19.01.2026
Ludzie starsi to skarb, który czeka na odkrycie


Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Nasze dzisiejsze rozważanie pragniemy poświęcić osobom starszym, wszystkim naszym czcigodnym seniorom przeżywającym jesień życia.

Do podjęcia tego ważnego tematu zachęca nas zbliżający się Dzień Babci (21 stycznia) i Dzień Dziadka (22 stycznia).

Papież Franciszek zwracając się do osób starszych w jednym z orędzi napisał:

„Starzenie się nie jest potępieniem, lecz błogosławieństwem! (…) Musimy zatem czuwać nad sobą i uczyć się przeżywać starość w sposób aktywny, także pod względem duchowym, pielęgnując nasze życie wewnętrzne poprzez wytrwałą lekturę słowa Bożego, codzienną modlitwę, regularne korzystanie z sakramentów i uczestnictwo w liturgii. A wraz z relacją do Boga, pielęgnować nasze relacje z innymi: przede wszystkim z rodziną, z dziećmi, z wnukami, którym powinniśmy okazywać naszą czułość pełną troski, a także z ludźmi ubogimi i cierpiącymi, którym powinniśmy być bliscy poprzez konkretną pomoc i modlitwę. (…)

Starość nie jest okresem bezużytecznym, w którym należy usunąć się na bok porzucając stery łodzi, ale porą, w której należy wciąż przynosić owoce: jest nową misją, która czeka na nas i zaprasza do spojrzenia w przyszłość.”

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II przypominając o obecności i roli osób starszych w rodzinie chrześcijańskiej mówił: W jakże wielu rodzinach wnuki poznają podstawy wiary dzięki dziadkom!”

„Po raz pierwszy usłyszałem przesłanie chrześcijańskie właśnie od mojej babci!” – wyznaje Papież Franciszek.

Ojciec Święty w jednej z homilii powiedział:

„W domu dziadków, wielu z nas oddychało wonią Ewangelii, mocą wiary, która ma posmak domu. Dzięki nim odkryliśmy wiarę rodzinną, wiarę domową; tak, jest tak, ponieważ wiara jest zasadniczo przekazywana w ten sposób, jest przekazywana „w dialekcie”, jest przekazywana poprzez uczucia i zachętę, troskę i bliskość”. 

Dawid dzieli się z nami takim świadectwem:

„Miałem 8 lat gdy zmarła moja droga babcia. Moją babcię pamiętam z ostatnich lat jej życia. Przychodząc z przedszkola razem z plecakiem na plecach, leciałem do pokoju mojej babci i przesiadywałem z nią. Uczyła mnie modlitw, prawdziwego oddania Matce Bożej, poprzez rozmowy ze mną oraz zwykły uśmiech pełen radości oraz emanujący szczęściem. Babcia chorowała na gruźlicę i inne choroby, które postępowały, nie mogła się poruszać musiała leżeć całe dnie i noce. Zawsze przed i po szkole, przychodziłem do babci przytulałem ją wiedząc, że cierpi dla Jezusa i za Kościół.

Przeżywała wielkie cierpienia i możną Ją nazwać swoistą męczennicą domowego cierpienia cichego bez skargi. Zawsze dużo z babcią rozmawiałem, a Ona ze mną pomimo cierpienia nigdy nie była zła zawsze mówiła do mnie Dawidku, mój wnusiu. To moja babcia nauczyła mnie prawdziwego chrześcijaństwa oraz wiary i oddania Bogu. Ta lekcja była niezmiernie ważna w moim życiu, najważniejsza. W ostatnich daniach pozostawiła swoisty testament mówiąc: "Boże, Prowadź!". Do tej pory mam w uszach te piękne słowa.

Po jej śmierci zobaczyłem w szufladzie książeczkę do modlitwy, ubrudzoną ziemią oraz potem dnia codziennego, zawsze po ciężkiej rolnej pracy modliła się. Można powiedzieć z całą pewnością i przekonaniem, że babcia jest naszą rodzinną Świętą, która oręduje za nami u Boga.”.

S. Stella, młoda urszulanka opowiada: „Pochodzę z rodziny, gdzie moi rodzice nie byli zbyt wierzący. Wysyłali nas, jako dzieci, do kościoła, ale sami nie chodzili do kościoła. Wierząca była moja babcia. Była to bardzo prosta kobieta. Zwyczajna. Ale Bóg był dla niej ważny, wiara była ważna, była na pierwszym miejscu. Gdy byłam małą dziewczynką widziałam jak ona się modliła na różańcu. Słyszałam jak mówiła, że wszystko od Boga zależy. Jak Bóg da to będzie. Widziałam jak ona się modli wieczorem. Byłam przy niej kiedy umierała. Siedziałam przy niej i słyszałam jak mówi: „Wierzę w Boga” czyli wyznanie wiary. Następnie przeżegnała się i odeszła. To było dla mnie niesamowite świadectwo. I ja myślę, że to jej świadectwo wiary wpłynęło bardzo na mnie. To co mówiła o Panu Bogu weszło do mojej głowy, do mojego serca.” – mówi s. Stella.

W ten sposób stajemy się wzajemnie dla siebie świadkami bliskości i czułej miłości Jezusa, całkowitego zaufania i oddania Jego Sercu, pielgrzymami nadziei zdążającymi razem do Niebieskiej Ojczyzny.

Jeden z kapłanów pracujących na Białorusi w trudnych czasach komunistycznego reżimu wspomina: „Widziałem babcie, które przyprowadzały do Kościoła i na katechezę przed I Komunią swoje wnuki. Mimo, że Kościoły były zamykane lub zamieniane na różne obiekty użyteczności publicznej, wiara przetrwała, bo starsi, a zwłaszcza babcie tworzyły w swoich domach prawdziwe Kościoły. Prymas Tysiąclecia by powiedział: „Kościoły domowe Bogiem silne”.

To nasze babcie i dziadkowie, podobnie jak św. Jan Chrzciciel – bohater dzisiejszej Ewangelii, świadectwem swojego chrześcijańskiego życia wskazują nam Jezusa, Baranka Bożego, prowadzą nas do Jego Serca i mocną wiarą wyznają, że On jest Synem Bożym, jedynym Panem i Zbawicielem wszystkich ludzi. 

Pięknym i poruszającym świadectwem dzieli się z nami Mama Bł. Ks. Jerzego.

Z domu Popiełuszków, w którym nie było za bogato – jak stwierdza pani Marianna, oni chcieli, aby ich dzieci wyniosły dwie, w ich odczuciu, najistotniejsze sprawy: „religijność i polskość”. I zaraz dodaje: „to była wiara twarda, w serce wbita każdemu, dziadom i pradziadom”. Takiej wiary uczono w domu pp. Popiełuszków. I mówi dalej p. Marianna: „Ja to wiedziałam, że jego życie nie na darmo idzie. Ja wam powiem jedną sprawę. Ojciec mój, przed śmiercią, ostatni rok leżał nie przewracając się na łóżku. (…) Ojciec, czyli dziadek ks. Jerzego mówi tak: - ja całe łoże ofiarowuję w intencji tego wnuka, swoje łoże, swoje bóle. Wszystko ofiarowali mój Ojciec za tego mego syna kapłana”.

Drodzy Moi! W takim klimacie wiary i miłości ofiarnej, miłości do Chrystusa i Kościoła, miłości do Ojczyzny, do rodziny, wzrastał przyszły kapłan - męczennik. Takiej miłości, wiary i pobożności, zapomnienia o sobie, i gotowości do poświęcenia dla dobra innych ludzi, dla ich wiecznego zbawienia i dla obrony Polski wiernej Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, uczył się ks. Jerzy od małego w swoim domu rodzinnym w Okopach. W duchu takiej wiary i ofiarnej miłości przeżywał swoje młode życie i posługiwanie kapłańskie zakończone śmiercią męczeńską.

Podobnym świadectwem dzieli się Ks. Biskup Józef Zawitkowski, który ze wzruszeniem i wdzięcznością w sercu pisał:

„Brak mi dziadka Franciszka,
który przed siewem całował ziemię,
i prosił, aby ziemia przyjęła ziarno,
aby okryła je i pomnożyła,
Modlił się wtedy tak:
Boże z Twoich rąk żyjemy,
Choć naszemi pracujemy,
My Ci damy trud i poty,
Ty nam daj urodzaj złoty” (F. Karpiński).

W taki właśnie sposób, bezpośredni, bliski i zrozumiały, nasi sędziwi bracia i siostry, nasze babcie i dziadkowie, przekazują nam codziennie skarb żywej wiary i przypominają o naszym chrzcielnym powołaniu „do świętości wespół ze wszystkimi, co na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Kor 1, 2).

Biskup Mirosław Milewski z Płocka w jednej z homilii powiedział: „Kochane Babcie i Kochani Dziadkowie! Pamięć, której przekazicielami jesteście, to nie tylko wspomnienia, muzeum czy rzeczy; to coś więcej. Pamięć to dziedzictwo wiary w Boga, miłości Ojczyzny i świadectwa honoru, a tego nie da się opisać jedynie eksponatami muzealnymi. Tego można się nauczyć od żywych świadków, a jesteście nimi właśnie Wy: Babcie i Dziadkowie. Jesteście pokoleniem, które do dziś opowiada nam o wojnach, o powstaniu warszawskim, o niesprawiedliwościach totalitaryzmu sowieckiego i trudach budowy wolności. Te Wasze opowieści, ten przykład i trudy Waszego życia nas ukształtowały. Niejeden z nas jest tym, kim jest, dzięki pomocy dziadków, dzięki cichej i ukrytej modlitwie babć w intencji napisania dobrze sprawdzianu czy zdania egzaminu albo o znalezienie dobrego męża czy żony. I za tę Waszą niezastąpioną, a często niewidoczną obecność dzisiaj dziękujemy!” (Bp Mirosław Milewski).

„Drodzy bracia i siostry, zadajmy sobie zatem pytanie: czy jesteśmy dziećmi i wnukami, które umieją strzec otrzymane bogactwo? Czy pamiętamy o dobrych lekcjach, które otrzymaliśmy w spadku?” – mówi do nas Papież Franciszek.

„Dziadkowie, od których się wywodzimy, starsi, którzy marzyli, mieli nadzieję i poświęcili się dla nas, zadają nam fundamentalne pytanie: jakie społeczeństwo chcemy zbudować? Jakże wiele otrzymaliśmy z rąk tych, którzy odeszli przed nami: co chcemy pozostawić w spadku naszym potomnym? Żywą wiarę czy „powierzchowną”, społeczeństwo oparte na zysku jednostek, czy na braterstwie, świat żyjący w pokoju czy w wojnie, zdewastowane stworzenie czy dom, który nadal jest gościnny? – pyta papież Franciszek.

Nasi dziadkowie i starsi pragnęli zobaczyć świat bardziej sprawiedliwy, braterski i zjednoczony i walczyli o zapewnienie nam przyszłości. Teraz kolej na nas, oby ich nie zawieść”.

Ojciec Święty podkreśla, że „ludzie starsi są nosicielami historii, zasad, wiary i dają je jako dziedzictwo. Są niczym „dobre, stare wino”, mają „wewnętrzną siłę”, by pozostawić po sobie szlachetne dziedzictwo. „Są chlebem, który karmi nasze życie”.

„Także starość zawiera pewną łaskę i misję, prawdziwe powołanie od Pana. Nie jest to jeszcze czas, aby „wyciągnąć wiosła na pokład” – mówi papież Franciszek.

Usłyszałem opowieści seniorów, którzy poświęcają się dla innych. Usłyszałem opowiadania małżeństw, które przychodzą i mówią: dziś obchodzimy złote gody małżeństwa. Mówię wówczas: ukażcie to młodym, którzy szybko się sobą męczą: świadectwo wierności osób starszych”.

"Wasza dojrzałość i mądrość, nagromadzone przez lata, mogą pomóc młodszym, podtrzymując ich w drodze wzrastania i otwierania się na przyszłość, w poszukiwaniu własnej drogi. Osoby starsze dają bowiem świadectwo, że nawet w najtrudniejszych doświadczeniach nigdy nie należy tracić ufności w Bogu i wiary w lepszą przyszłość”.

Ojciec Święty zauważa, że „słowa dziadków mają w sobie dla młodych coś specjalnego. I oni o tym wiedzą”.

„Dziadek jest moim autorytetem – pisze Ola. Mimo tego, że od dwóch lat nie ma go już wśród nas, nie chcę pisać o nim w czasie przeszłym, ponieważ on autorytetem jest dla mnie nieprzerwanie. Odkąd umarł, bardzo często, gdy dzieje się coś ważnego w moim życiu, gdy podejmuję jakąś decyzję, zastanawiam się, co na to powiedziałby Dziadek. Zastanawiam się, czy uśmiechnąłby się pogodnie, czy raczej zapytał "czy na pewno to jest dobry wybór?".

Jak wiele razy byśmy zbłądzili, popełnili jakieś głupstwa, gdyby nie rada babci czy dziadka, którzy pokazali nam inną stronę problemu!

Papież Franciszek podkreśla, że „mają oni wyjątkową zdolność do wychwytywania trudnych spraw. I kiedy modlą się w tych sprawach, ich modlitwa jest silna i skuteczna”.

Papież Leon XIV mówi: „Jeśli więc jest prawdą, że kruchość osób starszych domaga się żywotności młodych, to równie prawdą jest, że niedoświadczenie młodych potrzebuje świadectwa osób starszych, aby mądrze planować przyszłość. Jakże często nasi dziadkowie byli dla nas wzorem wiary i pobożności, cnót obywatelskich i zaangażowania społecznego, pamięci i wytrwałości w próbach!”.

„Błogosławiony dom, który troszczy się o osobę starszą! Błogosławiona rodzina, która szanuje swoich dziadków!”. „Rodzina, która nie szanuje i nie dba o swoich dziadków będących jej żywą pamięcią, jest rodziną rozbitą. Natomiast rodzina, która pamięta, jest rodziną, która ma przyszłość.” (Papież Franciszek).

Warto przypomnieć, że w 1999 r. nasz wielki Rodak na Stolicy Piotrowej Św. Jan Paweł II, napisał specjalny List do osób w podeszłym wieku. Papież stwierdza w nim m. in.:

W przeszłości otaczano ludzi starych głębokim szacunkiem. A dzisiaj? Jeśli spróbujemy przyjrzeć się obecnej sytuacji, przekonamy się, że w niektórych społeczeństwach starość jest ceniona i poważana, w innych zaś cieszy się znacznie mniejszym szacunkiem, ponieważ panująca tam mentalność stawia na pierwszym miejscu doraźną przydatność i wydajność człowieka. Pod wpływem tej postawy tak zwany trzeci lub czwarty wiek jest często lekceważony, a sami ludzie starsi muszą zadawać sobie pytanie, czy ich życie jest jeszcze użyteczne.

