22.03.2020
29.03.2020 - ostatnia aktualizacja
„Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz” (J 11, 3).

Poniżej umieszczony został tekst homilii O. Piotra Męczyńskiego O. Carm. z Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach na V Niedzielę Wielkiego Postu - 29 marca i IV Niedzielę Wielkiego Postu - 22 marca A. D. 2020.

 

„Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz” (por. J 11, 3).

(homilia na V Niedzielę Wielkiego Postu - 29 marca A. D. 2020)

 

Drodzy w Chrystusie Panu, bracia i siostry!

Drodzy Parafianie i Pielgrzymi Oborskiego Sanktuarium! Kochani Chorzy!

Marta i Maria z Betanii często gościły Jezusa w swoim domu w Betanii (por. Łk 10, 38). Pewnego dnia ich brat Łazarz ciężko zachorował. Siostry zatem posłały do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz” (por. J 11, 3).

Te słowa mówią nam o głębi wzajemnej relacji trojga rodzeństwa z Jezusem. Ewangelista napisał, że „Jezus miłował Martę, i jej siostrę [Marię], i Łazarza” (por. J 11, 5), którego nazwał swoim przyjacielem (por. J 11, 11). Wszyscy oni poznali Jezusa osobiście, często przebywali w Jego bliskości, doświadczyli Jego dobroci, mogli słyszeć Jego głos i wpatrywać się w Jego miłujące Oblicze. Dlatego siostry z ufnością zwróciły się wprost do Jego Serca mówiąc: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”.

Drodzy bracia i siostry! To Sanktuarium, ten Dom Maryi na oborskim wzgórzu, jest jak dom w Betanii. Tutaj przy Sercu Matki Niebieskiej czujemy się jedną Rodziną Dzieci Bożych. Jezus utajony w sakramencie Miłości przebywa tutaj dniem i nocą, i zaprasza do zażyłej przyjaźni ze sobą. Tutaj przemawia do naszego serca, pociesza i umacnia w chwilach próby. Tutaj też gromadzi się tak wielu chorych oraz tych, którzy wstawiają się za nimi do Jezusa z pełnym ufności wołaniem: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”.

Z tym wołaniem zwracamy się też dzisiaj do Miłosiernego Zbawiciela za wszystkimi chorymi dotkniętymi epidemią.

„Wszyscy przechodzimy obecnie przez czas próby - jeszcze nie wiemy, jak wielkiej - jak szerokiej (gdy idzie o zasięg) i jak długotrwałej – napisał kilka dni temu Abp Grzegorz Ryś. Ta próba dotyczy każdego z nas osobiście, ale również dotyczy nas razem jako wspólnoty. Jako Kościół właśnie zdajemy poważny egzamin. Jest to najpierw egzamin z wiary i nadziei, a zaraz potem z będącej ich owocem konkretnej (a nie deklaratywnej) miłości bliźniego, solidarności i wrażliwości na potrzeby drugich. Nasza wiara mówi nam przede wszystkim o tym, że Pan nie zostawia nas samych w momentach doświadczenia, choroby czy cierpienia. Przeciwnie, Jego obecność i miłość zawsze skierowana jest „bardziej” do tych, którzy są słabsi i uciśnieni. PAN JEST BLISKO! PEŁEN MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIA! Tę obecność trzeba najpierw we właściwy sposób rozeznawać i dostrzegać. Pan nie przychodzi do nas jako epidemia. Pandemia nie jest twarzą Boga! JEGO TWARZĄ JEST MIŁOŚĆ - także ta, która w nas z nową mocą się rodzi w chwilach takich wyzwań: miłość, solidarność, sąsiedzka pomoc, wzajemna modlitwa za siebie. BÓG NIE MA INNEJ TWARZY NIŻ MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE. Każdy inny Jego portret - niezależnie od tego, kto go maluje - jest karykaturą… Trzeba tylko, byśmy na Bożą obecność i Boże działanie chcieli się otwierać”.

Bracia i Siostry! Trzeba, aby nasze serca były zawsze otwarte dla Jezusa, podobnie jak dom w Betanii, jak serca Marty i Marii, oraz ich brata Łazarza. Albowiem, tylko wtedy, gdy sami doświadczymy ofiarowanej nam przyjaźni Chrystusa, gdy przebywać z Nim będziemy w domu naszego serca i pozwolimy ogarnąć i rozpalić się Jego miłością, tylko wtedy każdy człowiek, który do nas zapuka, którego odwiedzimy i z którym przebywamy, będzie czuł się przez nas przyjęty jak przyjaciel, jak najbliższy członek rodziny i umiłowane dziecko Boże.

Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy sami będziemy trwać wytrwale w zażyłej relacji miłości z naszym Panem poprzez codzienną osobistą i rodzinną modlitwę oraz regularną spowiedź i nasze zjednoczenie z Eucharystycznym Sercem Jezusa poprzez częstą komunię świętą.

Wtedy też sam Chrystus przychodzący w przebraniu ubogiego i chorego brata odnajdzie w naszym sercu miejsce swego odpoczynku, gdzie będzie mógł oprzeć swoją głowę i odbić w podzięce swoje oblicze, jak na chuście Weroniki.

Niech zatem Jezus prawdziwie obecny w Najświętszej Eucharystii często adorowany i przyjmowany w Komunii, odnajdzie w nas swoją Betanię, aby potem każdy człowiek, którego przyjmiemy i odwiedzimy mógł doświadczyć Jego miłości, rodzącej w sercu pokój, radość i nadzieję sięgającą Nieba.

Do tego zachęca nas Biskup Płocki Piotr Libera pisząc:

„W tym trudnym czasie proszę wszystkich drogich kapłanów, osoby życia konsekrowanego i wiernych świeckich o modlitwę za osoby dotknięte epidemią koronowirusa, za wszystkich, którzy chorym pomagają - lekarzy, personel medyczny i służby sanitarne oraz za przedstawicieli władz podejmujących trudne decyzje zmierzające do zwalczenia pandemii. Módlmy się również o pokój serc i łaskę głębokiego nawrócenia dla każdego z nas. Miłosiernemu Bogu polecajmy wszystkich zmarłych na skutek panującej epidemii (…)

Zwracam się do dorosłych o okazywanie miłosierdzia ludziom chorym, starszym, zainteresowanie nimi i pomoc w zrobieniu zakupów, zaopatrzeniu w lekarstwa i inne potrzebne do życia środki. Bądźmy dobrymi Samarytanami, którzy nie przechodzą obojętnie obok cudzej biedy, pamiętając zawsze o roztropnym, minimalnym kontakcie z tymi osobami, by nie doprowadzić do zakażenia ich wirusem (…)

Dni, w których koronawirus wystawia na próbę wiarę i wytrwałość wielu osób, dają nam okazję do coraz pełniejszego rozumienia, jak bardzo ważne jest odkrywanie Chrystusa nie tylko w sakramentach świętych, ale także w służbie drugiemu człowiekowi. Zdajmy ten egzamin z solidarności społecznej, budowania więzi i patriotyzmu. Ufajmy, że gdy przyszło nam zmierzyć się z tajemnicą zła moralnego i fizycznego, pozwoli nam to jeszcze bardziej zawierzyć nas i nasze rodziny Bożemu Miłosierdziu, przez wstawiennictwo Maryi, przyzywanej jako Uzdrowienie chorych”.

W dzisiejszej Ewangelii nasz Pan zwrócił się do Marty, siostry Łazarza, słowami: „Brat twój zmartwychwstanie… Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”.

„Jezus jest zbawicielem wyprowadzającym ludzkość z grobowej ciemności grzechu ku światłości poranka zmartwychwstania – mówi Ks. prof. Mirosław Wróbel z Lublina. Jezus nie uwalnia nas od naszej śmiertelności fizycznej, lecz zbawia nas przez śmierć. Tak jak Jego droga wiodła przez mękę i śmierć ku zmartwychwstaniu, tak też droga każdego człowieka przechodzi przez próg śmierci, który nie jest pustką i kresem, lecz początkiem nowego życia. Wskrzeszenie Łazarza jest zapowiedzią ostatecznego zwycięstwa Jezusa nad śmiercią, w którym uczestniczą wszyscy wierzący. Wiara w Jezusa jest nieodzownym warunkiem, który pozwala człowiekowi otworzyć się na działanie Boga, wejść z Nim w żywą wspólnotę i doświadczyć zwycięstwa życia nad śmiercią. Zwycięstwo to dokonuje się dzięki Bożej miłości, na którą człowiek noszący w sobie obraz Boga powinien nieustannie odpowiadać miłością Bogu i bliźniemu: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci” (1 J 3,14). W ten sposób człowiek tworzy komunię z Bogiem, która przezwycięża wszelkie ograniczenia i uwarunkowania. Jest to komunia wiodąca ku życiu wiecznemu. W Jezusie możemy przezwyciężyć strach przed śmiercią i żyć w blasku miłości odczuwając w sercu pokój i radość”.

„Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” (por. J 11, 23 - 26).

Z tym pytaniem zwraca się dzisiaj Jezus do każdego z nas.

Marta odpowiedziała: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (por. J 11, 27).

Pamiętam, jak pewnego dnia nawiedzając cmentarz na jednym z grobów ujrzałem napis umieszczony przez rodzinę zmarłego, a być może na jego prośbę wyrażoną przed śmiercią. Było to tylko jedno słowo - wyznanie: „Credo” tzn. Wierzę.

Dag Hammerskjoeld, sekretarz ONZ, laureat pokojowej nagrody Nobla, który zginął w katastrofie lotniczej w Afryce pisał: „Bóg nie umiera tego dnia, w którym przestajemy wierzyć, ale to my umieramy w tym dniu. My umieramy wtedy, kiedy nie ma w nas wiary”.

To prawda. Tylko żywa wiara, żywa więź z Chrystusem naszym Panem i Odkupicielem, daje nam nadzieję zmartwychwstania i życia wiecznego, pewność bliskości Boskiego Przyjaciela i tego, że nawet śmierć nie zdoła nas wyrwać z Jego ręki. Dlatego tak ważne jest być zawsze w stanie łaski uświęcającej, trwać w głębokiej przyjaźni z Panem, zawsze przy Jego Sercu, tak jak Łazarz i jego siostry.

Św. Jan Paweł II, pod koniec swego życia zwrócił się do chorych z przejmującym orędziem nadziei. Mówił: „Jeżeli ktoś lub coś każe ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to! Jeżeli znasz odwieczną Miłość, która cię stworzyła, to wiesz także, że w twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna. Różne są w życiu «pory roku»; jeżeli czujesz akurat, że zbliża się zima, chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia, bo ostatnią porą twojego życia będzie wiosna: wiosna zmartwychwstania. Całość twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego granice ziemskie: czeka cię niebo!”.

W podobnym tonie wypowiada się papież Franciszek: „Jeśli przez życie idziemy z Panem, to On nas nigdy nie zawiedzie. (…) Ta nadzieja towarzyszy nam przez całe życie. Pierwsi chrześcijanie oznaczali nadzieję kotwicą, jakby życie było zarzuconą kotwicą na brzegu Nieba, a my wszyscy zmierzającymi w kierunku tego brzegu, uczepionymi łańcucha kotwicy. To jest bardzo piękny obraz nadziei (…)

Pomyślmy o naszym sercu i zapytajmy się: gdzie zakotwiczone jest moje serce? Jeśli nie jest zbyt dobrze zakotwiczone, to zarzućmy kotwicę na tamten brzeg, wiedząc, że nadzieja nie zawodzi, ponieważ Pan Jezus nigdy nie zawodzi”.

Drogi bracie i siostro, nie lękaj się niczego, nie rozpaczaj! Zaufaj Chrystusowi, który Cię kocha i pełen czułej troski podtrzymuje Cię swoją wszechmocną prawicą. On Pan życia i śmierci da Ci siłę w godzinie próby i wyprowadzi z największej ciemności.

Św. Ambroży w takich słowach zwraca się do Chrystusa: „Obyś zechciał, Panie, przyjść do mego grobu, obmyć mnie Twymi łzami, gdyż w moich nieczułych oczach nie posiadam tylu łez, abym mógł obmyć moje grzechy. Jeśli będziesz płakał za mnie, będę zbawiony. Jeśli będę godny Twoich łez, pozbędę się fetoru wszystkich moich grzechów. Jeśli będę godny tego, byś choć przez chwilę zapłakał za mnie, wyprowadzisz mnie z grobu tego ciała i powiesz: „wyjdź na zewnątrz”, aby moje myśli nie zostały uwięzione w ograniczonej przestrzeni mego ciała, ale wyszły naprzeciw Chrystusowi i żyły w światłości. Kto myśli o grzechu, usiłuje zamknąć się w swojej własnej świadomości. Wywołaj więc na zewnątrz Twego sługę. Chociaż jestem spętany więzami moich grzechów, chociaż mam spętane nogi i związane ręce i pogrążony jestem w moich myślach i „martwych uczynkach” (Hbr 9,14), to na Twoje wezwanie wyjdę wolny i stanę się jednym ze współbiesiadników na Twojej uczcie. A Twój dom wypełni się cennym aromatem, jeśli będę strzegł tego, co zechciałeś odkupić”.

Drogi Bracie! Droga Siostro!

Boski Przyjaciel współczuje z Tobą i nigdy Cię nie opuści! Posłuchaj co pragnę Ci teraz powiedzieć od ołtarza Jego Eucharystii: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Wstań szybko i udaj się do Niego. On czeka na Ciebie w Sakramencie Miłości dającym życie wieczne. Biegnij do Niego dniem i nocą – pragnieniem swego serca… i przemienionym życiem – wyznaj wiarę w Niego. Ten, który zapłakał nad grobem Łazarza i obudził go ze snu śmierci przychodzi w Świętej Hostii, aby otrzeć Twoje łzy i dać zadatek przyszłej chwały. Amen.

              o. Piotr Męczyński O. Carm.

 

MODLITWA

Boże Ojcze, Stwórco świata, wszechmogący i miłosierny, który z miłości do nas posłałeś na świat swojego Syna jako lekarza dusz i ciał, spójrz na swoje dzieci, które w tym trudnym momencie niepewności i lęku w wielu regionach Europy i świata, zwracają się do Ciebie szukając siły, zbawienia i pocieszenia.

Uwolnij nas od chorób i strachu, ulecz naszych chorych, pociesz ich rodziny, daj mądrość rządzącym, energię i siłę lekarzom, pielęgniarkom i wolontariuszom, życie wieczne zmarłym.

Nie opuszczaj nas w chwili próby, ale uwolnij nas od wszelkiego zła. O to Cię prosimy, który z Synem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki. Amen.

Maryjo, Uzdrowicielko chorych i Matko nadziei, módl się za nami!

(Kardynał Angelo Bagnasco, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE))

 

„Pan jest moim Pasterzem”

(homilia na IV Niedzielę Wielkiego Postu - 22 marca A. D. 2020)

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni sercem na Oborskiej Kalwarii! Drodzy Parafianie i Pielgrzymi, Kochani Chorzy, wszyscy złączeni duchowo w przeżywaniu Niedzielnej Eucharystii!

Trzeba, abyśmy wsłuchali się ponownie w orędzie krzyża i otworzyli nasze serca na Bożą miłość uzdrawiającą nas z duchowej ślepoty.

Spójrzmy na Ukrzyżowanego i „dajmy się ogarnąć tym miłosierdziem, które wychodzi nam na spotkanie” – wzywa papież Franciszek.

Pewna kobieta pisze: „Od wielu lat jestem chora na cukrzycę, co jest przyczyną tego, że zaczęłam tracić wzrok. Miałam już osiem zabiegów, które miały powstrzymać utratę wzroku ale choroba dalej postępowała. Mieszkam sama w Niemczech, do kościoła chodziłam rzadko, bo mam bardzo daleko, a mój słaby wzrok ograniczał moje możliwości samodzielnego poruszania się. Będąc na odwiedzinach w Polsce, dzieci zabrały mnie na spotkanie modlitewne. Ze spotkania i modlitwy wyniosłam bardzo ważną naukę „Bogu trzeba zaufać”. W maju przyjechałam ponownie i zdecydowałam się na spowiedź generalną. Po spowiedzi, modląc się w kaplicy, stopniowo zaczęłam widzieć szczegóły krzyża nad ołtarzem, przecierałam kilkakrotnie oczy i za każdym razem widziałam więcej. Najpierw głowę Jezusa, potem postać do połowy, aż w końcu zobaczyłam całego Jezusa na krzyżu. Zostałam uzdrowiona! Wcześniej w tej kaplicy byłam dwa razy i widziałam tylko czarny krzyż. Szlochając, zaczęłam dziękować Bogu za uzdrowienie. Teraz, każdego dnia, kiedy wstaję i spoglądam na świat dziękuję Bogu za uzdrowienie i wiem, że Jezus jest ze mną”.

Okres Wielkiego Postu jest nam dany przez dobroć i miłosierdzie Boga, abyśmy ponownie zapatrzyli się w najdroższy wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, towarzyszyli Mu w Jego kalwaryjskiej drodze, jest czasem osobistego nawrócenia i pokuty za grzechy, pojednania z Bogiem i ludźmi, oczyszczenia serca z pychy i nieuporządkowanych grzesznych przywiązań, wszelkich nałogów, oraz tego wszystkiego co czyni nas duchowymi ślepcami.

Do tego wszystkich nas, którzy przez chrzest staliśmy się uczniami Chrystusa, zachęca dzisiaj św. Paweł mówiąc: „Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu”.

Drodzy bracia i siostry!

Stajemy dzisiaj wobec tajemnicy Chrystusowego krzyża i ludzkiego cierpienia. Wobec daru i tajemnicy działania miłującego Boga, tak jak było to w przypadku niewidomego z dzisiejszej Ewangelii. Ten znany wszystkim w okolicy żebrak, ślepy od urodzenia, został cudownie uzdrowiony przez Chrystusa, jakby narodził się na nowo, gdy obmył swoje oczy przy sadzawce – tak jak polecił mu Rabbi z Nazaretu. Zaczął widzieć otaczający go świat. Nie wiedział jeszcze kim jest Jezus. Tym, którzy pytali: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Jak widzimy uzdrowiony młodzieniec mówił o Tym, którego spotkał i który okazał mu tak wielkie dobrodziejstwo: „człowiek zwany Jezusem”. Ale Boski Lekarz prowadził go stopniowo do poznania prawdy i wyznania wiary, z miłością i łagodnością, pomimo sprzeciwu pysznych faryzeuszy i lęku rodziców, ukazywał mu prawdę o sobie. A gdy potem ponownie „Jezus (…) spotkał go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon”. Oczami wiary rozpoznał, wargami wyznał i nowym życiem oddał chwałę swemu Panu i Zbawcy. Wiedział, że odtąd jego życie i wieczność są w rękach Tego, który powiedział o sobie: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światło życia”. Wiedział, że odtąd niczego mu nie zabraknie, bo Pan łaskawie rozpromienił nad nim swoje Oblicze. Wiedział, że sam teraz jest posłany, aby innym nieść światło Chrystusowej Ewangelii i głosić wszystkim „niewidomym przejrzenie”.

Drodzy bracia i siostry! Drodzy uczestnicy wielkopostnej liturgii! Także i my jesteśmy wezwani, aby spotkać się osobiście z Jezusem, który pragnie uzdrawiać nas z duchowej ślepoty i umacniać naszą wiarę.

Dlatego, musimy popatrzeć na Jezusa na krzyżu, żeby ponownie zrozumieć, czym jest Serce Boga.

Św. Matka Teresa z Kalkuty zwraca się do nas z serdeczną zachętą: „Spójrz na Krzyż, a zobaczysz głowę Jezusa pochyloną, aby cię pocałować, Jego ramiona rozwarte, aby cię objąć, Jego serce otwarte, by cię przyjąć, by zamknąć cię w swojej miłości”.

„W krzyżu Chrystusa jest cała miłość Boga, Jego ogromne miłosierdzie” – podkreśla papież Franciszek.

Kilka lat temu będąc w rodzinnych stronach odwiedziłem katedrę w Gdańsku – Oliwie. Przechodząc po krużganku klasztornym tej pocysterskiej budowli, moją uwagę zwrócił obraz XVII-wiecznego flamandzkiego malarza, zatytułowany: „Chrystus Ukrzyżowany z chorymi”. Muszę wam wyznać, że nie mogłem oderwać oczu od tego niezwykłego obrazu. Przedstawiał Chrystusa rozpiętego na krzyżu, który skłania głowę, patrzy na wszystkich zgromadzonych u Jego stóp, wyciąga do nich swoje ramiona i zdaje się mówić: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. A pod tym krzyżem Chrystusa byli chorzy, ubodzy, dotknięci kalectwem. Byli tam ludzie o kulach, z opaską na oku, leżący na łożu boleści. Niezwykłe było to, że wszyscy oni patrzyli w górę – na Jezusa, mając dłonie złożone do modlitwy. Ich twarze spokojne i pogodne, oczy pełne światła i nadziei – zdawały się mówić: Jak jesteśmy uczestnikami cierpień Chrystusowych, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy. Albowiem skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by też wspólnie z Nim przebywać w chwale.

W tego Chrystusa przybitego do krzyża wpatrują się wszyscy chorzy, przykuci do łóżka, którzy po cichu, z wiarą i miłością, łączą codziennie swoje ludzkie cierpienia z Męką Zbawiciela dla dobra Kościoła, swoich bliskich i całego świata. Ten Chrystus obejmuje ich swoją czułą miłością, jest ich Lekarzem, Mistrzem i Przyjacielem, mocą i mądrością w godzinie próby, źródłem najgłębszej pociechy i nadziei sięgającej Wielkanocnego Poranka.

Tego słowem i przykładem uczył nas Święty Jan Paweł II. Abp Mieczysław Mokrzycki, wieloletni osobisty sekretarz papieża wspomina:

„W Wielki Piątek [2005 roku] Ojciec Święty (…) po raz pierwszy nie wziął udziału w drodze krzyżowej w Koloseum. Ale był tam duchem (…). Nie chciał leżeć w łóżku, chciał mimo wszystko w tej drodze krzyżowej uczestniczyć. I wtedy wymyśliliśmy transmisję z prywatnej kaplicy. Mógł się modlić razem z tymi, którzy byli w Koloseum. Mógł ich obserwować, a oni jego (…). Patrzyłem, jak przytulał twarz do krzyża. To był niezwykły obraz, niezwykłe świadectwo. My, stojąc obok, widzieliśmy tę rurkę w tchawicy. Widzieliśmy, jak ciężko oddycha i jak walczy. To była jego droga krzyżowa. To był jego krzyż. I (…) słowa (…), które (…) odczytał kardynał Ruini, za świętym Pawłem: «W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego ciała, którym jest Kościół». I na koniec: «Witaj Krzyżu, jedyna nadziejo». Ojciec Święty tłumaczył nam, tłumaczył światu, co się dzieje. I jak wielki sens ma jego cierpienie, jaką misję”.

Ojciec Święty przemawiał do nas całym sobą, każdym gestem i przypominał:

”Krzyż przyjmuje się przede wszystkim sercem, a potem dźwiga się go przez całe życie. […] Przyjęty krzyż rodzi zbawienie i owocuje spokojem. Krzyż bez Boga przygniata, z Bogiem daje odkupienie i zbawia” (2 kwietnia 1998).

Jak uczy św. Jan Paweł II: W chorobie czy jakimkolwiek cierpieniu trzeba zawierzyć Bożej Miłości, jak dziecko, które zawierza wszystko, co ma najdroższego, tym, którzy je miłują, zwłaszcza swoim rodzicom. Potrzeba nam więcej tej dziecięcej zdolności zawierzenia siebie Temu, który jest Miłością.

Tego właśnie nieustannie uczymy się tutaj – gdy gromadzimy się przy Sercu Matki Bolesnej.

Przykładem może być dla nas 23 – letnia Angelika z Podlasia, studentka III Roku Iberystyki (języka hiszpańskiego) w Warszawie, która od kilku lat wspólnie z rodzicami nawiedza Oborskie Sanktuarium. Tutaj, jak mówi znajduje swój drugi dom. Podczas naszej comiesięcznej Eucharystii z modlitwą o uzdrowienie czyta zawsze Słowo Boże zapisane alfabetem Braille'a (czyt. Brajla). Trzy lata temu napisała:

„Jezus jest dla mnie Kimś bardzo ważnym. Jest moim Przyjacielem, zawsze mogę się do niego zwrócić, odnajduję sens życia, przy Jezusie. Dzięki wierze nie załamałam się, kiedy 8 lat temu straciłam wzrok. (…) W tym samym czasie dowiedziałam się, że mam guza jajnika prawego. Dzięki Bogu, był to guz niezłośliwy. Ważnym wydarzeniem w moim życiu było przyjęcie Szkaplerza w Sanktuarium  Matki Bożej Bolesnej w Oborach, z którym nie rozstaję się nigdy – Matka Boża towarzyszy mi przez cały czas. Do Obór pielgrzymuję przynajmniej raz w miesiącu – najczęściej jest to druga niedziela miesiąca, wtedy jest odprawiana msza święta w intencji chorych i czytam w brajlu Słowo Boże. Wtedy czuję się, że jestem potrzebna. U Matki Bożej otrzymuję  siłę do zmagania się z moimi trudnościami. Czuję opiekę  Matki Bożej, wierzę, że gdy nie ma przy mnie moich rodziców – to prowadzi mnie właśnie Ona. Cztery lata temu wracałam z tatą z Częstochowy, mieliśmy wypadek nic nam się nie stało – jestem przekonana, że wtedy Matka Boża czuwała nad nami. Na mojej drodze spotykam dużo życzliwych osób, którym jestem wdzięczna za każdą pomoc. Bóg naprawdę działa w moim życiu  i pomaga, dlatego warto być z Jezusem. Dziękuję Ci Jezu”.

Ze wzruszeniem wsłuchujemy się w to piękne świadectwo wiernego dziecka Matki Bożej Bolesnej.

Angelika zdaje się śpiewać za psalmistą:

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie (…) Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

Bracia i siostry!

 Także i my uczmy się od Maryi całkowitego zawierzenia Jezusowi i bądźmy świadkami Jego czułej miłości i bliskości wobec wszystkich chorych i cierpiących. Nieśmy im światło nadziei, pomagajmy odnaleźć radość i sens życia. Pomagajmy im spotkać Najsłodszego Odkupiciela, Boskiego Przyjaciela, Niebieskiego Lekarza naszych dusz i ciał, aby i oni mogli powiedzieć Mu: „Jezu, ufam Tobie!”.

Kilka lat temu Oborskie Sanktuarium nawiedził Witek z Koła, niewidomy od urodzenia.

Podczas Mszy świętej czytał lekcję. Oczy wszystkich zwrócone były na niego, a on stał przy ołtarzu, trzymając dłonie na księdze i czytał głośno Słowo Boże, zapisane Brailleam. To był wzruszający widok... i ta cisza w kościele. Potem mówił o sobie.

Od chwili urodzenia był w domu, wśród swoich, tylko przez pierwsze 8 lat. Musiał wyjechać, ponieważ na miejscu nie było specjalnej szkoły dla niewidomych. Przyjeżdżał do domu jedynie na Boże Narodzenie i Wielkanoc. W sumie 24 lata los rzucał go po kraju. Po 1989 roku stracił pracę. Obecnie przebywa w domu z rodziną, która do niedawna jeszcze była rodziną katolicką. Niestety jego najbliżsi związali się z sektą, która spotyka się w jego domu w każdy czwartek. Jestem katolikiem, pragnę nim być – mówi Witek. Raz już mnie świadkowie Jehowy chcieli w swoje szeregi wciągnąć. Nie dałem się im.

Od szkolnych lat nigdy nie spędzałem świąt Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy z dala od domu. Teraz niestety muszę wyjeżdżać, bo świąt po katolicku wśród swoich nie ma.

W ostatnich latach Witek spędza je z Siostrami Orionistkami w Kole, gdzie tak jak w Oborach staje przy ołtarzu w ich domowej kaplicy i czyta Słowo Boże.

Znamienne są jego słowa: Może ktoś jest od urodzenia ociemniały lub w inny sposób poszkodowany przez los lub ma kogoś takiego wśród swoich najbliższych lub znajomych, to niech się nie załamuje, bo ja chociaż jestem potworny nerwus, gdybym miał się załamać, to już dawno bym na tym świecie nie był. A znam jednego człowieka, który mimo tego, że zna mnie od dziecka i wie, że nie widzę od urodzenia – straciwszy wzrok na skutek cukrzycy się załamał.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, tak bardzo potrzebne nam jest światło wiary, aby się nie załamać w godzinie próby, ale widzieć we wszystkim Święte Oblicze Boga spoczywające na nas nieustannie, Serce Ojca czuwające nad nami, Jego prawicę która nas chroni i podtrzymuje zawsze i wszędzie, Jego plan miłości pełen mądrości.

Tego wszystkiego uczymy się w szkole Chrystusowego krzyża przy Sercu Matki Bolesnej.

Maryja stojąca pod krzyżem uczy nas heroicznego posłuszeństwa wobec Bożego planu, odważnego trwania przy Chrystusie, towarzyszenia Mu aż po najtrudniejsze chwile życia. Ona własnym przykładem uczy nas łączyć nasze ludzkie cierpienia ze zbawczą męką swego najdroższego Syna i podążać ufnie wraz z Nim „do chwały zmartwychwstania”.

I to jest bardzo ważne, aby w podczas naszych życiowych doświadczeń łączyć się z Chrystusem i Jego zbawczą Ofiarą Krzyża, która uobecnia się sakramentalnie na ołtarzu w każdej Mszy świętej, aby łączyć się z Nim, trwać w zjednoczeniu z Nim, poprzez codzienną modlitwę i sakramenty święte – szczególnie regularną spowiedź i częstą komunię świętą. Nigdy sami, ale zawsze z Jezusem, podtrzymywani Jego ramionami i pocieszeni czułością Jego Serca. Prowadzeni przez światło Jego Krzyża.

Potrzeba nam tego spojrzenia wiary, które pozwala nam widzieć spotykające nas doświadczenia oczyma Boga, przez pryzmat Jego krzyża i miłości najpełniej objawionej na krzyżu.

Dlatego też tak ważna jest nasza modlitwa przed krzyżem, jak tych wszystkich chorych w przywołanym przez mnie wcześniej obrazie, którzy ze złożonymi rękami wpatrywali się z wiarą i ufnością w Oblicze Chrystusa.

W roku 2002 odbyło się w Mediolanie sympozjum Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Włoskich na temat: „Lekarz wobec cudu”. Kardynał Dionigi Tettamanzi, przemawiając na zakończenie, wyraził niezwykle piękną i głęboką myśl:

„Prawdziwy” cud nie jest przede wszystkim darem uzdrowienia, którego Pan Bóg i tak może udzielić w sposób całkowicie wolny.

 „Prawdziwy” cud polega na rozpoznaniu w obliczu Jezusa ukrzyżowanego posuniętej aż do granic miłości Boga, który daje siebie samego każdemu mężczyźnie i każdej kobiecie, czyniąc również nas zdolnymi do takiej miłości.

„Prawdziwy” cud polega na tym, że potrafimy patrzeć na chorobę, ból i cierpienie, ucząc się od Jezusa nazywać je po imieniu, a właściwie dając im imię Chrystusowego krzyża.

„Prawdziwy” cud to umiejętność całkowitego powierzenia się Bogu i złożenia w Nim całej nadziei i ufności, również wtedy gdy z ludzkiego i lekarskiego punktu widzenia nie widać drogi wyjścia.

„Prawdziwy” cud to umiejętność uczynienia z bólu daru, aktu miłości nie tylko do Boga, ale również daru dla braci: dokładnie tak, jak uczynił Jezus!

Dlatego, drodzy bracia i siostry, tak potrzebne jest towarzyszenie chorym w ich życiowej drodze, wspomaganie ich z delikatnością, ale też odważną miłością, w trudzie nadawania sensu temu, co przeżywają.

To towarzyszenie, które rzeczywiście może przyczyniać się i na swój sposób wzniecać „cud” przeżywania choroby czy śmierci z wewnętrznym pokojem, okazuje się dzisiaj szczególnie potrzebne i konieczne, w sytuacji kulturowej naznaczonej poważnym kryzysem „utraty poczucia sensu”.

Jeden z kapucynów napisał: „Spotkałem kiedyś człowieka, którego krzyżem było to, że urodził się niewidomy. Gdy podczas szczerej rozmowy zapytałem go o sens tego krzyża, odpowiedział mi: „Myślę, że Bóg dopuścił ten krzyż po to, abym mógł być człowiekiem wierzącym. Moi rodzice byli ateistami. Gdybym urodził się zdrowy wychowaliby mnie na ateistę. Skoro jednak byłem niewidomy od urodzenia, oddali mnie do zakładu u sióstr zakonnych w Laskach. Tam nie tylko nauczyłem się czytać i pisać oraz zdobyłem zawód, ale także usłyszałem o Jezusie Chrystusie i stałem się człowiekiem wierzącym. Wbrew temu, co myślą niektórzy, Bóg dając mi ten krzyż wyświadczył mi wielkie dobro, okazał mi swoją miłość i za to Mu dzisiaj dziękuję”.

Drodzy bracia i siostry! W tym trudnym czasie pandemii koronawirusa w Polsce i na świecie bądźmy wszyscy świadkami nadziei ukazującymi przez uśmiech i proste gesty dobroci wobec bliźnich piękno Bożego Oblicza spoczywającego na nas nieustannie z czułą miłością. Niech nas inspiruje do okazywania tej miłości młoda włoszka bł. Chiara [Klara] Badano, która po ciężkiej chorobie nowotworowej przeżywanej w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem, prosiła tuż przed śmiercią, aby rogówki jej oczu nienaruszonych jeszcze chorobą przekazać do transplantacji tym, którzy ich potrzebują. Zostały one przeszczepione, i dzisiaj dwoje młodych ludzi widzi dzięki niej. Chiara nie załamała się, wytrwała w wierze i zaufaniu Sercu Jezusa do końca, swoja postawą budowała innych, choć miała przecież zaledwie 19 lat. W czasie choroby dawała Jezusa nie mówiąc kazań, ale rozsiewając radość i nadzieję wiecznego życia. Spotkanie z Chiarą – tak mówi jeden ze świadków – dawało odczucie spotkania z Bogiem.

Gdy w szpitalu odwiedził ją kardynał Saldarini zapytał: "Masz przepiękne oczy. Bije z nich cudowne światło. Skąd ono w Tobie się bierze?". Chiara odpowiada: "Staram się bardzo kochać Jezusa".

Drogi bracie, droga siostro!

„Zbliż się przeto z ufnością i w rozwartych ramionach rozpoznaj wołającą cię miłość Ukrzyżowanego” (św. Bonawentura).

Obejmij serdecznym uściskiem przebite stopy Jezusa, ucałuj święte rany Odkupiciela i za świętym Pawłem powtarzaj: „Wiem, komu uwierzyłem… Syn Boży umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie…  abym nie zginął, ale miał życie wieczne”. „Nic nie zdoła odłączyć mnie od Jego miłości”

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie (…) Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

Amen.

              o. Piotr Męczyński O. Carm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio