24.06.2006
11.12.2006 - ostatnia aktualizacja
Wierność niedzielnej Eucharystii


Drodzy Bracia i Siostry, zgromadzeni w Oborskim Wieczerniku! W Niedzielę Świętej Rodziny, 26 grudnia 2004 r. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił:

Oby w tym Roku Eucharystii rodzina chrześcijańska odnalazła światło i siłę, by postępować w jedności i wzrastać jako kościół domowy przede wszystkim w regularnym przygotowywaniu się do niedzielnej celebry eucharystycznej.

Te słowa papieskiego wezwania, do wierności niedzielnej Eucharystii, wymownie ilustruje następujące świadectwo:

Kiedyś umierał kamieniarz. Czując, że zbliża się kres jego ziemskiego życia, wezwał do siebie swego syna Leonarda i powiedział: – Wiesz, kiedy w życiu byłem najbardziej szczęśliwy? – Kiedy Ojcze? – zapytał Leonard. Wówczas, gdy w niedzielę szliśmy razem całą rodziną do kościoła i tam uczestniczyliśmy we Mszy świętej i przyjmowaliśmy Komunię świętą. Leonard zapamiętał te słowa ojca i kiedy założył rodzinę przestrzegał takiego sposobu święcenia niedzieli.

A jak jest w naszych rodzinach? Część tych, którzy nie chodzą do kościoła w niedzielę, nawet nie próbuje się usprawiedliwiać, uważając, że jest to ich sprawa i najczęściej twierdzą, że chodzenie do kościoła nic im nie daje. Druga część próbuje się jeszcze tłumaczyć przed sobą, przed bliskimi, przed księdzem, z tym że ich usprawiedliwienia są bardzo błahe w porównaniu z wielkością sprawy, o którą chodzi. Ci ludzie, weszli już na drogę utraty wiary. Pewien kapłan opowiada:

Wczoraj rozmawiałem z kobietą, która zatrzymała mnie na Plantach krakowskich z pytaniem, czy będąc na zwolnieniu lekarskim ma obowiązek być dzisiaj na Mszy św. Pytam: – Skąd Pani wraca? – Z przyjęcia imieninowego u swojej przyjaciółki. Jeśli można wyjść do przyjaciółki na imieniny, to dlaczego nie można przyjść do stołu, który przygotował Bóg w dzień święty? Takich usprawiedliwień na co dzień spotykamy sporo: jeden nie ma odpowiednich butów, drugi ubrania, trzeci ma katar... Warto zobaczyć, dla jakich powodów najczęściej ludzie rezygnują z Mszy św. Wygodne odpoczywanie w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, widowisko sportowe, niespodziewani goście, działka, giełda samochodowa, długie zakupy w wielkim supermarkecie! To są dla nich rzeczy ważniejsze, aniżeli uczestnictwo we Mszy św., ale to jest znak, że wiara ich słabnie.

Mówię o tym, aby otworzyć Wasze oczy na poważne niebezpieczeństwo, w jakim się znajdujemy. Spotkanie na co dzień z ludźmi tracącymi wiarę jest zagrożeniem dla naszej wiary. Ileż to bólu przeżywa ojciec czy matka obserwujący jak dorastające dziecko, wychowane w duchu religijnym, rezygnuje z niedzielnej Mszy św.? Coraz częściej widzimy podobne dramaty w małżeństwach, w których jeden małżonek jest niepraktykujący, a drugi praktykujący. Ileż małych dzieci wyznaje często, że nie było na niedzielnej Eucharystii, bo tata nie jechał samochodem, miał ważniejsze sprawy, a do kościoła daleko i małe dzieci same nie dojdą. Pytam kobietę, dlaczego zaniedbuje udział w niedzielnej Eucharystii. A ona odpowiada: – Proszę ojca, ja jestem osobą wierzącą, jestem katoliczką. Prywatnie się modlę, a do kościoła chodzę wtedy, kiedy odczuwam taką potrzebę. Inna powie, że nie chodzi na niedzielną Mszę świętą, bo męczy ją tłum w kościele, więc chodzi, gdy nie ma ludzi, gdy kościół jest pusty i to jej – jak mówi – wystarczy. To bardzo smutne stwierdzenia. Niestety jakże wielu ludzi ochrzczonych myśli podobnie... Ich wiara coraz bardziej stygnie, staje się martwa. Często strona niewierząca przeciąga na swoją stronę tego, który wierzył i był praktykujący. Po dwóch, trzech latach już mamy do czynienia z małżeństwem nieprawdy i z rodziną nieprawdy. Niewiara jest zaraźliwa.

Moi Drodzy! Trzeba dostrzec cały ten proces laicyzacji, w którym uczestniczy nasze społeczeństwo i trzeba wobec niego zająć zdecydowaną postawę.
Trzeba sobie zdawać sprawę, że człowiek niewierzący jest zagrożeniem dla naszej wiary i w tej sytuacji należy uczynić wszystko, aby nie tylko nie została przez niego zniszczona nasza wiara (często z człowiekiem niewierzącym trzeba nam dzielić wspólne mieszkanie), ale by odniosła zwycięstwo. Człowiek wierzący jest mocniejszy od tego, który wiary nie posiada. Jeżeli ta wiara jest żywa, zwycięstwo jest możliwe.

Warto przy tym pamiętać, że wszelkie zagrożenie powinno chrześcijan zbliżać do Boga, a nie oddalać od Niego. Ten zwrot w stronę Boga stanowi dowód autentyczności wiary. Człowiek wierzący w momencie, gdy jest zagrożony, zwraca się do Boga, a przez to jego wiara wzrasta, umacnia się. W tym kontekście może łatwiej zrozumiecie, że tu nie chodzi tylko o obowiązek uczestniczenia we Mszy św. w dzień Pański. Tu chodzi o podstawowy skarb, o naszą wiarę. Wasza obecność w tej świątyni jest publicznym wyznaniem wiary. Nie tylko wyznaniem, ale znakiem troski o to, by Wasza wiara wzrastała. To jest ta wielka wartość dnia świętego, dnia Pańskiego. Nasz godzinny pobyt w kościele jest znakiem troski o to, by uświęcić siebie, by uświęcić cały czekający nas tydzień. Dlatego Kościół ustanawiając swoje przykazanie: W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych, miał na uwadze zachowanie naszej wiary.
W tej rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć, trzeba uświadomić sobie, iż wszystko zależy od naszej indywidualnej postawy, od troski o pogłębienie wiary, od ponownego odkrycia bogactwa, które jest zawarte w uczestniczeniu we Mszy św. Nawet wtedy, gdyby społeczeństwo obok nas odeszło daleko od Boga, my wiedząc, o jaki skarb chodzi, nigdy od Niego nie odejdziemy.

Pamiętajmy! Niedzielna Msza święta winna znajdować się zawsze w samym centrum naszego życia chrześcijańskiego, naszej rodziny. Do tego wzywa nas Ojciec Święty w swoim Liście Apostolskim Dies Domini (Dzień Pański):

Skoro Eucharystia jest prawdziwym sercem niedzieli, to można zrozumieć, dlaczego już w pierwszych wiekach pasterze nieustannie przypominali swoim wiernym o konieczności uczestniczenia w zgromadzeniu liturgicznym. W dniu Pańskim porzućcie wszystko – czytamy na przykład w traktacie z III w. zatytułowanym Didaskalia Apostolskie – spieszcie nie zwlekając na swoje zgromadzenie, bo przez nie oddajecie chwałę Bogu. W przeciwnym razie, czym usprawiedliwią się przed Bogiem ci, co nie gromadzą się w dniu Pańskim, aby słuchać słowa życia i spożywać Boski pokarm, który trwa na wieki? To wezwanie pasterzy wierni przyjmowali zazwyczaj i wypełniali z głębokim wewnętrznym przekonaniem, a choć nie brakło też okresów i sytuacji, w których spełniano ten obowiązek z mniejszym duchowym zaangażowaniem, nie można zapominać o prawdziwym bohaterstwie, z jakim liczni kapłani i wierni przestrzegali tego nakazu mimo wielu niebezpieczeństw i ograniczeń wolności, czego przykłady znaleźć można od pierwszych wieków historii Kościoła aż po nasze czasy.

Św. Justyn w swojej pierwszej Apologii, skierowanej do cesarza Antonina i do senatu, mógł z dumą opisać chrześcijańską praktykę zgromadzeń niedzielnych, na których spotykali się w jednym miejscu chrześcijanie mieszkający w miastach i na wsi. Gdy w okresie prześladowań Dioklecjana zgromadzenia te zostały zakazane pod groźbą najsurowszych kar, wielu odważnie sprzeciwiało się edyktowi cesarskiemu i wolało ponieść śmierć niż opuścić niedzielną Eucharystię. Tak było w przypadku męczenników z Abitinae w Afryce Prokonsularnej, którzy tak odpowiedzieli swoim prześladowcom: – Bez żadnej obawy sprawowaliśmy wieczerzę Pańską, ponieważ nie wolno jej zaniechać; takie jest nasze prawo; nie możemy pozostać bez wieczerzy Pańskiej. Zaś jedna z męczenniczek wyznała: – Tak, poszłam na zgromadzenie i sprawowałam wieczerzę Pańską razem z moimi braćmi, bo jestem chrześcijanką.