Dziadkowie i babcie należą do rodziny. Prawda wydawałoby się oczywista. Ale dziś, niestety, często zapominana. Z domem i rodziną zżyły się ich myśli, wyobrażenia i serce. Chcieliby razem z bliskimi w swych ścianach dożyć swych dni. Tymczasem często nie z konieczności opieki lekarskiej, ale dla swej wygody dzieci oddają ich do domów opieki społecznej. Jeszcze gorzej, jeśli zaniedbują ich odwiedzania…

Nigdy nie mogę zapomnieć – pisze Matka Teresa z Kalkuty – tego, co ujrzałam odwiedzając dom prowadzony przez instytucję, w której synowie i córki umieszczali swych starych rodziców i prawdopodobnie o nich zapominali. Widziałam, że mieli tam wszystko: dobre jedzenie, wygodne mieszkanie, telewizję ale oni ciągle spoglądali w stronę drzwi. Nie dostrzegłam u nich jakiegoś uśmiechu na twarzy. Zwróciłam się do siostry i pytam: – Jak to możliwe, że ci ludzie, którzy mają tu taki komfort, nawet się nie uśmiechną? Jestem przyzwyczajona do uśmiechniętych twarzy naszych ludzi, nawet gdy umierają. A siostra mi wyjaśnia: – Tak jest niemal każdego dnia. Czekają, mają nadzieję, że syn lub córka przyjdzie ich odwiedzić. Boli ich, że własne dzieci o nich zapomniały.

Innym razem Błogosławiona Misjonarka Miłości powiedziała:

Najgorszą chorobą u ludzi nie jest trąd ani gruźlica, lecz uczucie, że nikt nas nie zauważa, że nikt nas nie kocha, że jesteśmy opuszczeni przez wszystkich.

A przecież człowiek potrzebuje szacunku, dobroci i miłości nie mniej niż chleba. Łatwiej zniesie nawet trudne warunki materialne niż brak dobroci i uśmiechu od ludzi. Zimno i chłód zwykle dokucza osobom starszym, ale jeszcze bardziej chłód i obojętność otoczenia.

W znanej sztuce teatralnej pt.: Drewniany talerz stary ojciec skazany na pobyt w domu starców pyta syna:
Czy ty mnie kochasz?
Tak, ojcze, kocham cię.
Jeśli mnie kochasz, to dlaczego nie przyjmiesz mnie do siebie, tam gdzie mieszkasz, tylko muszę odejść do domu starców?

Jan Paweł II w swoim Liście do osób w podeszłym wieku przypomina o konieczności respektowania czwartego przykazania Dekalogu: Czcij ojca i matkę.

Jego pełne i konsekwentne przestrzeganie nie tylko jest źródłem miłości dzieci do rodziców, ale podkreśla też silną więź między pokoleniami. Tam gdzie przykazanie to jest akceptowane i wiernie zachowywane, ludzie starzy nie muszą się obawiać, że zostaną uznani za bezużyteczny i kłopotliwy ciężar.

Najbardziej naturalnym środowiskiem przeżywania starości pozostaje to, w którym człowiek w podeszłym wieku czuje się u siebie wśród krewnych, znajomych i przyjaciół oraz gdzie może być jeszcze w jakiś sposób użyteczny.

W miarę jak wzrastać będzie średnia długość życia, a w konsekwencji także liczba ludzi starych, coraz bardziej konieczne będzie krzewienie kultury, która akceptuje i ceni starość, a nie spycha jej na margines społeczeństwa. Rozwiązaniem idealnym pozostaje obecność człowieka starego w rodzinie.

W tym samym Liście papież mówi:

Czcić ludzi starych znaczy spełniać trojaką powinność wobec nich: akceptować ich obecność, pomagać im i doceniać ich zalety. W wielu środowiskach jest to naturalny sposób postępowania, zgodny z odwiecznym obyczajem. Gdzie indziej, zwłaszcza w krajach wyżej rozwiniętych gospodarczo, konieczne jest odwrócenie obecnej tendencji, tak aby ludzie w podeszłym wieku mogli starzeć się z godnością, bez obawy, że przestaną się zupełnie liczyć. Trzeba sobie uświadomić, że cechą cywilizacji prawdziwie ludzkiej jest szacunek i miłość do ludzi starych, dzięki którym mogą oni czuć się mimo słabnących sił żywą częścią społeczeństwa. Już Cyceron pisał, że brzemię lat jest lżejsze dla tego, kto czuje się szanowany i kochany przez młodych.

Dlatego Ojciec Święty zwraca się do młodych z wezwaniem, aby towarzyszyli starszym swoją obecnością, traktowali ich wielkodusznie i z miłością. W wielu wypadkach wystarczy już samo cierpliwe i przyjazne wysłuchanie starszej osoby. Matka Teresa z Kalkuty rozumiejąc tę potrzebę wpadła, jak pisze, na oryginalny pomysł:

W niektórych krajach, między innymi i w Anglii nasi współpracownicy tworzą małe grupy słuchania. Chodzą zwykle do domów starców, odwiedzają ludzi, którzy tam mieszkają, siadają razem z nimi i pozwalają im mówić. Ludzie starsi pragną bardzo mieć kogoś, kto by ich słuchał, nawet wtedy, gdy chcą opowiedzieć historię sprzed trzydziestu lat. Słuchać wtedy, gdy nikt nie chce słuchać, jest rzeczą bardzo piękną.

Zachęta Matki Teresy odnosi się nie tylko do domów starców, ale i do każdej rodziny, w której żyje dziadek, babcia, starszy stryjek, ciotka czy krewny. Brakiem miłosierdzia byłoby ostre przypominanie: – Już parę razy słuchałam o tym. Proszę mnie nie nudzić. Miłość każe, o ile tylko czas pozwala, wysłuchać tego samego i dziesięć, a nawet więcej razy. Można to zrobić kosztem telewizji czy innej rozrywki.

Ksiądz Alesandro Pronzato wspomina, że zaniósł staruszce na Boże Narodzenie paczkę, chcąc spełnić dobry uczynek, i po paru minutach wyszedł. Ale potem zorientował się, że stara kobieta wolałaby zamiast paczki pół godziny rozmowy z nim.

Jakże wymowne w tym względzie może być także wspomnienie Matki Teresy:

Kiedy pewnego razu szłam ulicą, podszedł do mnie mężczyzna i zapytał: – Czy Ty jesteś Matką Teresą? Tak, to ja – odpowiedziałam. – Czy mogłabyś przysłać jedną ze swoich sióstr do mojego domu? Jestem na wpół niewidomy, a moja żona jest psychicznie chora i tęsknimy za ludzkim głosem. Kiedy wysłałam tam siostry, okazało się, że to prawda. Posiadali oni wszystko oprócz swoich najbliższych. Ich synowie i córki mieszkali bardzo daleko od nich. Ludzie ci byli teraz niechciani, bezużyteczni, można powiedzieć niedochodowi, i umierali ze zwykłej samotności.

Ktoś mądrze powiedział: Nigdy nie trać z oczu faktu, że starsi potrzebują niewiele, ale tego niewiele potrzebują bardzo (M. Willour).

Papież Leon XIV wzywa do „zburzenia murów obojętności, w których często zamknięte są osoby starsze”. Podkreśla zarazem, że „odwiedzenie osoby starszej, to sposób na spotkanie Jezusa, który nas wyzwala z obojętności i samotności”.

Św. Matka Teresa z Kalkuty mówi:

Powinniśmy odwiedzać takich, którzy nikogo nie mają, takich którzy cierpią na najgorszą z możliwych chorób: odrzucenie, bycie niekochanym, opuszczonym

Ktoś cierpiący może być w waszej rodzinie lub otoczeniu. Próbujcie odnaleźć tych, którzy was potrzebują, nawiążcie z nimi osobiste kontakty. Wyświadczajcie im drobne przysługi, takie na które nikt nigdy nie ma czasu…

Dlatego jeśli masz w domu chorą lub samotną osobę, bądź przy niej. Może tylko po to, by trzymać ją za rękę, uśmiechnąć się do niej. Jest to największa, najpiękniejsza posługa.

Karol ze Wspólnoty Św. Idziego z Warszawy zachęca do nawiązywania relacji z osobami starszymi: „Zawsze musimy oczywiście zaczynać od własnych dziadków, ale być również uważnymi na potrzeby innych. Warto czasem się ośmielić i zamienić parę słów. To może być początek trwałych przyjaźni. Ludzie starsi to skarb, który czeka na odkrycie”.

Przykładem może być tutaj dla nas Święta Misjonarka Miłości z Kalkuty: W Melbourne spotkałam starca opowiada Matka Teresa. Był trochę zaniedbany, a nawet brudny. Poprosiłam go: – Proszę się zgodzić, żebym posprzątała pana dom i uprała ubrania. Odparł: – Nie, dziękuję, jakoś sobie radzę. – Ale lepiej się pan poczuje, jeśli upiorę pana rzeczy. W końcu wszystko mu wyprałam. W kącie pokoju zauważyłam piękną lampę, ale bardzo zabrudzoną, więc zapytałam: – Czy zapala pan jeszcze tę lampę? Odpowiedział mi: – Dla kogo? Od lat nikt do mnie nie przyszedł. Znowu go zapytałam: – Czy zapali ją pan, jeśli odwiedzą tu pana moje siostry? Siostry zaczęły odwiedzać go co wieczór i lampa zawsze świeciła Dwa lata później przesłał do mnie wiadomość: – Proszę powiedzieć mojej przyjaciółce, że światło, które zapaliła w moim życiu, jeszcze świeci.

Najmilsi Bracia i Siostry!

Dzisiaj, kiedy powrócimy do naszych domów, do naszych bliskich, pamiętajmy, że i my mamy dla kogo zanieść i zapalić światło nadziei.

Przekazujmy je z serca do serca, przekazujmy je wszystkim osobom starszym, by świeciło coraz większym blaskiem w ich szczęśliwych oczach i zwiastowało radość wielkanocnego poranka.

Pewien młody mężczyzna z oazy rodzin ewangelizował na ulicach Katowic razem ze swoją żoną. Pewnego razu podszedł starszy pan i zapytał, co robią. Dominik mimo zmęczenia nawiązał życzliwą relację. Nawet zapytał, gdzie pan mieszka. Później odwiedzał go. Kiedyś poszedł do niego przed świętami. Pomodlili się razem i usłyszał w sercu, że ma powiedzieć staruszkowi, aby wrócił do Jezusa.

Okazało się, że dziadek 50 lat nie spowiadał się i nie przyjmował Komunii świętej. Po zachęcie i doprowadzeniu do kapłana nastąpiło pojednanie z Bogiem po 50 latach! Dominik był też szafarzem Komunii świętej. Gdy w święta podawał eucharystycznego Jezusa temu panu po tak długiej przerwie, to obaj płakali.

Drodzy bracia i siostry!

Naszą miłością i serdeczną modlitwą ogarniamy wszystkie osoby starsze, którym pragniemy wyrazić nasz szacunek i wdzięczność. Jak każdego roku uczynimy to w szczególny sposób 21 i 22 stycznia, obchodząc Dzień Babci i Dzień Dziadka.

Zjednoczeni z nimi składajmy Bogu dziękczynienie i błagajmy Go o pomoc dla nich, polecajmy czułej opiece Maryi i wspierajmy każdego dnia, aby z pogodą ducha i mocną nadzieją mogli patrzeć w swoją przyszłość. A dla naszych drogich zmarłych prośmy o wieczną radość w Domu Ojca w Niebie.

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II zwracając się do osób starszych z orędziem chrześcijańskiej nadziei powiedział: „Jeśli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeśli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła, to wiesz także, że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu „pory roku”: jeśli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: Czeka cię niebo”. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.



« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio