Drodzy w
Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Nasze
dzisiejsze rozważanie pragniemy poświęcić osobom starszym, wszystkim naszym
czcigodnym seniorom przeżywającym jesień życia.
Do podjęcia
tego ważnego tematu zachęca nas zbliżający się Dzień Babci (21 stycznia) i
Dzień Dziadka (22 stycznia).
Papież
Franciszek zwracając się do osób starszych w jednym z orędzi napisał:
„Starzenie
się nie jest potępieniem, lecz błogosławieństwem! (…) Musimy zatem czuwać nad
sobą i uczyć się przeżywać starość w sposób aktywny, także pod względem
duchowym, pielęgnując nasze życie wewnętrzne poprzez wytrwałą lekturę słowa
Bożego, codzienną modlitwę, regularne korzystanie z sakramentów i uczestnictwo
w liturgii. A wraz z relacją do Boga, pielęgnować nasze relacje z innymi:
przede wszystkim z rodziną, z dziećmi, z wnukami, którym powinniśmy okazywać
naszą czułość pełną troski, a także z ludźmi ubogimi i cierpiącymi, którym
powinniśmy być bliscy poprzez konkretną pomoc i modlitwę. (…)
Starość nie
jest okresem bezużytecznym, w którym należy usunąć się na bok porzucając stery
łodzi, ale porą, w której należy wciąż przynosić owoce: jest nową misją, która
czeka na nas i zaprasza do spojrzenia w przyszłość.”
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II przypominając o obecności i roli osób
starszych w rodzinie chrześcijańskiej mówił: W jakże wielu rodzinach wnuki
poznają podstawy wiary dzięki dziadkom!”
„Po raz
pierwszy usłyszałem przesłanie chrześcijańskie właśnie od mojej babci!” –
wyznaje Papież Franciszek.
Ojciec
Święty w jednej z homilii powiedział:
„W domu
dziadków, wielu z nas oddychało wonią Ewangelii, mocą wiary, która ma posmak
domu. Dzięki nim odkryliśmy wiarę rodzinną, wiarę domową; tak, jest tak,
ponieważ wiara jest zasadniczo przekazywana w ten sposób, jest przekazywana „w
dialekcie”, jest przekazywana poprzez uczucia i zachętę, troskę i
bliskość”.
Dawid dzieli
się z nami takim świadectwem:
„Miałem 8
lat gdy zmarła moja droga babcia. Moją babcię pamiętam z ostatnich lat jej życia. Przychodząc z przedszkola
razem z plecakiem na plecach, leciałem do pokoju mojej babci i przesiadywałem z
nią. Uczyła mnie modlitw, prawdziwego oddania Matce Bożej, poprzez rozmowy ze
mną oraz zwykły uśmiech pełen radości oraz emanujący szczęściem. Babcia
chorowała na gruźlicę i inne choroby, które postępowały, nie mogła się poruszać
musiała leżeć całe dnie i noce. Zawsze przed i po szkole, przychodziłem do
babci przytulałem ją wiedząc, że cierpi dla Jezusa i za Kościół.
Przeżywała wielkie cierpienia i możną Ją nazwać
swoistą męczennicą domowego cierpienia cichego bez skargi. Zawsze dużo z babcią
rozmawiałem, a Ona ze mną pomimo cierpienia nigdy nie była zła zawsze mówiła do
mnie Dawidku, mój wnusiu. To moja babcia nauczyła mnie prawdziwego
chrześcijaństwa oraz wiary i oddania Bogu. Ta lekcja była niezmiernie ważna w
moim życiu, najważniejsza. W ostatnich daniach pozostawiła swoisty testament
mówiąc: "Boże, Prowadź!". Do tej pory mam w uszach te piękne słowa.
Po jej
śmierci zobaczyłem w szufladzie książeczkę do modlitwy, ubrudzoną ziemią oraz
potem dnia codziennego, zawsze po ciężkiej rolnej pracy modliła się. Można
powiedzieć z całą pewnością i przekonaniem, że babcia jest naszą rodzinną
Świętą, która oręduje za nami u Boga.”.
S. Stella,
młoda urszulanka opowiada: „Pochodzę z rodziny, gdzie moi rodzice nie byli zbyt
wierzący. Wysyłali nas, jako dzieci, do kościoła, ale sami nie chodzili do
kościoła. Wierząca była moja babcia. Była to bardzo prosta kobieta. Zwyczajna.
Ale Bóg był dla niej ważny, wiara była ważna, była na pierwszym miejscu. Gdy
byłam małą dziewczynką widziałam jak ona się modliła na różańcu. Słyszałam jak
mówiła, że wszystko od Boga zależy. Jak Bóg da to będzie. Widziałam jak ona się
modli wieczorem. Byłam przy niej kiedy umierała. Siedziałam przy niej i
słyszałam jak mówi: „Wierzę w Boga” czyli wyznanie wiary. Następnie przeżegnała
się i odeszła. To było dla mnie niesamowite świadectwo. I ja myślę, że to jej
świadectwo wiary wpłynęło bardzo na mnie. To co mówiła o Panu Bogu weszło do
mojej głowy, do mojego serca.” – mówi s. Stella.
W ten sposób
stajemy się wzajemnie dla siebie świadkami bliskości i czułej miłości Jezusa,
całkowitego zaufania i oddania Jego Sercu, pielgrzymami nadziei zdążającymi
razem do Niebieskiej Ojczyzny.
Jeden z
kapłanów pracujących na Białorusi w trudnych czasach komunistycznego reżimu
wspomina: „Widziałem babcie, które przyprowadzały do Kościoła i na katechezę
przed I Komunią swoje wnuki. Mimo, że Kościoły były zamykane lub zamieniane na
różne obiekty użyteczności publicznej, wiara przetrwała, bo starsi, a zwłaszcza
babcie tworzyły w swoich domach prawdziwe Kościoły. Prymas Tysiąclecia by
powiedział: „Kościoły domowe Bogiem silne”.
To nasze
babcie i dziadkowie, podobnie jak św. Jan Chrzciciel – bohater dzisiejszej
Ewangelii, świadectwem swojego chrześcijańskiego życia wskazują nam Jezusa,
Baranka Bożego, prowadzą nas do Jego Serca i mocną wiarą wyznają, że On jest
Synem Bożym, jedynym Panem i Zbawicielem wszystkich ludzi.
Pięknym i
poruszającym świadectwem dzieli się z nami Mama Bł. Ks. Jerzego.
Z domu
Popiełuszków, w którym nie było za bogato – jak stwierdza pani Marianna, oni
chcieli, aby ich dzieci wyniosły dwie, w ich odczuciu, najistotniejsze sprawy:
„religijność i polskość”. I zaraz dodaje: „to była wiara twarda, w serce wbita
każdemu, dziadom i pradziadom”. Takiej wiary uczono w domu pp. Popiełuszków. I
mówi dalej p. Marianna: „Ja to wiedziałam, że jego życie nie na darmo idzie. Ja
wam powiem jedną sprawę. Ojciec mój, przed śmiercią, ostatni rok leżał nie
przewracając się na łóżku. (…) Ojciec, czyli dziadek ks. Jerzego mówi tak: - ja
całe łoże ofiarowuję w intencji tego wnuka, swoje łoże, swoje bóle. Wszystko
ofiarowali mój Ojciec za tego mego syna kapłana”.
Drodzy Moi!
W takim klimacie wiary i miłości ofiarnej, miłości do Chrystusa i Kościoła, miłości
do Ojczyzny, do rodziny, wzrastał przyszły kapłan - męczennik. Takiej miłości,
wiary i pobożności, zapomnienia o sobie, i gotowości do poświęcenia dla dobra
innych ludzi, dla ich wiecznego zbawienia i dla obrony Polski wiernej Bogu,
Krzyżowi i Ewangelii, uczył się ks. Jerzy od małego w swoim domu rodzinnym w
Okopach. W duchu takiej wiary i ofiarnej miłości przeżywał swoje młode
życie i posługiwanie kapłańskie zakończone śmiercią męczeńską.
Podobnym
świadectwem dzieli się Ks. Biskup Józef Zawitkowski, który ze wzruszeniem i
wdzięcznością w sercu pisał:
„Brak mi
dziadka Franciszka,
który przed siewem całował ziemię,
i prosił, aby ziemia przyjęła ziarno,
aby okryła je i pomnożyła,
Modlił się wtedy tak:
Boże z Twoich rąk żyjemy,
Choć naszemi pracujemy,
My Ci damy trud i poty,
Ty nam daj urodzaj złoty” (F. Karpiński).
W taki
właśnie sposób, bezpośredni, bliski i zrozumiały, nasi sędziwi bracia i
siostry, nasze babcie i dziadkowie, przekazują nam codziennie skarb żywej wiary
i przypominają o naszym chrzcielnym powołaniu „do świętości wespół ze
wszystkimi, co na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa”
(1 Kor 1, 2).
Biskup
Mirosław Milewski z Płocka w jednej z homilii powiedział: „Kochane Babcie i
Kochani Dziadkowie! Pamięć, której przekazicielami jesteście, to nie tylko
wspomnienia, muzeum czy rzeczy; to coś więcej. Pamięć to dziedzictwo wiary w
Boga, miłości Ojczyzny i świadectwa honoru, a tego nie da się opisać jedynie
eksponatami muzealnymi. Tego można się nauczyć od żywych świadków, a jesteście
nimi właśnie Wy: Babcie i Dziadkowie. Jesteście pokoleniem, które do dziś
opowiada nam o wojnach, o powstaniu warszawskim, o niesprawiedliwościach
totalitaryzmu sowieckiego i trudach budowy wolności. Te Wasze opowieści, ten
przykład i trudy Waszego życia nas ukształtowały. Niejeden z nas jest tym, kim
jest, dzięki pomocy dziadków, dzięki cichej i ukrytej modlitwie babć w intencji
napisania dobrze sprawdzianu czy zdania egzaminu albo o znalezienie dobrego
męża czy żony. I za tę Waszą niezastąpioną, a często niewidoczną obecność
dzisiaj dziękujemy!” (Bp Mirosław Milewski).
„Drodzy
bracia i siostry, zadajmy sobie zatem pytanie: czy jesteśmy dziećmi i wnukami,
które umieją strzec otrzymane bogactwo? Czy pamiętamy o dobrych lekcjach, które
otrzymaliśmy w spadku?” – mówi do nas Papież Franciszek.
„Dziadkowie,
od których się wywodzimy, starsi, którzy marzyli, mieli nadzieję i poświęcili
się dla nas, zadają nam fundamentalne pytanie: jakie społeczeństwo chcemy
zbudować? Jakże wiele otrzymaliśmy z rąk tych, którzy odeszli przed nami: co
chcemy pozostawić w spadku naszym potomnym? Żywą wiarę czy „powierzchowną”,
społeczeństwo oparte na zysku jednostek, czy na braterstwie, świat żyjący w
pokoju czy w wojnie, zdewastowane stworzenie czy dom, który nadal jest
gościnny? – pyta papież Franciszek.
Nasi
dziadkowie i starsi pragnęli zobaczyć świat bardziej sprawiedliwy, braterski i
zjednoczony i walczyli o zapewnienie nam przyszłości. Teraz kolej na nas, oby
ich nie zawieść”.
Ojciec
Święty podkreśla, że „ludzie starsi są nosicielami historii, zasad, wiary i
dają je jako dziedzictwo. Są niczym „dobre, stare wino”, mają „wewnętrzną
siłę”, by pozostawić po sobie szlachetne dziedzictwo. „Są chlebem, który karmi
nasze życie”.
„Także
starość zawiera pewną łaskę i misję, prawdziwe powołanie od Pana. Nie jest to
jeszcze czas, aby „wyciągnąć wiosła na pokład” – mówi papież Franciszek.
Usłyszałem
opowieści seniorów, którzy poświęcają się dla innych. Usłyszałem opowiadania
małżeństw, które przychodzą i mówią: dziś obchodzimy złote gody małżeństwa.
Mówię wówczas: ukażcie to młodym, którzy szybko się sobą męczą: świadectwo
wierności osób starszych”.
"Wasza
dojrzałość i mądrość, nagromadzone przez lata, mogą pomóc młodszym,
podtrzymując ich w drodze wzrastania i otwierania się na przyszłość, w
poszukiwaniu własnej drogi. Osoby starsze dają bowiem świadectwo, że nawet w
najtrudniejszych doświadczeniach nigdy nie należy tracić ufności w Bogu i wiary
w lepszą przyszłość”.
Ojciec
Święty zauważa, że „słowa dziadków mają w sobie dla młodych coś specjalnego. I
oni o tym wiedzą”.
„Dziadek
jest moim autorytetem – pisze Ola. Mimo tego, że od dwóch lat nie ma go już
wśród nas, nie chcę pisać o nim w czasie przeszłym, ponieważ on autorytetem
jest dla mnie nieprzerwanie. Odkąd umarł, bardzo często, gdy dzieje się coś
ważnego w moim życiu, gdy podejmuję jakąś decyzję, zastanawiam się, co na to
powiedziałby Dziadek. Zastanawiam się, czy uśmiechnąłby się pogodnie, czy
raczej zapytał "czy na pewno to jest dobry wybór?".
Jak wiele
razy byśmy zbłądzili, popełnili jakieś głupstwa, gdyby nie rada babci czy
dziadka, którzy pokazali nam inną stronę problemu!
Papież
Franciszek podkreśla, że „mają oni wyjątkową zdolność do wychwytywania trudnych
spraw. I kiedy modlą się w tych sprawach, ich modlitwa jest silna i skuteczna”.
Papież Leon
XIV mówi: „Jeśli więc jest prawdą, że kruchość osób starszych domaga się
żywotności młodych, to równie prawdą jest, że niedoświadczenie młodych
potrzebuje świadectwa osób starszych, aby mądrze planować przyszłość. Jakże
często nasi dziadkowie byli dla nas wzorem wiary i pobożności, cnót
obywatelskich i zaangażowania społecznego, pamięci i wytrwałości w próbach!”.
„Błogosławiony
dom, który troszczy się o osobę starszą! Błogosławiona rodzina, która szanuje
swoich dziadków!”. „Rodzina, która nie szanuje i nie dba o swoich dziadków
będących jej żywą pamięcią, jest rodziną rozbitą. Natomiast rodzina, która
pamięta, jest rodziną, która ma przyszłość.” (Papież Franciszek).
Warto przypomnieć, że w 1999
r. nasz wielki Rodak na Stolicy Piotrowej Św. Jan Paweł II, napisał specjalny List
do osób w podeszłym wieku. Papież stwierdza w nim m. in.:
W przeszłości otaczano ludzi
starych głębokim szacunkiem. A dzisiaj? Jeśli spróbujemy przyjrzeć się
obecnej sytuacji, przekonamy się, że w niektórych społeczeństwach starość
jest ceniona i poważana, w innych zaś cieszy się znacznie mniejszym
szacunkiem, ponieważ panująca tam mentalność stawia na pierwszym miejscu
doraźną przydatność i wydajność człowieka. Pod wpływem tej postawy tak
zwany trzeci lub czwarty wiek jest często lekceważony, a sami ludzie
starsi muszą zadawać sobie pytanie, czy ich życie jest jeszcze użyteczne.
Dziadkowie i babcie należą do
rodziny. Prawda wydawałoby się oczywista. Ale dziś, niestety, często
zapominana. Z domem i rodziną zżyły się ich myśli, wyobrażenia
i serce. Chcieliby razem z bliskimi w swych ścianach dożyć swych
dni. Tymczasem często nie z konieczności opieki lekarskiej, ale dla swej
wygody dzieci oddają ich do domów opieki społecznej. Jeszcze gorzej, jeśli
zaniedbują ich odwiedzania…
Nigdy nie mogę zapomnieć – pisze Matka Teresa z Kalkuty – tego,
co ujrzałam odwiedzając dom prowadzony przez instytucję, w której synowie
i córki umieszczali swych starych rodziców i prawdopodobnie
o nich zapominali. Widziałam, że mieli tam wszystko: dobre jedzenie,
wygodne mieszkanie, telewizję ale oni ciągle spoglądali w stronę drzwi.
Nie dostrzegłam u nich jakiegoś uśmiechu na twarzy. Zwróciłam się do
siostry i pytam: – Jak to możliwe, że ci ludzie, którzy mają tu taki
komfort, nawet się nie uśmiechną? Jestem przyzwyczajona do uśmiechniętych
twarzy naszych ludzi, nawet gdy umierają. A siostra mi wyjaśnia: – Tak
jest niemal każdego dnia. Czekają, mają nadzieję, że syn lub córka przyjdzie
ich odwiedzić. Boli ich, że własne dzieci o nich zapomniały.
Innym razem Błogosławiona
Misjonarka Miłości powiedziała:
Najgorszą chorobą u ludzi nie
jest trąd ani gruźlica, lecz uczucie, że nikt nas nie zauważa, że nikt nas nie
kocha, że jesteśmy opuszczeni przez wszystkich.
A przecież człowiek potrzebuje
szacunku, dobroci i miłości nie mniej niż chleba. Łatwiej zniesie nawet
trudne warunki materialne niż brak dobroci i uśmiechu od ludzi. Zimno
i chłód zwykle dokucza osobom starszym, ale jeszcze bardziej chłód
i obojętność otoczenia.
W znanej sztuce teatralnej pt.: Drewniany
talerz stary ojciec skazany na pobyt w domu starców pyta syna:
– Czy ty mnie kochasz?
– Tak, ojcze, kocham cię.
– Jeśli mnie kochasz, to dlaczego nie przyjmiesz mnie do siebie, tam
gdzie mieszkasz, tylko muszę odejść do domu starców?
Jan Paweł II w swoim Liście
do osób w podeszłym wieku przypomina o konieczności respektowania
czwartego przykazania Dekalogu: Czcij ojca i matkę.
Jego pełne i konsekwentne
przestrzeganie nie tylko jest źródłem miłości dzieci do rodziców, ale podkreśla
też silną więź między pokoleniami. Tam gdzie przykazanie to jest akceptowane
i wiernie zachowywane, ludzie starzy nie muszą się obawiać, że zostaną
uznani za bezużyteczny i kłopotliwy ciężar.
Najbardziej naturalnym środowiskiem
przeżywania starości pozostaje to, w którym człowiek w podeszłym
wieku czuje się u siebie wśród krewnych, znajomych i przyjaciół oraz
gdzie może być jeszcze w jakiś sposób użyteczny.
W miarę jak wzrastać będzie
średnia długość życia, a w konsekwencji także liczba ludzi starych,
coraz bardziej konieczne będzie krzewienie kultury, która akceptuje i ceni
starość, a nie spycha jej na margines społeczeństwa. Rozwiązaniem idealnym
pozostaje obecność człowieka starego w rodzinie.
W tym samym Liście papież mówi:
Czcić ludzi starych znaczy spełniać
trojaką powinność wobec nich: akceptować ich obecność, pomagać im
i doceniać ich zalety. W wielu środowiskach jest to naturalny sposób
postępowania, zgodny z odwiecznym obyczajem. Gdzie indziej, zwłaszcza
w krajach wyżej rozwiniętych gospodarczo, konieczne jest odwrócenie
obecnej tendencji, tak aby ludzie w podeszłym wieku mogli starzeć się
z godnością, bez obawy, że przestaną się zupełnie liczyć. Trzeba sobie
uświadomić, że cechą cywilizacji prawdziwie ludzkiej jest szacunek
i miłość do ludzi starych, dzięki którym mogą oni czuć się mimo słabnących
sił żywą częścią społeczeństwa. Już Cyceron pisał, że brzemię lat jest lżejsze
dla tego, kto czuje się szanowany i kochany przez młodych.
Dlatego Ojciec Święty zwraca się do
młodych z wezwaniem, aby towarzyszyli starszym swoją obecnością,
traktowali ich wielkodusznie i z miłością. W wielu wypadkach wystarczy już
samo cierpliwe i przyjazne wysłuchanie starszej osoby. Matka Teresa
z Kalkuty rozumiejąc tę potrzebę wpadła, jak pisze, na oryginalny pomysł:
W niektórych krajach, między innymi
i w Anglii nasi współpracownicy tworzą małe grupy słuchania. Chodzą
zwykle do domów starców, odwiedzają ludzi, którzy tam mieszkają, siadają razem
z nimi i pozwalają im mówić. Ludzie starsi pragną bardzo mieć kogoś,
kto by ich słuchał, nawet wtedy, gdy chcą opowiedzieć historię sprzed
trzydziestu lat. Słuchać wtedy, gdy nikt nie chce słuchać, jest rzeczą bardzo
piękną.
Zachęta Matki Teresy odnosi się nie
tylko do domów starców, ale i do każdej rodziny, w której żyje
dziadek, babcia, starszy stryjek, ciotka czy krewny. Brakiem miłosierdzia
byłoby ostre przypominanie: – Już parę razy słuchałam o tym. Proszę mnie
nie nudzić. Miłość każe, o ile tylko czas pozwala, wysłuchać tego samego
i dziesięć, a nawet więcej razy. Można to zrobić kosztem telewizji
czy innej rozrywki.
Ksiądz Alesandro Pronzato wspomina,
że zaniósł staruszce na Boże Narodzenie paczkę, chcąc spełnić dobry uczynek,
i po paru minutach wyszedł. Ale potem zorientował się, że stara kobieta
wolałaby zamiast paczki pół godziny rozmowy z nim.
Jakże wymowne w tym względzie
może być także wspomnienie Matki Teresy:
Kiedy pewnego razu szłam ulicą,
podszedł do mnie mężczyzna i zapytał: – Czy Ty jesteś Matką Teresą? Tak,
to ja – odpowiedziałam. – Czy mogłabyś przysłać jedną ze swoich sióstr do
mojego domu? Jestem na wpół niewidomy, a moja żona jest psychicznie chora
i tęsknimy za ludzkim głosem. Kiedy wysłałam tam siostry, okazało się, że
to prawda. Posiadali oni wszystko oprócz swoich najbliższych. Ich synowie
i córki mieszkali bardzo daleko od nich. Ludzie ci byli teraz niechciani,
bezużyteczni, można powiedzieć niedochodowi, i umierali ze zwykłej
samotności.
Ktoś mądrze powiedział: Nigdy
nie trać z oczu faktu, że starsi potrzebują niewiele, ale tego niewiele
potrzebują bardzo (M. Willour).
Papież Leon XIV wzywa do „zburzenia
murów obojętności, w których często zamknięte są osoby starsze”. Podkreśla
zarazem, że „odwiedzenie osoby starszej, to sposób na spotkanie Jezusa, który
nas wyzwala z obojętności i samotności”.
Św. Matka
Teresa z Kalkuty mówi:
Powinniśmy
odwiedzać takich, którzy nikogo nie mają, takich którzy cierpią na najgorszą
z możliwych chorób: odrzucenie, bycie niekochanym, opuszczonym
Ktoś
cierpiący może być w waszej rodzinie lub otoczeniu. Próbujcie odnaleźć
tych, którzy was potrzebują, nawiążcie z nimi osobiste kontakty.
Wyświadczajcie im drobne przysługi, takie na które nikt nigdy nie ma czasu…
Dlatego
jeśli masz w domu chorą lub samotną osobę, bądź przy niej. Może tylko po
to, by trzymać ją za rękę, uśmiechnąć się do niej. Jest to największa,
najpiękniejsza posługa.
Karol ze Wspólnoty
Św. Idziego z Warszawy zachęca do nawiązywania relacji z osobami starszymi:
„Zawsze musimy oczywiście zaczynać od własnych dziadków, ale być również
uważnymi na potrzeby innych. Warto czasem się ośmielić i zamienić parę słów. To
może być początek trwałych przyjaźni. Ludzie starsi to skarb, który czeka na
odkrycie”.
Przykładem
może być tutaj dla nas Święta Misjonarka Miłości z Kalkuty: W Melbourne
spotkałam starca opowiada Matka Teresa. Był trochę zaniedbany, a nawet
brudny. Poprosiłam go: – Proszę się zgodzić, żebym posprzątała pana dom
i uprała ubrania. Odparł: – Nie, dziękuję, jakoś sobie radzę. – Ale lepiej
się pan poczuje, jeśli upiorę pana rzeczy. W końcu wszystko mu wyprałam.
W kącie pokoju zauważyłam piękną lampę, ale bardzo zabrudzoną, więc
zapytałam: – Czy zapala pan jeszcze tę lampę? Odpowiedział mi: – Dla kogo? Od
lat nikt do mnie nie przyszedł. Znowu go zapytałam: – Czy zapali ją pan, jeśli
odwiedzą tu pana moje siostry? Siostry zaczęły odwiedzać go co wieczór
i lampa zawsze świeciła Dwa lata później przesłał do mnie wiadomość: –
Proszę powiedzieć mojej przyjaciółce, że światło, które zapaliła w moim
życiu, jeszcze świeci.
Najmilsi
Bracia i Siostry!
Dzisiaj,
kiedy powrócimy do naszych domów, do naszych bliskich, pamiętajmy, że i my
mamy dla kogo zanieść i zapalić światło nadziei.
Przekazujmy
je z serca do serca, przekazujmy je wszystkim osobom starszym, by świeciło
coraz większym blaskiem w ich szczęśliwych oczach i zwiastowało
radość wielkanocnego poranka.
Pewien młody
mężczyzna z oazy rodzin ewangelizował na ulicach Katowic razem ze swoją żoną.
Pewnego razu podszedł starszy pan i zapytał, co robią. Dominik mimo zmęczenia
nawiązał życzliwą relację. Nawet zapytał, gdzie pan mieszka. Później odwiedzał
go. Kiedyś poszedł do niego przed świętami. Pomodlili się razem i usłyszał w
sercu, że ma powiedzieć staruszkowi, aby wrócił do Jezusa.
Okazało się,
że dziadek 50 lat nie spowiadał się i nie przyjmował Komunii świętej. Po
zachęcie i doprowadzeniu do kapłana nastąpiło pojednanie z Bogiem po 50
latach! Dominik był też szafarzem Komunii świętej. Gdy w święta podawał
eucharystycznego Jezusa temu panu po tak długiej przerwie, to obaj płakali.
Drodzy
bracia i siostry!
Naszą
miłością i serdeczną modlitwą ogarniamy wszystkie osoby starsze, którym
pragniemy wyrazić nasz szacunek i wdzięczność. Jak każdego roku uczynimy
to w szczególny sposób 21 i 22 stycznia, obchodząc Dzień Babci i Dzień Dziadka.
Zjednoczeni
z nimi składajmy Bogu dziękczynienie i błagajmy Go o pomoc dla
nich, polecajmy czułej opiece Maryi i wspierajmy każdego dnia, aby
z pogodą ducha i mocną nadzieją mogli patrzeć w swoją przyszłość. A
dla naszych drogich zmarłych prośmy o wieczną radość w Domu Ojca w Niebie.
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II zwracając się do osób starszych z orędziem
chrześcijańskiej nadziei powiedział: „Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że
jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię
stworzyła, to wiesz także, że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna.
Różne są w życiu „pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima,
chciałbym abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą Twego
życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga
nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo”. Amen.
o. Piotr
Męczyński O.Carm.
|