Drodzy Bracia i Siostry! To przejmujące świadectwo wiary męczenników pierwszych wieków przypomniane przez Papieża jest dla nas gorącym wezwaniem do wierności niedzielnej Eucharystii i coraz głębszego przeżywania Mszy świętej. Posłuchajmy jeszcze jednego świadectwa kapłana staruszka, który przeżył obóz koncentracyjny. Klerycy z tej parafii, w której pracował, prosili często, aby opowiedział im jakieś zdarzenie z życia obozowego. Nie czynił tego chętnie, ponieważ wspomnienia te były dla niego bardzo bolesne. Tym niemniej pewnego dnia podczas wspólnego śniadania na plebani opowiedział im następujące zdarzenie ze swoich obozowych przeżyć.

W jedną z zimowych niedziel, wcześnie rano do baraku, w którym przebywali więźniowie, weszło dwóch esesmanów. Kiedy więźniowie stanęli w szeregu, jeden z Niemców zadał wszystkim pytanie: – Kto chce iść dzisiaj na Mszę, niech wystąpi z szeregu. Zgłosiło się ponad 20 więźniów, a wśród nich opowiadający tę historię ksiądz. Niemiec rozkazał im wyjść z baraku, pognał ich na zaśnieżony plac obozowy, a później rozkazał położyć się im na śniegu. Przez kilka godzin leżeli na śniegu w zimnym mroźnym powietrzu. Po kilku godzinach padła komenda: – Powstać! Nie wszyscy mogli wstać o własnych siłach, a kiedy znów uformowali się w szeregu, Niemiec powtórzył to samo: – Kto chce iść dziś na Mszę, niech wystąpi z szeregu. Tym razem zgłosiło się tylko dwóch ochotników (ten ksiądz i drugi więzień). Pozostawiono ich obu na placu, reszcie pozwolono pójść do baraku. Ponownie kazano położyć się im na śniegu. Dodatkowo polewano ich wodą i kopano niemiłosiernie, pytając, czy nadal chcą iść na Mszę. Po godzinie znęcania się nad nimi z połamanymi żebrami zostali zawleczeni do baraku.

Rzeczywiście jest to zdumiewająca historia odważnych ludzi, którzy w tak straszliwych warunkach obozu koncentracyjnego, tak wiele potrafili z siebie dać w nadziei, że będą mogli uczestniczyć w niedzielnej Uczcie eucharystycznej.

Nasza wiara w Chrystusa wyraża się więc konkretnie w naszym stosunku do Eucharystii, w naszym udziale w niedzielnej Mszy świętej. Eucharystia ma stanowić źródło i szczyt całego naszego życia chrześcijańskiego. Ona daje nam siłę do życia zgodnego z wiarą. Pan Jezus mówi przecież wyraźnie: Beze Mnie nic nie możecie uczynić.

Bez niedzielnej Mszy świętej, bez łaski Bożej otrzymywanej w częstej Komunii świętej, bez Bożego błogosławieństwa, jesteśmy jak uschłe latorośle, odcięte od winnego krzewu. Nie ma w nich życia, nie wydają owocu i nadają się tylko na spalenie. Małżeństwo, rodzina, która buduje swoje życie bez niedzielnej Eucharystii jest jak dom z ewangelicznej przypowieści, budowany na piasku.

Najmilsi Bracia i Siostry! Żyjmy Eucharystią! Z żywą i głęboką wiarą przeżywajmy nasz udział we Mszy świętej.
Tak jak Matka Bolesna, która przy ołtarzu krzyża wiernie stała. Gdy Syn Jej składał krwawą ofiarą na Golgocie, Ona matczynym sercem składała ją razem z Nim. Ona jest obecna przy każdym ołtarzu, na którym w bezkrwawy, sakramentalny sposób uobecnia się zbawcza ofiara Odkupiciela świata.
Prośmy Maryję, by po macierzyńsku pomagała nam przeżywać z miłością każdą Mszę świętą, jako Ofiarę Chrystusa i naszą. Amen.

o. Piotr Męczyński O. Carm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio