nie odmówił. Więc ona na to: „To zabieram pana na Mszę świętą”. „Jak powiedziałem, że niczego, to na Mszę też pojadę”. Pamiętam, że to było w lipcu. W czytanej Ewangelii Jezus pytał swoich uczniów: „Za kogo ludzie Mnie uważają?” i „Za kogo wy Mnie uważacie?”. Po Ewangelii jak zawsze miałem krótką homilię. Ten pan wszystkiego wysłuchał, a po Mszy nie pozwolił się już odwieźć do pokoju, tylko czekał na księdza. I wtedy po tylu latach się wyspowiadał. Z Komunią świętą poczekaliśmy na odwiedziny jego bliskich. Jak przyszły jego dzieci i wnuki, wtedy uroczyście przyjął wiatyk [komunię świętą jako umocnienie na ostatnią drogę do Domu Ojca] i złożył wyznanie wiary”.

Papież Franciszek w orędziu na Światowy Dzień Chorego pisał: „Bracia i siostry, pierwszą formą opieki, jakiej potrzebujemy w chorobie, jest bliskość pełna współczucia i czułości. Dlatego opieka nad chorym oznacza przede wszystkim troskę o jego relacje, wszystkie jego relacje: z Bogiem, z innymi – rodziną, przyjaciółmi, pracownikami służby zdrowia – ze stworzeniem, z samym sobą. Czy jest to możliwe? Tak, jest to możliwe i wszyscy jesteśmy wezwani do zaangażowania się, aby tak się stało”.

Pięknym przykładem może być dla nas św. Bernadetta Soubirous, która po zakończeniu objawień w Lourdes wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w Nevers, gdzie została skierowana do opieki nad chorymi w klasztornej infirmerii.

Siostry tak ją scharakteryzowały przy tej pracy: jest ona „wesoła, miła, ujmująca, pełna dobroci, równie zręczna, jak gorliwa... bardzo umiejętnie usługuje chorym... umie znaleźć miłe, a czasem dowcipne słowo dla zachęcenia do przyjęcia lekarstwa”.

„Gdy zbliżała się do łóżka chorej, rzekłbyś – anioł miłości: tyle słodyczy i siły miały jej zachęty, tyle wnosiły pokoju i pociechy... Nie mogła przejść obok cierpienia, by nie współczuć”.

A oto kolejne świadectwo takiej właśnie postawy niosącej choremu doświadczenie kojącej bliskości i czułości Boga.

Pod koniec 1983 roku o. Janko Bubalo, franciszkanin, zapytał Vickę, najstarszą z sześciorga widzących z Medjugorie:

- Jak to się stało, że przyszło wam na myśl, aby modlić się za chorych? Vicka odpowiedziała:

- To stanowi część orędzia Pani. Często nam o tym mówiła. Często modliła się razem z nami za chorych.

- Kontynuujecie tę modlitwę bez Pani?

- Naturalnie, jest to naszym obowiązkiem. Modlitwie za chorych przewodniczy zawsze kapłan. Najpierw odmawia się modlitwy w imieniu Kościoła. Później my modlimy się indywidualnie nad chorym. Modlimy się z nim, żeby Pan Bóg i Matka Boża dodali mu cierpliwości, pogłębili jego wiarę, podtrzymali w chorobie. Z każdym chorym trzeba porozmawiać, pocieszyć go.

- Czy prosicie o jego uzdrowienie?

- Tak, jeżeli taka jest wola Boża”.

Jakov Colo, najmłodszy z widzących, podczas spotkania z grupą polskich pielgrzymów w październiku 1997 roku, powiedział: „W szczególny sposób, co wieczór, polecam Matce Bożej wszystkich chorych. Gdyż każdy z nas widzących ma jedną swoją misję. Ja i Vicka modlimy się za chorych. Kiedy mówię, że modlimy się za osoby chore, nie mówię żebyśmy się modlili przede wszystkim o ich fizyczne uzdrowienie. Ale przede wszystkim modlimy się o uzdrowienie ich serca, naszego serca. Gdyż człowiek najpierw musi zostać uzdrowiony w swoim sercu, żeby nie pojmował choroby jako kary Bożej. Ale żeby pojął tę chorobę jako plan Boży, który Bóg przygotował tutaj dla nas wszystkich. Gdyż mamy wiele przykładów osób, które były tutaj w Medjugorie. I są to ci chorzy, którzy zostali uzdrowieni w swoich sercach, którzy dziękują Bogu za to, że mogą nosić krzyż, że mogą coś uczynić dla Boga, biorąc pod uwagę to, co Bóg czyni dla nas. A z drugiej strony są ci, którzy nie zostali jeszcze uleczeni w swoim sercu i którzy zawsze pytają się „Dlaczego?” I dlatego najpierw powinniśmy się modlić o uzdrowienie serca”.

W listopadzie 1991 roku Matka Boża powiedziała do Vicki: „Kiedy dotyka was coś trudnego, cierpienie czy choroba, nie mówcie: „O, dlaczego to spadło na mnie, a nie na kogoś innego!” Nie, drogie dzieci, mówcie raczej: „Panie, dziękuje Ci za dar, jakiego mi udzielasz”. Cierpienie bowiem ofiarowane Bogu jest źródłem wielkich łask dla was i dla innych. Kiedy jesteście chorzy, wielu z was modli się powtarzając: „Uzdrów mnie! Uzdrów mnie!” Nie, drogie dzieci, to nie jest dobra postawa, ponieważ w ten sposób wasze serca nie otwierają się na Boga. Zamykacie je, skupiając się na chorobie i nie jesteście otwarci ani na wolę Boga, ani na łaski, które chce wam dać. Módlcie się raczej w ten sposób: „Panie, niech Twoja wola spełni się we mnie”. Dopiero wtedy Bóg będzie mógł wam przekazać swe łaski, według waszych prawdziwych potrzeb, które zna lepiej niż wy sami. Może to być łaska uzdrowienia, łaska nowej siły, światła, radości... Wystarczy, że otworzycie serca na Boga”.

„Drogie dzieci, módlcie się, byście mogli przyjąć ból i cierpienie z miłością, jak uczynił to Jezus. Jedynie w ten sposób, mogę z radością udzielić wam uzdrowienia, jeśli mi Jezus pozwoli” (Orędzie czwartkowe do parafian w Medjugorie, 11.09.1986).

O. Jozo Zovko, dawny proboszcz z Medjugorie, wspomina jak pewnego dnia podeszła do niego matka z dzieckiem i powiedziała: „Jestem matką Tomislava” – szesnastoletniego chłopca z gózem mózgu. Odwiedzili wiele klinik w Zagrzebiu i w Europie. Chłopiec wcześniej grał w piłkę nożną i w koszykówkę – potem nie był w stanie nawet chodzić. Stracił mowę. Nie mógł nawet powiedzieć, jak się nazywa. Zaczęli przyjeżdżać do Medjugorie. Modliliśmy się za niego – opowiada dalej o. Jozo. Przybyli dwa lub trzy razy. Raz przyszli do kościoła, gdy właśnie mówiłem o modlitwie sercem. Matka chłopca powiedziała do swojego męża: „Nie modlimy się dobrze”. Mąż także powiedział: „Nie modlimy się dobrze. Czuję to”. Wrócili do domu i postanowili modlić się sercem. Matka Boża prowadziła ich do modlitwy sercem, otwierając ich na krzyż, na cierpienie, na łaskę. Nauczyli się cudownie modlić do takiego stopnia, że matka po dwóch miesiącach modliła się w ten sposób przed swoim synem, który umierał na raka: „Och Panie! Dziękuję Ci za tę chorobę; niech będzie pochwalone Twoje Imię; niech wypełni się Twoja wola; chce chwalić Twe Imię za tego raka i za ten krzyż, który nam zesłałeś”. Pozostałe dzieci i ojciec płakali i odpowiadali na modlitwę matki. Modlili się w ten sposób i obejmowali swego syna i krzyż. Po tej modlitwie ich syn zaczął znowu mówić: „Mamo, czuje się lepiej”. Później syn został całkowicie uzdrowiony. Przywieźli go do Medjugoria, by podziękować Matce Bożej. Teraz ponownie gra w piłkę. Zabrali go na badania do Zagrzebia. Tam lekarze powiedzieli, że chłopiec jest całkowicie zdrowy! Matka przywiozła nam wszystkie dokumenty i powiedziała: „Matka Boża uzdrowiła naszego syna. A skoro nasz syn nie umarł, to musimy kontynuować modlitwę z ufnością, miłością do Chrystusa, do Matki Bożej oraz do Krzyża”. Matka Boża nie tylko uzdrowiła ich syna, całą rodzinę, ale również całą parafię. Całe ich miasto chce się modlić sercem!”.

Drodzy bracia i siostry! „Powierzmy się Najświętszej Maryi Pannie, Uzdrowieniu Chorych, aby wstawiała się za nami i pomagała nam być twórcami bliskości” (pap. Franciszek), „aniołami pocieszenia” oraz prawdziwymi świadkami i narzędziami uzdrawiającej miłości Jezusa, naszego Pana, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio